Strona główna » Radomka Radom sprzedała siatkarki, głos zabrał dyrektor klubu. „Rynek transferowy jest chory”

Radomka Radom sprzedała siatkarki, głos zabrał dyrektor klubu. „Rynek transferowy jest chory”

TVP Sport

fot. Aleksandra Suszek, MOYA Radomka Radom

Emocje związane z sytuacją w MOYA Radomce Radom nie opadają. Wywiadu dla TVP Sport udzielił tym razem dyrektor sportowy, Łukasz Kruk. – Ta sytuacja oprócz negatywnego ma też pozytywny odzew. Po usłyszeniu o naszych kłopotach, zaczęły odzywać się do nas nowe firmy. Kiedy wcześniej próbowaliśmy znaleźć inne środki finansowania, nie było odzewu. Być może teraz uda się pozyskać dodatkowe środki, żeby wrócić na poziom, który prezentowaliśmy do tej pory.

MOYA Radomka Radom znalazła się w trudnym położeniu. Na zaledwie siedem kolejek przed końcem fazy zasadniczej, klub z powodu problemów finansowych, musiał podjąć radykalne kroki. Władze Radomki sprzedały kontrakty trzech siatkarek – Julie Lengweiler, Martyny Piotrowskiej oraz Weroniki Szlagowskiej. Takie decyzje zmusiły zawodniczki do wyjazdu z kraju w zaledwie kilka dni, bowiem kluby, który wykupiły ich umowy rywalizują w odległych ligach. Reprezentantka Polski zagra w Indonezji, Piotrowska z kolei wzmocniła jedną z tureckich ekip.

Kilka dni temu głos w tej sprawie zabrała jedna z zainteresowanych.  Razem z dziewczynami nie dopuszczałyśmy do siebie, że to może się wydarzyć w tak dużej skali i to w dodatku tak szybko. Co prawda mamy końcówkę stycznia, ale tak naprawdę z dnia na dzień się dowiedziałyśmy, że opuszczamy Radomkę i musimy się spakować – mówiła w rozmowie z TVP Sport Weronika Szlagowska.

Druga strona medalu

Portal w niedzielę opublikował także rozmowę z dyrektorem sportowym Radomki Radom, Łukaszem Krukiem by siatkarskie środowisko mogło poznać także wersję drugiej ze stron. Działacz klubowy przede wszystkim przedstawił rozwój wydarzeń w kontekście sytuacji finansowej Radomki.

Jak podkreślił, głównym jej powodem było nie dopięcie umów sponsorskich, które wcześniej rzekomo były omawiane przez długi czas. – Wszystkie trzy transfery i ewentualny czwarty podyktowane są tym, żeby klub wyszedł na zero, na prostą. Dzięki temu już teraz możemy zacząć spokojnie budować drużynę na kolejny sezon. Współpracujemy ze stabilną częścią sponsorów, czyli przede wszystkim miastem i firmą Moya, którzy zapewniają 80 procent budżetu. Wcześniej mieliśmy kilka innych większych firm, ale te na razie nie są z nami. Na ten moment będziemy więc budować zespół, na który nas będzie stać na przyszły sezon, na wspomnianych dwóch „nogach”. Ta sytuacja oprócz negatywnego ma też pozytywny odzew. Po usłyszeniu o naszych kłopotach, zaczęły odzywać się do nas nowe firmy. Kiedy wcześniej próbowaliśmy znaleźć inne środki finansowania, nie było odzewu. Być może teraz uda się pozyskać dodatkowe środki, żeby wrócić na poziom, który prezentowaliśmy do tej pory.

Gdzie leży wina? W rynku transferowym

Odpowiednie gospodarowanie budżetem to podstawa, by profesjonalne kluby były w stanie funkcjonować bez strachu o jutro. Łukasz Kruk zauważył jednak, że pewne rzeczy utrudniają analizowanie zasobów finansowych przed sezonem. – To trzeba wyjaśnić. Rynek transferowy jest chory. Zarówno w męskiej, jak i żeńskiej lidze, listopad czy grudzień to okres podpisywania umów na kolejny sezon. To sprawia, że kluby szukają wzmocnień operując budżetem na bazie rozmów sponsorskich, które dopiero toczą się w kuluarach. Większość z nich nie podpisuje ze sponsorami dwu, trzyletnich kontraktów, a operuje sezon po sezonie, miesiąc po miesiącu. Duża część tych umów kończy się w maju lub czerwcu, a zawodniczki trzeba „podpisywać” już w styczniu lub lutym, zwłaszcza te z polskimi paszportami.

Pojawia się natomiast jedno, kluczowe pytanie. Dlaczego, nie mając pewnej i bezpiecznej sytuacji finansowej, klub zdecydował się przystąpić do rozgrywek Pucharu CEV? Z reguły europejskie puchary generują spore koszty, które zwracają się tylko wtedy, gdy drużyna sięgnie po puchar. A też nie zawsze, bo to wszystko zależy od wysokości nagród w tych bardziej, lub mniej prestiżowych zawodach.

Radomka liczyła na wsparcie od Ministerstwa Sportu

Według dyrektora sportowego klubu z Radomia, marka grająca w europejskich pucharach przyciąga większe grono sponsorów zainteresowanych współpracą. Dodatkowo, Radomka miała nadzieję na wsparcie za sprawą projektu finansowania „Poland Travel”. Programu, którego Ministerstwo Sportu nie uruchomiło nawet w zeszłym sezonie.

Puchar CEV nie był największym problemem finansowym w tym roku, bo nasze wyjazdy nie były długie, a nawet te dłuższe udało się dość dobrze ogarnąć. Był to wydatek, ale w zeszłym roku mieliśmy z tego spory zarobek. Nie chcę mówić o kwotach, ale myślę, że mniej więcej przyniosło to dwumiesięczne wynagrodzenia dla zawodniczek – tłumaczył Kruk.

Co z Moniką Gałkowską?

Niewykluczone, że w najbliższych dniach Radomkę Radom opuści także czwarta zawodniczka. To Monika Gałkowska. Rozmowy jednak nadal trwają, bowiem do zamknięcia okna transferowego pozostał tydzień. –
Sytuacja między trzema siatkarkami, które od nas odeszły, a Moniką Gałkowską jest bowiem zupełnie inna. Atakująca sama zapisała w kontrakcie możliwość jego wykupienia, jeśli w okienku transferowym pojawi się zainteresowany klub. Przy realizacji tego planu nie mielibyśmy nic do powiedzenia w kwestii jej przenosin – wyjaśnił dyrektor sportowy.

MOYA Radomka Radom aktualnie zajmuje 9. miejsce w tabeli. W zestawieniu jest 12 drużyn, a do końca fazy zasadniczej pozostało siedem kolejek. Sytuacja wydaje się być niestabilna, bo nie wiadomo, jak w takim składzie poradzą sobie teraz Radomianki. Mogą się pocieszać faktem, że ostatni w tabeli LOS ma tylko jedno „oczko”, a więc ich przewaga nad nimi wynosi 14 punktów. Oczywiście istnieje jeszcze szansa, że beniaminek z Nowego Dworu Mazowieckiego włączy szósty bieg, ale musiałby wygrywać swoje spotkania, najlepiej za trzy punkty.

Zobacz również:
Była mistrzyni TAURON Ligi zmieniła kierunek. Zagra w jednym klubie z reprezentantką Polski

PlusLiga