Weronika Szlagowska przez dwa ostatnie sezony była związana z MOYA Radomką Radom. – Nie spodziewałam się, że nie dokończę sezonu w tym klubie, tego nie było w moim bingo na 2026 rok – przyznała siatkarka w rozmowie z Sarą Kalisz z redakcji TVP Sport. Przyjmująca w trakcie sezonu 2025/2026 niespodziewanie musiała pożegnać się z zespołem, a już w piątek wyleci do indonezyjskiego Jakarta Livin Mandiri. Jej transfer jest jednym z efektów trudnej sytuacji finansowej klubu, który był zmuszony podjąć bolesne decyzje kadrowe.
Nagłe decyzje kadrowe Radomki Radom
MOYA Radomka Radom oficjalnie pożegnała się w piątek z trzema zawodniczkami: Martyną Piotrowską, Julie Lengweiler oraz Weroniką Szlagowską. W oficjalnym komunikacie w mediach społecznościowych podkreślono, że brak takich działań mógłby doprowadzić do narastania zobowiązań finansowych, a w skrajnym scenariuszu zagrozić dalszemu funkcjonowaniu klubu.
Szlagowska nie ukrywa, że taki rozwój wydarzeń był dla niej ogromnym zaskoczeniem. – Ostatnie tygodnie to były główne rozmowy o tym, że może nastąpić brak finansowania, i że niestety trzeba będzie skorzystać z opcji transferów. Przez większość czasu byłam przekonana, że to tylko plotki. Później dochodziły do mnie wiadomości, że jedna z zawodniczek może opuścić klub, a moja pozycja jako szóstkowej przyjmującej będzie pewna. Sądziłam, że jest to związane z tym, że dostała ona dobrą ofertę, i że będzie ona mogła zapewnić finansowanie całemu klubowi na zasadzie buy-out – tłumaczyła przyjmująca.
Jak podkreśliła w rozmowie z Sarą Kalisz, zawodniczki długo nie dopuszczały do siebie myśli, że klub będzie musiał rozstać się z kilkoma kluczowymi postaciami. – Razem z dziewczynami nie dopuszczałyśmy do siebie, że to może się wydarzyć w tak dużej skali i to w dodatku tak szybko. Co prawda mamy końcówkę stycznia, ale tak naprawdę z dnia na dzień się dowiedziałyśmy, że opuszczamy Radomkę i musimy się spakować – przyznała ze smutkiem Weronika Szlagowska.
Sportowo to był sezon odbudowy
Dla przyjmującej bieżący sezon miał szczególne znaczenie. Po kontuzji, która wykluczyła ją z gry na początku poprzednich rozgrywek, mogła wrócić do regularnych występów na boisku i odzyskać pewność siebie. – Bardzo się cieszyłam, że grałam ‘od deski do deski’, że mogłam się odbudować po sezonie, w którym wracałam po kontuzji. Nie był on wybitny, ale dał mi więcej pewności siebie. Mogłam poczuć boisko, co było wspaniałe, bowiem choćby w Rzeszowie nie byłam podstawową zawodniczką – mówiła przyjmująca.
Szlagowska zauważyła też, że sytuacja w tabeli nie oddaje tego, jak zespół pracował na treningach. – Jeśli chodzi o sytuację w tabeli, to ten sezon nie jest dla Radomki tak udany, jakbyśmy ten chciały. Miałyśmy o wiele większe ambicje. Początek zmagań dał nam duże nadzieje, a następnie nastąpiła seria porażek – dodała. Nie ukrywała również, że mocno przeżyła zmianę trenera oraz wiele niekorzystnych rezultatów. – Sześć przegranych z rzędu, zmiana trenera… To były czynniki, które mną wstrząsnęły – przyznała.
Transfer to konieczność, nie jej wybór
Była już siatkarka drużyny z Radomia rozumie jednak, że klub znalazł się pod ścianą i trzeba było szukać rozwiązań. – Wiem jedno – klub na pewno nie chciał podejmować takich ruchów. Myślę więc, że był zmuszony, by je wykonać, żeby dokończyć ten sezon i rozważać to, co będzie w przyszłym. Który klub chciałby się pozbyć trzech czołowych zawodniczek, które gwarantują najwięcej punktów? Rozumiem więc tę decyzję, ale jednocześnie bardzo mi przykro, że do takich ruchów musiało dojść – mówiła z dużym zrozumieniem Szlagowska.
Zawodniczka zdradziła również, że Radomka Radom zalega wobec niej tylko z jedną wypłatą, co nie jest dla niej dużym problem. – Wiem, że było wiele gorszych sytuacji w Tauron Lidze, więc trochę przyzwyczaiłam się do tego, że mniejsze czy większe opóźnienia mogą występować. Wcześniej jednak wszystko miałam na czas, więc tym bardziej nie miałam powodów, by chcieć opuścić klub – oceniła zawodniczka.
Indonezja i nowe emocje. „Ahoj przygodo”
Dużym zaskoczeniem dla kibiców może być kierunek transferu. Weronika Szlagowska przenosi się do ligi indonezyjskiej, co brzmi dość egzotycznie. – To, że jest to Indonezja, nadaje temu nowy wymiar. To duży znak zapytania, ale mimo to towarzyszy mi przekonanie: jak nie teraz, to kiedy. To moja szansa. Niespodziewanie dał mi ją los – tak staram sobie to tłumaczyć. – mówiła z entuzjazmem.
Jak dodaje, Indonezja była w stanie zaoferować klubowi lepsze warunki finansowe. – Wśród potencjalnych propozycji była jeszcze Japonia. Ostatecznie wydaje mi się, że Indonezja była w stanie dać więcej pieniędzy w buy-oucie – tłumaczyła. Choć nie widziała wcześniej meczów tamtejszej ligi, podchodzi do wyjazdu z ciekawością. – Słyszałam, że za bardzo krótki okres grania są tam naprawdę dobre pieniądze, i że jest to bardzo fajny kierunek, jeśli chce się zmienić otoczenie. (…) Grają tam jednak cenione zagraniczne zawodniczki, więc to napawa mnie optymizmem. Kiedyś będą mogła opowiedzieć wnukom, że mieszkałam w Indonezji – przyznała z uśmiechem.
Zobacz również:
Radomka Radom w trudnej sytuacji, ale nie składa broni. “Przede wszystkim będziemy walczyć”









