Ostatnie miesiące bez dwóch zdań były najtrudniejsze w karierze Mikołaja Sawickiego. Siatkarz musiał dowodzić swojej niewinności odnośnie złamania przepisów antydopingowych. Wszystko jednak znalazło już swój szczęśliwy finał, ale jak mówi sam zawodnik kosztowało go to sporo emocji.
Ponad 10 miesięcy walki
Gehenna Mikołaja Sawickiego zaczęła się ponad 10 miesięcy temu, kiedy siatkarz po znakomitym sezonie otrzymał informację o pozytywnym wyniku testu antydopingowego. Ostatnie miesiące zamiast na boisku siatkarz spędził na udowadnianiu swojej niewinności. Jak się okazało skutecznie. Po meczu półfinałowym w rozmowie z dziennikarzami nie ukrywał emocji myśląc o tym okresie. Cieszył się, że to już za nim. – Czuję satysfakcję, ale mam też w głowie pytanie: Dlaczego padło na mnie? – mówi Mikołaj Sawicki.
Dla niego ten dzień był podwójnie szczęśliwy, bo Bogdanka LUK Lublin wygrała swój mecz. – Ja już dzięki temu miałem zrobiony dzień. Postępowanie trwało długo. Uważaliśmy, że to, co w jego trakcie odkryliśmy, musi być prawdą i spodziewałem się takiego wyniku, ale oczywiście nutka niepewności nadal gdzieś była – zaznacza w rozmowie z grupą dziennikarzy Sawicki.
Miesiące strachu
Mikołaj Sawicki nie ukrywa, że główną emocją, jaką odczuwał w tamtym okresie był strach. – Strach. Codziennie budzisz się i nie wiesz, co cię dzisiaj zaskoczy. Na pewno nie będę dobrze wspominał tych dni – mówi. Psychicznie przyjmujący powoli dochodzi już do siebie. – Nadal, jak o tym myślę, łapie mnie lekka depresja, ale powoli jest lepiej – podsumowuje Sawicki.
Wsparcie kolegów i zdjęcie w szatni
Sawickiemu z pewnością pomogło wparcie kolegów. W szatni powiesili oni jego zdjęcie. – To był kapitalny dzień. Nie dość, że Mikołaj dostał świetną informację, to my wygraliśmy. Myślę, że cały Lublin świętuje z tych dwóch powodów. Mikołajowi spadł ogromny kamień z serca. To, ile wycierpiał przez ten czas, jest naprawdę niesamowite. Wiedziałem od początku, że jest niewinny, bo znam go i wierzę w stu procentach w to, co mówi. Szkoda, że takie sytuacje się zdarzają. Dyplomatycznie powiem: za błędy się odpowiada, więc ktoś na pewno za nie odpowie – wspomina poniedziałek Marcin Komenda. Przykład ten pokazuje, że nie należy nikogo od razu osądzać. – Uważam, że warto czasem się dwa razy zastanowić. Wiem, że ludzie lubią hejtować, ale nie zawsze wszystko jest takie, jak się wydaje na pierwszy rzut oka. Myślę, że powiedzenie „nie oceniaj książki po okładce” jest w stu procentach zasadne. Zastanówmy się czasem, co mówimy i jak kogoś oceniamy. Bo naprawdę może się wydarzyć coś złego. Super, że Mikołaj wytrzymał tę sytuację, ale na pewno dochodziły do niego negatywne głosy. Zresztą do nas, zawodników, też. Można było wyczuć, że niektórzy różnie oceniali nasz sukces. Ale my wiedzieliśmy, że Mikołaj nic złego nie zrobił – podkreśla Komenda.
„Był bliski depresji”
Z uniewinnienia Sawickiego cieszy się także Stephane Antiga. – Bardzo się cieszymy poniedziałkową informacją ze względu na Mikołaja. To była tragedia dla niego. Klubowi też nie było łatwo, dobrym pomysłem okazało się pozyskanie Jacksona Younga. Teraz Mikołaj wraca i jest w stanie pomóc drużynie. W jednym z poprzednich spotkań z Projektem zrobił bardzo dobrą robotę na zagrywce – wskazuje francuski szkoleniowiec. – Był blisko depresji, co jest logiczne w tej sytuacji – dodaje w rozmowie z mediami Antiga.









