Drugi dzień zmagań w Lidze Europejskiej siatkarek dobiegł do końca. Sobota obfitowała w jednostronne pojedynki, a tylko jedno na osiem spotkań nie zakończyło się wynikiem 3:0. TAURON Ligowych akcentów nie brakuje m.in. u Estonek czy Węgierek. Nie do zatrzymania dalej jest zaś Isabelle Haak, która jest postrachem rywalek.
Jednostronnie do bólu
Po pierwszym dniu rundy zasadniczej Ligi Europejskiej siatkarek dalej było dużo niewiadomych. Inauguracja jednak należała do ciekawszych. Drugi dzień był zupełnie inny, a zmagania zdominowały jednostronne pojedynki. Wyłącznie jedno spotkanie nie zakończyło się wynikiem 3:0, zaś do gry weszły już wszystkie zespoły tegorocznej odsłony.
Po ciężkim boju z Łotyszkami, wygranym dopiero w tie-breaku, w sobotę o niebo łatwiejszą przeprawę miały Rumunki. Reprezentacja pokonała Izrael 3:0 (25:18, 25:23, 25:23). Po koncertowym początku Rumunek przeciwniczki podjęły jeszcze rękawice, ale końcówki należały już do faworytek. Różnie mogło się to skończyć, niemniej do przełamania nie doszło. Sama Valeria Gamanovich nic nie mogła. Rewelacyjnie zagrały natomiast Iuna Zadorojnai oraz Adelina Budai-Ungurenau, które zdobyły po 16 punktów.
Nie do zdarcia dalej są też faworyzowane Szwedki, które na już dwie imponujące wygrane. Tym razem Haak i spółka wypunktowała Estonki. Nominalne gospodynie nie miały po swojej stronie zbyt wielu argumentów, a jeden dobry set niczego nie rozwiązywał. Ostatecznie Szwedki triumfowały przy stanie 3:0 (25:18, 27:25, 25:21). Ponownie prym wiodła Isabelle Haak. Klubowa koleżanka Joanny Wołosz punktowała aż 27 razy. Po stronie Estonek postawić próbowała się Kertu Laak.
Świetnie radzą sobie w turnieju także Węgierki, które już drugi zespół wypunktowały do zera. Tym razem nic do powiedzenia nie miały Macedonki Północne. Drużyna nominalnych gościń cały czas pozostawała w tyle. Nawet drugi set, potencjalnie ten najlepszy, był dla nich trudny, a różnica na dystansie porażała. Ostatecznie Węgierki triumfowały 3:0 (25:14, 25:21, 25:11). Rewelacyjnie zagrała Anett Nemeth, która punktowała aż 22 razy. Grę zespołu kreowała zaś Brigitta Petrenko, a widzący potencjał swojej drużyny Alessandro Chiappini może spać spokojnie.
Po wygranej z Czarnogórą – 3:0, za ciosem poszły też Słowenki. Kadrowiczki nie miały sobie równych demolując debiutujące w tegorocznych rozgrywkach Gruzinki – 3:0 (25:16, 25:10, 26:24). Dopiero narzucona presja i fakt bycia pod ścianą wpłynął jakoś na outsiderki, lecz ich forma dalej pozostawiała wiele do życzenia. Mając taką przewagę trener Alessandro Orefice w trzecim secie postawił na zmienniczki, najwięcej punktów zdobyły natomiast Eva Zatković i Fatoumatta Sillah.
Faworytki od A do Z
Słowaczki także mkną przed siebie i po pokonaniu Austriaczek kolejnego dnia dołożyły zwycięstwo nad Islandkami – 3:0 (25:10, 25:15, 25:19). Patrząc przez pryzmat wyniku było to najbardziej jednostronne starcie w sobotę. Choć takich meczów nie brakowało, to jednak tym razem outsiderki ani razu nie przekroczyły bariery 20 punktów. Za sznurki pociągało trio: Lucia Herdova – Tereza Hrusecka – Karina Sunderlikova.
W porównaniu do piątku poprawić udało się Greczynkom. Na inaugurację oddały one seta oponentką. Tym razem o takie wpadce nie było mowy, a mecz z Litwinkami z seta na set był coraz bardziej jednostronny. Ostatecznie górą były siatkarki znad Morza Śródziemnomorskiego, triumfując przy stanie 3:0 (27:25, 25:15, 25:10). Trener Michał Żarczyński starał się reagować zmianami, ale nic to nie dało. Rąk w ataku nie zwalniały natomiast Eirini Chatziefstratiadou i Martha Anthouli, które zdobyły po 16 punktów.
Porażkę pierwszego dnia odbiły sobie natomiast Szwajcarki, które po przegranym pięciosetowym boju szybko się zresetowały. W drugim meczu miały naprzeciwko siebie Czarnogórzanki i tutaj już nie było taryfy ulgowej dla rywalek – 3:0 (25:14, 25:20, 25:18). Najwięcej od początku do samego końca miały Meret Aarden i Julie Lengweiler. Para Paola Gjata i Kejda Korda nie była większym zagrożeniem.
Sobotnie rodzynki
Jedyne spotkanie, które nie zakończyło się rezultatem 3:0 tyczyło się pojedynku Kosowianek z Hiszpankami. Tutaj wyjątkowo rozegrano cztery partie, ale wciąż faworytki były jedne. Hiszpanki w tym meczu prezentowały się znakomicie, górując nad przeciwniczkami w każdym elemencie i zwyciężając 3:1 (25:9, 25:18, 20:25, 25:17). Porażka w trzecim secie w dużej mierze wynikała z poczucia, że spotkanie wygra się już same. Kosowianki w końcu odbiły piłeczkę, lecz różnica klas i tak była widoczna.
Szkoleniowiec Hiszpanek sporo dał przestrzeni zmienniczkom, które sprostały zadaniu. Nie zmienia to jednak faktu, że frontmenki były dwie – Lucia Varela Gomez i Jimena Fernandez. Pierwsza z siatkarek zdobyła 14 punktów, a druga 12. Najwięcej punktów po drugiej stronie siatki zdobyła Amela Llugaliu, lecz zatrzymała się ona na 10 oczkach.
Zobacz również:
Liga Narodów: Brazylijski blef, a potem szybko i przyjemnie









