Kolejny dzień pierwszego tygodnia Ligi Narodów za nami, a ciekawie podziało się w Ottawie. Najpierw na wysokości zadania stanęła reprezentacja Włoch, pokonując Niemców 3:1. Potem jednak doszło do niespodzianki. Kanadyjczycy, dopingowani przez własną publiczność, zdołali utrzeć nosa Francuzom, zwyciężając w bezpośrednim pojedynku 3:1. Niesamowicie zagrał duet Xander Ketrzynski i Erik Loeppky.
Obustronna wymiana ciosów
Zmagania w Ottawie otworzył mecz Niemców z Włochami, którzy od razu rzucili się do ataku. Odpowiedzieć na to starał się Tobias Krick, lecz naprzeciwko siebie miał Kamila Rychlickiego i Lucę Porro. Po asa sięgnął natomiast Pardo Mati, a wynik zaczął się rozjeżdżać – 6:3. Sytuację starał się ratować Tobias Brand, niemniej dobry fragment gry odnotował Mattia Bottolo – 13:9, 17:11. Na tak grających Włochów nie było mocnych. Mimo braku największych gwiazd seta na 1:0 dla mistrzów globu asem domknął Bottolo – 25:20.
Druga partia, to już zupełnie inni Niemcy. Podopieczni Massimo Botti’ego wzięli się w garść, a swoją dystrybucję poprawił Jan Zimmermann. Po asie Branda było 4:1, a grę przerwał de Giorgi. Tuż po czasie o blok pokusił się Giovanni Sanguinetti. Po niemieckiej stronie siatki ciężar gry wziął na siebie Filip John – 9:5. Z czasem różnica była coraz większa – 15:10, a na tak grających Tobiasa Branda i Erika Rohrsa nie było równych. Set uciekł Włochom, gdzie za moment był już remis 1:1 – 25:20.
Włoska jakość!
Porażka mocno rozdrażniła czempionów, zwłaszcza przy tak niskim poziomie sędziowania i tylu kontrowersjach. Pod siatką wrzało, a trener Ferdinando De Giorgi w odpowiednim momencie sięgnął po zmiany. Na placu boju pozostał skuteczny Alessandro Bovolenta. Postraszyć blokiem faworytów chciał jeszcze Simon Torwie, co przy jego zagrywkach dodatkowo przerodziło się w prowadzenie 9:6. Sytuacja zaczęła się zmieniać przy remisie po 16, kiedy to Mati zatrzymał na siatce Bohme’a. Sama końcówka należała już do Włochów, gdzie decydujący głos miał kolejny ze zmienników, Francesco Sani – 25:21.
Czwarta partia, to był prawdziwy crème de la crème siatkówki. Obie strony dały z siebie maksa. Po włoskiej stronie siatki prym wiodła para Bovolenta i Sani, zdobywając w dwójkę 15 punktów. Niemcy mieli natomiast swojego Tobiasa Branda, a partia zakończyła się grą na przewagi. Końcowo górą okazała się pozbawiona największych gwiazd ekipa dwukrotnych mistrzów świata, a całość domknął asem Mattia Bottolo – 27:25.
Niemcy – Włochy 1:3
(20:25, 25:20, 21:25, 31:33)
Składy zespołów
Niemcy: John (11), Zimmermann, Krick (8), Brand (17), Torwie (9), Rohrs (12), Schott (libero) oraz Reichert, Peter, Burggraf, Bohme (7), Mohwinkel
Włochy: Porro P. (2), Rychlicki (5), Bottolo (11), Porro L. (13), Sanguinetti (3), Mati (7), Laurenzano (libero) oraz Sani (9), Bovolenta (17), Orioli, Gargiulo (6)
Kolejna z niespodzianek?
Po morderczym meczu z Włochami i wygranej 3:2 Francuzi nie byli już tak piekielnie skuteczni w meczu z Kanadyjczykami. Siatkarze z Kraju Liścia Klonowego zdołali to wykorzystać, triumfując 3:1. Spotkanie otworzył Erik Loeppky, a po bloku Jacksona Howe’a było już 4:1. Asem wówczas odpowiedział Mousee Gueye, ale Trójkolorowi dalej byli w tyle. Sami Stephen Boyer niewiele mógł, zwłaszcza gdy czapę sprzedał mu Danny Demyanenko – 10:6. Przy stanie 13:7 grę przerwał w końcu Andrea Giani, lecz ręki w ataku dalej nie zwalniał Xander Ketrzynski. Francuzom już do końca nie udało się odrobić strat, co dało prowadzenie Kanadyjczykom 1:0 – 25:20.
Jeszcze gorzej dla dwukrotnych mistrzów olimpijskich ułożył się drugi set. Choć na placu boju zameldował się i od razu kiwnął Antoine Brizard, to asem postraszył Loeppky. Do pracy zabrał się również Mathis Henno, a nominalnym gościom udało się wychodzić na zero – 7:7. Długo to jednak nie trwało, kolejny raz zatrzymany został Boyer – 8:10. Mało dawał z siebie także Trevor Clevenot, a trener Giani coraz częściej sięgał po zmienników. Po dwóch blokach Jacksona Howe’a zrobiło się już 16:10. Różnica siatkarzy z Kraju Liścia Klonowego wcale nie malała, a za moment było już 2:0 – 25:18.
I mamy ten finisz!
Trzeci set oznaczał zmiany na środku siatki. Boisko opuścił też Benjamin Diez. Przyniosło to pewien powiew świeżości. Niemniej Trójkolorowi dalej nie do końca radzili sobie z Ketrzynskim i Loeppkym. Cenne oczka dokładał Maar, a rywalom pomału opadały ręce. Punktem zwrotnym okazał się jednak blok Francoisa Huetza, który w kolejnej wymianie pokusił się o asa. Po bloku Simona Magnina natomiast zespół objął prowadzenie – 8:7. Kanadyjczycy tanio skóry nie oddali, a obie drużyny grały na remis – 11:11. Sam finisz należał już do Francuzów. Punkt na przełamanie dołożył w ataku Magnin – 25:21 (1:2).
Sytuacja mistrzów dalej była patowa. Trener Giani wcale nie był spokojniejszy, choć na dobre wiatru w skrzydła dostał Mathis Henno – 3:0. Kontrować zapędy Trójkolorowych udawało się stale Xanderowi Ketrzynskiemu. W następnych minutach wynik oscylował wokół remisu – 8:8, choć przyjemnie patrzyło się na współpracę Brizadra z Boyerem. Później pałeczkę przejęła Kanada – 14:11, lecz końcówka była na styku. O losach meczu zadecydowała gra na przewagi, gdzie ostateczny cios faworytom zadał Stephen Maar – 27:25.
Kanada – Francja 3:1
(25:20, 25:18, 21:25, 27:25)
Składy zespołów
Kanada: Herr (4), Demyanenko (10), Maar (12), Ketrzynski (20), Howe (10), Loeppy (18), Currie (libero) oraz Hofer, Elgert, Sho
Francja: Tizi-Oualou (1), Boyer (19), M. Henno (16), Clevenot (7), Gueye (6), Iyegbekedo (2), Diez (libero) oraz Brizard (3), Huetz (3), Magnin (6), Rossi (2), Pujol (1), Ramon
Zobacz również:
Wyniki i terminarz Ligi Narodów siatkarzy 2026









