Liga Narodów już pierwszego dnia zaskakuje. Najciekawiej jest w Brasili, gdzie już na starcie nie zabrakło niespodzianek… z parkietu pokonani musieli zejść wicemistrzowie świata. Bracia Nikołow i spółka przegrali z debiutującymi Belgami 1:3. Swojej szansy nie wykorzystała też Argentyna, ulegając Serbom w czterech setach.
Jak debiutować, to właśnie tak
Belgowie mają za sobą nad wyraz udany debiut w Lidze Narodów. Na start zespół pokonał wicemistrzów świata, a utalentowana, acz nadal młoda Bułgaria na nad czym myśleć. Spotkanie blokiem otworzył Samuel Fafchamps, ale nie podcięło to skrzydeł rywalom. Faworyci mieli swojego Aleksandara Nikołowa, szybko obejmując prowadzenie – 8:6. Aktywny był też Asparuh Asparuhow, na którego ciosy odpowiadał Pierre Perin. Z czasem różnica jedynie rosła – 14:10, 20:15. Siły przebicia nie miał z kolei Reggers, a po jednym z ataków Asparuhowa było 1:0 dla Bułgarów – 25:20.
Lekceważenie czy coś jeszcze?
Druga partia, to już zupełnie inna bajka. Wicemistrzowie globu niespodziewanie zaczęli popełniać sporo błędów. Uśpiona dobrym otwarciem czujność z kolei w niczym nie pomagała. Od razu asem popisał się Stijn D’Hulst – 2:0, blokiem natomiast postraszył Aleks Grozdanow. Seria zagrywek Ferre Reggersa sprawiła, że za moment było już 8:5 dla Belgów. Wówczas dwoma asami popisał się starszy z braci Nikołow – 9:9. W kolejnych akcjach Aleksandar nie mógł wstrzelić się w parkiet, będąc jedynym wyborem swojego brata, Simeona Nikołowa. Potem sygnał do ataku nominalnym gościom dał Ilia Petkow – 17:17. Wynik się rozjechał, ale w odpowiednim czasie po asa sięgnął D’Hulst – 22:21. Sama końcówka obfitowała w emocje, a na 1:1 zamknął Basil Dermaux – 26:24.
Równie ciekawe były dwa kolejne sety. Szczęścia dalej nie miał Martin Atanasow, a sami bracia Nikołow, to za mało. Podczas gdy po stronie Belgów coraz lepiej funkcjonował system blok obrona, to szansę, aby zaprezentować swoje umiejętności miał Gorik Lantsgoht. Po swoje mknął zaś duet Dermaux-Perin, z czego ten drugi dał swojej drużynie prowadzenie 2:1 – 26:24. Trzecia partia, to znów świetna gra Belgów. Bułgarzy uparcie koncentrowali się na Ferre Reggersie, który wcale nie rozgrywał fantastycznych zawodów. Za sznurki chciał pociągnąć jeszcze Asparuh Asparuhow, ale dalej było to za mało. Błędom nie było końca, a całość zepsutą zagrywką zamknął Simeon Nikołow – 23:25 (1:3).
Belgia – Bułgaria 3:1
(20:25, 26:24, 26:24, 25:23)
Składy zespołów
Belgia: Reggers (11), D’Hulst (2), Van Elsen (1), Dermaux (14), Fafchamps (8), Perin (16), Lantsoght (libero) oraz D’heer (3), Rotty (3), Valkiers, Beatens
Bułgaria: S. Nikołow (3), I. Petkow (8), Atanasow (6), Asparuhow (15), Grozdanow (6), A. Nikołow (25), Kolew (libero) oraz Welichow, P. Petkow, Antow, Palew
Kolejna niespodzianka wisi w powietrzu?
Bez formy – kolejny rok z rzędu, pokazują się Argentyńczycy. Zespół ma problem, już na start przegrywając z Serbią. Już pierwsze minuty pokazały ‘gościom’, że łatwo nie będzie. Spokojny Aleksa Batak natomiast cierpliwie kreował sobie frontmenów. Nacisnąć na Serbów próbował Luciano Vicentin, ale jego zapędy blokiem ukrócił Veljko Masulović. Później Vicentin upolował jeszcze dwa asy z rzędu – 12:11, 19:17. Role zaczęły się odwracać po bloku Aleksandara Nedaljkovicia – 20:20. Serbowie poszli na całość, a prowadzenie 1:0 dał im Vuk Kulpinac. W drugim secie natomiast Europejczykom udało się odskoczyć znacznie szybciej. Wypracowana przewaga dała im z kolei w samej końcówce ogrom spokoju, co przełożyło się na prowadzenie Serbów 2:0 – 25:20.
Postawieni pod ścianą Argentyńczycy nie mieli pojęcia co zrobić. Dwoił się i troił Luciano De Cecco, nie zmienia to jednak faktu, że od doskonałych zagrywek trzecią partię rozpoczął Veljko Masulović – 3:0. Coraz lepiej spisywał się też Luka Marinović. Kolejne minuty działały jednak na korzyść siatkarzy zza oceanu. Z przytupem na placu boju zameldował się Fausto Diaz, którego wspierał Armoa Morel. To właśnie ta dwójka odciążyła Vicentina. Szala zwycięstwa pomału zaczęła się przechylać – 13:14, 19:17. Każdy wiedział, że tu jeszcze nic straconego, a przełamanie stało się faktem – 27:25 (1:2).
Na wyciągnięcie ręki
Serbom nie udało się więc sprawnie zamknąć meczu. Drużyna jednak dalej miała niedosyt, chcąc zgarnąć komplet punktów. Nie było to łatwe, a straty duże – 6:10 Sygnał do ataku dał zaś blokiem Joaquin Gallego – 7:10. W ataku, jak i na zagrywce punktował Armoa Morel. W samej końcówce po stronie Argentyńczyków nie brakowało nerwów. W siatkę wpadł Matias Sanchez Pages Za moment było już po zawodach, gdzie po wygraną sięgnęła Serbia – 26:24.
Serbia – Argentyna 3:1
(25:23, 25:20, 25:27, 26:24)
Składy zespołów
Serbia: Marinović (13), Batak (1), Stefanović (4), Masulović (19), Kulpinac (8), Nedeljković (11), Negić (libero) oraz Perić
Argentyna: Franchi (6), Gallego (5), Gomez (5), De Cecco (1), Vicentin (17), Massimo (libero) oraz Pages (1), Leungas, Diaz (14), Morel (13), Ramos (3), Lopez
Zobacz również:
Wyniki i terminarz Ligi Narodów siatkarzy 2026









