Turniej Ligi Narodów w Chicago nabiera rumieńców. To właśnie tam swoje mecze rozgrywają największe siatkarskie potęgi, a po spacerku Polaków w ślad za nimi poszły dwie inne kadry. Brazylia wypunktowała Francję – 3:0. Amerykanie z kolei, goszczący pozostałe ekipy, utarli nosa Chińczykom, również triumfując przy stanie 3:0. Wyniki nocnych meczów rodzą pytanie – czy Trójkolorowych zabraknie w tegorocznych finałach?
Już prawie na wylocie?
Po meczu Polaków z Bułgarami pora przyszła na siatkarskie el clasico. Mowa tutaj o starciu Francuzów z Brazylijczykami. To spotkanie zakończyło się w trzech setach wygraną Canarinhos, co mocno komplikuje sytuację Trójkolorowych. Obie ekipy zresztą mają problemy z awansem do finałów, przez co na amerykańskiej ziemi muszą dać z siebie absolutnie wszystko… zwłaszcza, że na horyzoncie spotkania z biało-czerwonymi.
Od kiwki mecz zaczął Antoine Brizard, a po stronie Francuzów nie brakowało zuchwałości. Blokiem na zapędy Europejczyków odpowiedział jednak Fernando Kreling – 3:2. Coraz aktywniejszy był Darlan Souza, któremu przyszło się pojedynkować z Mathiasem Henno. Faworytów było ciężko wskazać, ale po asie Brizarda na prowadzeniu umocniła się ekipa Trójkolorowych – 9:6. Asem odpowiedział Darlan, a za moment grę już przerywał Andrea Giani – 10:11. Oba zespoły grały punkt za punkt – 15:15, 18:20, swoje zaś na konto Kanarków dokładał Flavio Gualberto. Łatwo na prawej flance nie było Stephenowi Boyerowi, a po ataku Flavio było już 1:0 dla Canarinhos – 25:23.
Wszystko jednak było na styku i to w drugiej części meczu wcale się nie zmieniło. Znów reguły starała się dyktować Francja. Asa dołożył od siebie Boyer – 9:5, zmuszając Bernardo Rezende do wzięcia czasu. Coraz wyraźniej zaczął stawiać się Ricardo Lucarelli, mając od pomocy Adriano Xavier, i choć różnica z czasem wzrosła do 4 oczek – 14:10, dla Francuzów, to samozaparcia siatkarzom z Ameryki Południowej nikt nie mógł odmówić. Ratować sytuację środkiem miał Daniel Iyegbekedo, ale rywale mieli już kontakt – 16:17. Sytuacja z inauguracji znów się powtórzyła, a dzięki konsekwencji i znakomitej końcówce grupa Kanarków podwyższyła prowadzenie na 2:0 – 25:23. Nieco spokojniej było w trzecim secie. Tutaj różnica była już bardziej widoczna, a jak się okazało – postawienie pod ścianą mistrzowie olimpijscy nie byli w stanie odrobić zaległości. Rewelacyjnie zagrał Adriano Xavier, a po autowym ataku Mathiasa Henno komplet punktów powędrował do gości -25:19.
Francja – Brazylia 0:3
(23:25, 23:25, 19:25)
Składy zespołów
Francja: Brizard (4), Boyer (10), Henno (12), Huetz (2), Iyegbekedo (9), Pothron (8), Diez (libero) oraz Tizi-Oualou, Faure (1), Gueye (1), Magnin (4), Duflos-Rossi
Brazylia: Darlan (13), Adriano (11), Judson (6), Kreling (2), Lucarelli (7), Flavio (9), Maique (libero) oraz Matheus G., Bryan (2), Arthur
Na własnych salonach
Amerykanie z przytupem otworzyli turniej w Chicago, wiedząc, że własna publiczność zobowiązuje. Naprzeciwko siebie mieli jednak Chińczyków, którzy jeśli nie grają u siebie, to są jednym z gorszych zespołów w stawce… a i tak mają zagwarantowane miejsce w finałach, za racji bycia organizatorem.
Przechodząc jednak do spotkania z środy na czwartek, to tam tempo od początku dyktowała grupa Kowbojów. Po zagrywkach Micah Ma’a było już 3:0. Przełamać starał się Peng S.K. i Ji D.S., lecz to i tak końcowo było za mało. Po asie Hu H.L. zrobiło się nawet 4:4. Od stanu po 10 Azjaci zaczęli gwałtownie wyhamowywać – 16:13. Cenne oczka dokładała dwójka Cole Hartke i Ethan Champlin. Różnica z czasem jedynie rosła – 22:16. Za moment było już 1:0 dla Amerykanów, a decydująca okazała się zepsuta zagrywka Li L. – 25:19. Druga partia, to jeszcze większa przepaść. Sam Li L. nic nie mógł zrobić, a i jego 4 oczka, to skromny dorobek. Prym wiódł natomiast Cooper Robinson, zaś Ma’a coraz częściej korzystał z Taylora Averilla. Patrząc na tablice trener Karch Kiraly nie widział potrzeby wprowadzania zmian, o czym najlepiej świadczyło prowadzenie 2:0 – 25:13.
Trzeci set przyniósł zupełnie inne rozdanie. Rozzłoszczony Vital Heynen dokonał zmian, a jego zespół momentami miewał przebłyski. Mimo wszystko po ataku z przechodzącej Matthew Knigge’a było już 4:1 dla gospodarzy. Po upomnieniu Heynena rękawice podjął jeszcze Wang C.L., ale blokiem popisał się Averill – 9:5. Dobre wejście odnotował Jiang C., a konto Azjatów starał się zasilać również Yang B.Q., co dało gościom kontakt – 9:10, 13:14. Było to natomiast chwilowe. Sama końcówka, to kolejny zryw reprezentantów USA, a spotkanie domknął kolejną popsutą zagrywką Li L. – 20:25 (0:3).
USA – Chiny 3:0
(25:19, 25:13, 25:20)
Składy zespołów
USA: Robinson (14), Averill (9), Ma’a (3), Hartke (11), Champlin (14), Knigge (7), Briggs (libero)
Chiny: Wang H.B., Li L. (8), Hu H.L. (6), Ji D.S. (2), Peng S.K. (5), Wang C.L. (7), Li T.Y. (libero) oraz Jiang C. (5), Wu Z., Qu Z.S. (libero), Yang B.Q. (4)
Zobacz również:
Wyniki i terminarz Ligi Narodów siatkarzy 2026









