W Chicago nie ma nudy, choć wyniki tamtejszego turnieju Ligi Narodów temu przeczą. Wszystkie czołowe ekipy walczą o awans i rozstawienie. Nóż na gardle dalej mają Francuzi. Podopiecznym Andrei Giani’ego udało się jednak pokonać Chińczyków 3:0. Takim też rezultatem zakończyło się starcie Amerykanów z Brazylijczykami, gdzie górą była grupa gospodarzy turnieju. Co na to Polacy?
Czempioni wciąż pod tlenem?
Francja jest już pod kreską. Po trudach poprzednich tygodni podopieczni Andrei Giani’ego są już pod kreską. Muszą wygrać wszystkie mecze do końca, a ponadto patrzeć na poczynania oponentów, bo przed nimi samymi spotkanie z Polakami. Łatwo było z kolei w starciu z Chińczykami, gdzie zespół od razu przejął inicjatywę. Po bloku Francoisa Huetza było już 5:1. Po przerwie asem odpowiedział Peng S.K., ale do ideału było daleko, bowiem blok dołożył od siebie Antoine Brizard – 8:4. Kolegów na duchu starał się podnieść Wang B., lecz w pojedynkę niewiele mógł zrobić, zwłaszcza mając naprzeciwko siebie Stephena Boyera – 15:9. Z trudem na drugą stronę przedzierał się też Wen Z.H., a różnica na dystansie była pokaźna – 21:15. Ostatecznie inauguracja padła łupem Francuzów – 25:21.
Kolejne sety były równie jednostronne. Cenne oczka dokładał Antoine Pothron, lecz fenomenem okazywał się Mathis Henno. Z czasem sam Brizard na dobre zaczął się też bawić siatkówką, a po jego bloku – 9:5, grę przerwał nerwowy Vital Heynen. Po asie Daniela Iyegbekedo było już 11:6. Dalej walczył Wang B., co z czasem pozwoliło Chińczykom odrobić parę oczek – 13:15. Ponownie blokiem kąsał Huetz, a po autowym ataku lidera Azjatów było 2:0 dla mistrzów olimpijskich – 25:19.
Mający gorszy czas Francuzi tym razem nie mieli zamiaru spocząć na laurach. Przy zagrywkach Antoine Brizarda Trójkolorowi wysunęli się na przód – 4:0. Zmiany po stronie nominalnych gospodarzy nie przyniosły efektów. Karty dalej rozdawał duet Stephen Boyer i Mathis Henno – 13:10. Po bloku Li Y.Z. niespodziewanie zrobiło się po 14, ale było to chwilowe – 18:16, 22:19. Całość blokiem domknął z kolei Francois Huetz – 25:20.
Chiny – Francja 0:3
(21:25, 19:25, 20:25)
Składy zespołów
Chiny: Wen Z.H. (8), Wang H.B., Yu Y.T. (4), Li Y.Z. (10), Peng S.K. (4), Wang B. (14), Qu Z.S. (libero) oraz Jiang C., Li L., Hu H.L., Yang B.Q.
Francja: Brizard (4), Boyer (16), Henno (15), Huetz (10), Iyegbekedo (6), Pothron (9), Diez (libero), Duflos-Rossi
Robią co chcą!
Błyszczą przed własną publicznością z kolei Amerykanie, którzy zapewne w niedzielę będą celować w pokonane biało-czerwonych. Dwoić się i troić muszą z kolei Canarinhos, którzy są na granicy awansu do finałów.
Wiedzą o tym doskonale podopieczni Bernardo Rezende, stąd nie dziwi fakt, że jego zespół w mecz z USA wszedł z wysokiego ‘C’ – 3:1. Po dwóch asach Torey’a Defalco było już jednak 6:3. Od początku ręki w ataku nie zwalniał Matthew Anderson, podczas gdy wszystkiego nie był w stanie skończyć Flavio Gualberto. Jako kolejny asem popisał się Jack Hanes – 9:5. Odpowiedzieć na to starał się Ricardo Lucarelli, po którego asie zrobiło się 9:10. W polu serwisowym moc pokazał też Micah Christenson, a cenne oczka Darlana Souzy – na tym etapie, utrzymywały Kanarki w grze – 15:15, 20:20. W samej końcówce z 1 punktowej przewagi cieszyła się Brazylia. Nic to jednak nie dało, a ekipa gospodarzy wyszarpała tego seta – 25:23.
Jak się okazało, pierwsza partia do reszty pogrążyła drużynę z Ameryki Południowej, której brakowało jakości. Po bloku Matthew Andersona było 8:3, a błędy Canarinhos problemów nie rozwiązywały – 4:10. Trener Rezende do gry wprowadził jeszcze Matheusa Pinte, tyle, że na wszystko odpowiedzi miał Torey Defalco – 15:6. Po bloku Jeffrey’a Jendryka było 20:11. Dopiero na finiszu wejście Pinty i Bryana coś dały, ale było już za późno – 17:21. Seta na 2:0 zamknął blokiem Merrick McHenry – 25:19. W trzecim secie Amerykanie dalej szli po swoje. Nie było tutaj mowy o potknięciach, a Karch Kiraly mógł ‘spać’ spokojnie – 6:3, 8:6. Asem postraszył jeszcze Darlan Souza. Parę oczek dołożył Pinta, ale rezultat na dobre się rozjechał – 16:11. Przyjemność zamknięcia spotkania spoczęła na barkach Matthew Anderson i za moment było już 3:0 – 25:18.
USA – Brazylia 3:0
(25:23, 25:19, 25:18)
Składy zespołów
USA: Anderson (13), Jendryk (4), Defalco (18), Christenson (2), Hanes (13), McHenry (7), Shoji (libero) oraz Ma’a, Champlin
Brazylia: Darlan (17), Adriano (3), Judson (1), Kreling (1), Lucarelli (3), Flavio (7), Maique (libero) oraz Matheus G., Pinta (7), Honorato, Douglas Pureza (lobero), Bryam (1), Arthur (3)
Zobacz również:
Wyniki i terminarz Ligi Narodów siatkarzy2026




![Transfery siatkarskie [16.07.2026]. Co w transferowej trawie piszczy?](https://siatka.org/wp-content/uploads/2025/11/Aleksandra-Szczyglowska-2-1-375x250.jpg)




