Drugi tydzień Ligi Narodów siatkarzy 2026 dobiega końca. Każda reprezentacja ma swoich bohaterów, a dla Bułgarów jest nim Aleksandar Nikołow. Obaj bracia nie znają słowa ograniczenia, a starszy z nich ofensywnie pociąga za sznurki w każdym z meczów. W 14 ostatnich spotkaniach przyjmujący zdobył aż 341 punktów. Takiego asa w swoim rękawie chciałby mieć każdy szkoleniowiec, niezależnie od poziomu klubowego czy reprezentacyjnego.
Genów nie oszukasz…
Bułgaria ma za sobą konkretne odmłodzenie kadry. Projekt, który rozpoczął się parę sezonów wcześniej w końcu przynosi owoce. Jeszcze zeszłoroczna Liga Narodów była dla bułgarskich siatkarzy. Gianlorenzo Blengini może spać spokojnie mając u swojego boku braci Nikołow. W zeszłym roku drużyna wywalczyła niespodziewanie wicemistrzostwo świata, a teraz ta machina znów małymi kroczkami nabiera rozpędu.

Całością dyryguje Simeon Nikołow, który jak na rozgrywającego, to punktuje znakomicie. 19-latek niejednokrotnie zdobywał podczas występów powyżej 10 oczek. Ofensywną bestią jest natomiast starszy z braci. Aleksandra Nikołow. Przyjmujący tak w Cucine Lube Civitanova, jak i w rozgrywkach reprezentacyjnych mocno daje się we znaki rywalom. Tylko w ostatnich 14 spotkaniach kadry narodowej 22-latek zdobył aż 341 punktów! To rewelacyjny wynik. Wyłącznie w trzech meczach notował poniżej 20 oczek, a średnia przyjmującego wynosi 25 punktów. Pytaniem otwartym pozostaje więc czy bracia wiedzą czym są ograniczenia?
Na finiszu drugiego tygodnia Ligi Narodów Bułgarzy zajmują 10. miejsce. To nie jest najlepszy scenariusz, ale miejsce w Final Eight wciąż jest w ich zasięgu. Po krótkim okresie 'gwiazdorzenia’ kadra wraca na właściwe tory. W niedzielę reprezentacja zagra jeszcze z największą niespodzianką rozgrywek, Ukrainą. Po drodze przegrała z Belgią – 1:3, Serbią – 0:3, oraz Słowenią – 2:3. Podczas ostatniego turnieju interkontynentalnego poprzeczka jeszcze bardziej pójdzie w górę. Spotkanie z Chińczykami nie jest tutaj wyznacznikiem, bowiem Bułgarów czekają starcia z Polakami, Amerykanami, Francuzami.
Zobacz również:
To właśnie o tym zapomniał Jakub Popiwczak: Zostałem wrzucony…









