Reprezentacja Polski siatkarzy ponownie sięgnęła po złoty medal mistrzostw Europy. W finale w Mediolanie 3:1 pokonała Francje, a po raz kolejny dobrą zmianę dał Kamil Semeniuk. – Ja zawsze się stresuję i to chyba normalne. Chcę zaprezentować się najlepiej, jak tylko potrafię, zwłaszcza mając kilka minut na boisku. Kiedy jednak wchodzę do gry, ten stres stopniowo mija. Skupiam się bardziej na swoich zadaniach – powiedział po wygranej jeden z ważniejszych graczy polskiej kadry.
Reprezentacja Polski ponownie zakończyła sezon medalem. W mistrzostwach Europy nie miała sobie równych i w finałowym meczu 3:1 pokonała Francję. Ponownie dobrą zmianę w zespole dał Kamil Semeniuk, który od siebie dołożył nie tylko atak, ale również dobrą grę w defensywie. Sam jednak skromnie podchodził do swojego występu. – Nie, nie przesadzajmy. Wygraliśmy jako cała drużyna. To był naprawdę ciężki mecz. Każdy dołożył swoją cegiełkę. Ja też miałem okazję pojawić się na boisku, więc jestem bardzo szczęśliwy, że mogłem dołożyć coś od siebie do tego tytułu i wywalczenia biletu na igrzyska olimpijskie – powiedział przyjmujący, który skończył mecz z imponującymi 73% w ataku.
Pomimo tego, skromny przyjmujący nie ukrywał, że stres był, jest i pewnie zawsze będzie. – Wiadomo, że mecz ma wyższą rangę, więc pojawia się też trochę większy stres. Ja zawsze się stresuję i to chyba normalne. Chcę zaprezentować się najlepiej, jak tylko potrafię, zwłaszcza mając kilka minut na boisku. Kiedy jednak wchodzę do gry, ten stres stopniowo mija. Skupiam się bardziej na swoich zadaniach, na tym, co jako przyjmujący mam zrobić na boisku, i staram się wykonywać wszystkie elementy jak najlepiej – przyznał zawodnik i dodał: – Jeśli od początku wszystko w miarę wychodzi, stres znika jeszcze bardziej. Wtedy czuję już przede wszystkim radość z tego, że jestem na boisku i biorę udział w tak pięknym wydarzeniu, jak finał mistrzostw Europy – podsumował Semeniuk.
Nie tylko złoto mistrzostw Europy
Reprezentacja Polski zdobywając złoty medal mistrzostw Europy wywalczyła rownież bilet na igrzyska olimpijskie w Los Angeles, co mocno podnosiło rangę rywalizacji. – Ten turniej miał podwójną stawkę. Mistrzostwo Europy i kwalifikacja olimpijska to były najważniejsze cele tego sezonu. Myślę też, że cała nasza forma była budowana właśnie pod ten turniej – zapewnił gwiazdor polskiej kadry.
Przegrany set nie przeszkodził
Polacy w finale wygrali zaciętą premierową odsłonę, w drugiej nie dali już rywalom zbyt wielu szans. Dopiero w trzeciej to Francja weszła na wyższy poziom. – Od początku wypracowali sobie przewagę, a z taką reprezentacją jak Francja bardzo trudno się gra. To nie jest tak, przy całym szacunku dla Łotwy czy Macedonii, że można odrobić pięć punktów straty jednym zrywem. Francja to klasowy zespół z fantastycznymi zawodnikami. Jeśli wypracują sobie kilka punktów przewagi, bardzo trudno ją zniwelować – podkreślił przyjmujący polskiego zespołu, ale dodał: – Myślę, że kluczowe było dobre wejście w czwartego seta, bo w trzeciego nie weszliśmy najlepiej. Francuzi nie mieli już nic do stracenia. Zaczęli jeszcze agresywniej serwować, byli skuteczniejsi w kontrataku i potrafili wykorzystać swoje okazje – analizował zawodnik.
Nikola Grbić odważny
Kamil Semeniuk już nie raz w bardzo pozytywnych słowach wypowiadał się o Nikoli Grbiciu. To jego uznał za swoistego MVP turnieju. – Jest fantastycznym trenerem, który bardzo dobrze zarządza zespołem.Trzeba też przyznać, że ma odwagę. W takim meczu jak dzisiejszy finał o bilet na igrzyska olimpijskie zdecydował się na zmianę za Wilfredo Leona, który został MVP turnieju. Trzeba mieć naprawdę dużo odwagi, żeby podjąć taką decyzję – ocenił wybory szkoleniowca Kamil Semeniuk.









