Gheorghe Cretu po raz drugi w karierze przejął ster w rzeszowskiej drużynie. Szkoleniowiec, pełniący równolegle funkcję selekcjonera reprezentacji Serbii, w wywiadzie dla portalu tauronliga.pl opowiedział o nowym otwarciu nad Wisłokiem, wyzwaniach odbudowy formy Łukasza Kaczmarka oraz perspektywach na nadchodzący sezon PlusLigi.
Powrót z czystą kartą i piękne wspomnienia
Pierwszy epizod Gheorghe Cretu w Asseco Resovii przypadał na sezon 2018/2019. Dołączył wówczas do zespołu w trakcie rozgrywek, gdy drużyna znajdowała się na dnie tabeli. Mimo licznych kontuzji i braku możliwości zbudowania kadry po swojemu, szkoleniowiec zdołał ustabilizować sytuację. – Pamiętam, że walczyliśmy wtedy razem, aby uratować drużynę. Zastałem zespół na ostatnim miejscu w lidze z jednym punktem po sześciu kolejkach. Spędziłem tu jednak znakomity czas, w świetnie zorganizowanym klubie. To jeden z powodów, dla których zgodziłem się podjąć to wyzwanie i wrócić. Asseco Resovia to jeden z najlepszych klubów w Europie, a cele tej drużyny nigdy się nie zmienią – duże kluby grają po to, żeby wygrywać – deklaruje Gheorghe Cretu.
Szkoleniowiec dołączył do Rzeszowa po tym, jak skład został już w pełni skompletowany. Jak sam podkreśla, nie traktuje tego jako przeszkody:
– Powiedziałem prezesowi, że nigdy nie usłyszy ode mnie uwag na temat składu, bo nikt nie naciskał mnie na podpisanie kontraktu. Gdyby coś mi nie pasowało, nie wziąłbym tej pracy. Mamy niezwykle doświadczoną drużynę i choć na papierze nie jesteśmy stawiani w roli głównych faworytów, mamy ogromne ambicje.
Recepta na odbudowę Łukasza Kaczmarka
Jednym z kluczowych zadań rumuńskiego trenera w Rzeszowie ma być przywrócenie najwyższej dyspozycji Łukaszowi Kaczmarkowi. Atakujący reprezentacji Polski po pasmie sukcesów w Kędzierzynie-Koźlu zanotował trudniejszy okres. W Rzeszowie spotyka jednak znajome twarze, na czele z rozgrywającym Marcinem Januszem.
– Odbudowa Łukasza to tylko kwestia czasu. Chodzi o to, by go wspierać i podsuwać mu odpowiednie rozwiązania. Kilka lat temu był młodszy i miał inne cele. Może w międzyczasie zapomniał, jak to jest skupiać się na własnej drodze, zamiast patrzeć na to, co mówią inni i co dzieje się wokół – tłumaczy rumuński szkoleniowiec.
Cretu wierzy, że powrót do sprawdzonego duetu rozegranie-atak okaże się kluczowy: – Najpierw Łukasz spotkał na swojej drodze Grzegorza Łomacza, potem Bena Toniuttiego, a wreszcie Marcina Janusza, z którym osiągnął niesamowity poziom. Potrzeba trochę czasu, aby odzyskał wyczucie i pozytywne emocje. Chciałbym znów zobaczyć tego faceta, który czerpie ogromną radość z gry.

Brak pucharów i wyrównany poziom ligi
W nadchodzącym sezonie Asseco Resovia nie wystąpi w europejskich pucharach. Zdaniem trenera może to być cenny atut w kontekście zregenerowania sił na zaciętą rywalizację krajową: – Rozgrywki ligowe w Polsce są niezwykle intensywne. Dla nas korzystne może być skupienie się wyłącznie na PlusLidze. Miejsce w Lidze Mistrzów wywalczone na boisku będzie miało kluczowe znaczenie w kontekście kolejnego sezonu.
Szkoleniowiec przestrzega przed dzieleniem stawki ligowej wyłącznie na czołowe trójki czy czwórki:– PlusLiga nie ogranicza się tylko do medalistów. Zespoły z Gdańska, Kędzierzyna-Koźla, Olsztyna czy Częstochowy mają niesamowity potencjał i gorącą atmosferę na trybunach. Spodziewam się bardzo wyrównanej i wymagającej walki oraz wielu niespodzianek.
Rumuński trener nie kryje radości z powrotu do Polski, gdzie rozpoczyna swój kolejny sezon pracy:– Jestem w Polsce naprawdę szczęśliwy i wdzięczny za to, jak ciepło jestem tu zawsze przyjmowany. Zostawiłem w Rzeszowie część serca i bardzo cieszę się, że znowu mogę tu być – podsumowuje Cretu.









