Strona główna » Od pizzy do siatkówki. Niemiec z Majorki opowiada o studiach w USA i siatkarskich początkach

Od pizzy do siatkówki. Niemiec z Majorki opowiada o studiach w USA i siatkarskich początkach

inf. własna

fot. volleyball.world


Na pewno można określić go jednym z największych obieżyświatów i poliglotów wśród siatkarzy. Mówi bowiem biegle w pięciu językach. Mieszkał już w czterech państwach, a wciąż myśli o kolejnych. Simon Torwie, Niemiec z Majorki, opowiedział Strefie Siatkówki o swoich siatkarskich początkach, studiach w USA i przyszłości.

Karolina Wólczyńska (Strefa Siatkówki): Czy to prawda, że dorastałeś na Majorce?

Simon Torwie:
– Tak, to prawda. Tam się urodziłem i wychowywałem. Mieszkałem na Majorce przez piętnaście lat.

Dlaczego przeniosłeś się do Niemiec?

– Moi rodzice są Niemcami, więc mam tylko niemieckie obywatelstwo. Nie mam hiszpańskiego, więc nie mogę grać dla Hiszpanii. Nigdy gra dla Hiszpanii nie wchodziła w grę. Mogę reprezentować tylko Niemcy. Dlatego przeniosłem się do Frankfurtu, gdzie w tamtym czasie była szkoła z internatem dla siatkarzy. Występowałem w drużynie z Frankfurtu, a później dołączyłem do juniorskiej reprezentacji narodowej.

Pizza i piłka Molten

Dlaczego zacząłeś grać siatkówkę?

– Moja siostra grała, a jej trener zaproponował mi pizzę i piłkę do siatkówki marki Molten, jeśli wytrzymam sezon w ich szeregach. Wówczas grałem w piłkę nożną. Absolutnie nie mogę powiedzieć, że byłem dobry. Przetrwałem sezon i rzeczywiście dostałem pizzę i piłkę. I tak zostałem przy siatkówce.

Na jakiej pozycji zaczynałeś?

Wtedy zaczynałem jako środkowy. Potem przez dwa lata grałem jako atakujący. Kolejne pół roku występowałem na pozycji przyjmującego. W Niemczech się to znowu zmieniło. Przez następne trzy lata grałem na pozycji atakującego. W USA kontynuowałem grę na tej pozycji przez dwa sezony, aż znowu wróciłem do bycia środkowym bloku.

Wyjazd za Wielką Wodę

Dlaczego po maturze nie zostałeś w Niemczech, tylko wyjechałeś do USA?

Po zakończeniu szkoły, zdaniu matury większość zawodników trafia do zawodowej drużyny. A ja wtedy nie czułem, że jestem wystarczająco dobry, żeby naprawdę grać zawodowo. Nie chciałem też występować w drużynie II ligi. Po mistrzostwach świata zaproponowano mi miejsce w Long Beach w Kalifornii, a także w na Penn State w Pensylwanii. Wcześniej nie wiedziałem nic o siatkówce uniwersyteckiej, więc naturalnie musiałem się w to zagłębić. Od razu mi się to spodobało i dlatego tam pojechałem. Plan zawsze był taki, że pojadę tam, będę grał w siatkówkę przez cztery lata, ukończę studia licencjackie, czym zadowolę też rodziców. A potem po prostu wrócę i będę gotowy do gry na poziomie profesjonalnym. I tak właśnie się stało.

Bogactwo doświadczeń

Jak porównałbyś siatkówkę uniwersytecką do zawodowej?

– Ma się wrażenie, że to nie jest praca. Sprawia to ogromną przyjemność. Codziennie spędzasz czas z około dwudziestoma chłopakami w twoim wieku, trenujesz i grasz mecze. Prócz tego oczywiście z nimi mieszkasz, masz zajęcia na uczelni i spędzasz z nimi popołudnia. To twoi najlepsi przyjaciele na całe życie. Dla mnie był to po prostu bardzo intensywny i pełen wrażeń okres. Myślę, że pod względem relacji międzyludzkich i życiowych doświadczeń ten wyjazd był dużo ważniejszy niż sama siatkówka. Jeżeli chcemy porównać poziom gry, to oczywiście zawodowe zespoły prezentują znacznie wyższy poziom niż uniwersyteckie. Wynika to jednak z tego, że zawodnicy są bardziej doświadczeni i po prostu poświęcają tej dyscyplinie więcej czasu i energii. Przedział wiekowy zawodników na uniwersytecie to 18-22 lata, a w siatkówce zawodowej średnia wieku wynosi 27–28 lat.

Jak oceniasz studia w USA?

Podjęcie studiów w USA było dla mnie absolutnie słuszną decyzją. Według mnie ważne jest, aby przynajmniej spróbować czegoś takiego. Wielu siatkarzy zaraz po maturze zajmuje się wyłącznie zawodowstwem. Problem polega jednak na tym, że sama siatkówka nie jest w stanie zapewnić środków na całe życie. Potrzebne są inne źródła utrzymania. Dobrze jest przynajmniej spróbować swoich sił na studiach, poszerzyć swoją wiedzę i otworzyć sobie nowe możliwości na przyszłość. W moim przypadku był to bardzo mądry krok. Na szczęście mam ten etap za sobą. Nie muszę się już martwić o to w przyszłości. Nie każdy tak robi, nie każdy kończy studia w USA. Jest wielu ludzi, którzy tam zaczynają studia, grają rok czy dwa lata, czasem i cztery lata, ale nie udaje im się uzyskać dyplomu.

Biznes międzynarodowy

Czym właściwie się interesujesz? Jaki kierunek studiów ukończyłeś?

Studiowałem biznes międzynarodowy. Wybór tego kierunku niekoniecznie wynikał z mojej własnej motywacji. To po prostu była opcja, która bardzo dobrze pasowała. Miałem za sobą doświadczenie wyjazdu do USA jako Europejczyk. Jestem już trochę przyzwyczajony do różnych kultur. Znam języki (niemiecki, hiszpański, angielski, włoski, kataloński – przyp. Red.). Nie bez znaczenia był też fakt, że ten kierunek najlepiej pasował do mojego planu treningowego. Nasze treningi odbywały się w godzinach 11:00-14:00. Więc nie mogłem zapisać się i uczestniczyć w zajęciach, które zaczynały się o 10:00. Głównym powodem były więc godziny zajęć. Chodziło też o to, że nie wiedziałem, w jakim dokładnie kierunku chcę podążać. Miałem jednak przeczucie, że licencjat z biznesu, niezależnie od tego, czym będę się zajmował w przyszłości, może się przydać. Studia okazały się bardzo interesujące. Poświęciłem nauce wiele godzin i z perspektywy czasu jestem bardzo zadowolony z tej decyzji.

Przyszłe plany

Mieszkałeś w Hiszpanii, Niemczech, USA, Włoszech… Słyszałam, że chciałbyś też występować w Polsce, prawda?

– Chcę grać w najlepszych ligach. Teraz jestem we Włoszech (gra w Itas Trentino – przyp. red.). Po sezonie reprezentacyjnym rozpocznę tam swój drugi sezon. Myślę, że mógłbym tam zostać przez jakiś czas. Ale w pewnym momencie będę miał już dość makaronu czy pizzy i będę chciał odkrywać inne rzeczy. To oczywiste, że pod względem poziomu siatkówki Polska nie ustępuje innym ligom. PlusLiga jest bez dwóch zdań świetna. To niesamowite, jak wiele osób pojawia się w halach i kibicuje swoim drużynom. Z tego, co słyszę od znajomych, którzy grali w Polsce, to po prostu fajna sprawa. Też chciałbym tego doświadczyć. Chciałbym też kiedyś zagrać w Turcji albo pojechać do Japonii. Mam przed sobą jeszcze prawie dziesięć lat. Być może jeden lub dwa z nich spędzę w Polsce.

Jest jakiś klub, który najbardziej by cię interesował?

– Na ten moment nie mam żadnego typu. Też nie mam wpływu na to, skąd otrzymam ofertę.Oczywiście będę musiał je uważnie rozpatrzyć. Znowu będzie to kwestia przeczucia.

Wiele nowości

Ostatnie pytanie dotyczy reprezentacji Niemiec. W zeszłym roku zadebiutowałeś. Jakie emocje to w tobie wywołało?

W zeszłym roku wszystko było dla mnie bardzo nowe. Trzeba przejść przez wiele etapów. Najpierw trzeba się dogadać z drużyną, czyli poznać ludzi i trenera. Trzeba też przyzwyczaić się do tego, jak to wszystko działa, do ciągłego podróżowania i poziomu rozgrywek. Jest wiele rzeczy, z którymi trzeba się zmierzyć, gdy robi się to po raz pierwszy. Mam nadzieję, że w tym roku uda mi się w pełni skupić na siatkówce. Nie muszę się w ogóle martwić o chłopaków. Świetnie się z nimi dogaduję. Trener bardzo mi odpowiada. Podróże do Kanady, Polski, Serbii, gdziekolwiek – teraz też mi to nie sprawia problemu. Teraz chcę po prostu nadążyć za tym poziomem i walczyć w czołówce.

PlusLiga