Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Dustin Watten: Ja też nie chciałem iść do sądu

Dustin Watten: Ja też nie chciałem iść do sądu

fot. Klaudia Piwowarczyk

– Na początku września prezes poinformował jednak mojego agenta, że kontrakt nie jest ważny, ponieważ się spóźniłem i nie dopełniłem formalności wynikających z założenia firmy. Zaznaczono, że GKS szuka nowego zawodnika na pozycję libero, ale jeśli chciałbym podpisać umowę za 80 procent wartości pierwotnego kontraktu, nie będzie z tym problemu. To przypominało szantaż. Dlaczego używam tak mocnych słów, skoro wiem, że na czas nie ogarnąłem wszystkich formalności? Bo niezałożenie firmy było dla klubu przesłanką do stwierdzenia, że nie mam podpisanej umowy, ale nie było powodem do zaprzestania używania mojego wizerunku do promocji klubu – powiedział w wywiadzie ze sport.tvp.pl Dustin Watten.

 



Kiedy zdecydował się pan na podpisanie kontraktu z GKS Katowice?
Dustin Watten:– Dość wcześnie, bo już w marcu.

– Co pana do tego skłoniło?
– To był interesujący projekt. Mam świetnego agenta, Jakuba Michalaka. Nie jest osobą, która ekscytuje się wieloma transferami, do rozmów biznesowych podchodzi bardzo spokojnie i racjonalnie kalkuluje wszystkie zalety i wady danego ruchu. Powiedział mi, że ideą stojącą za drużyną z Katowic nie będą olbrzymie nazwiska, ale wielkie charaktery. Jako że gram w siatkówkę przez całe moje życie, wiem, że taki model budowania składu jest jednym z najlepszych.

Byłem również zainteresowany powrotem do Polski, więc oferta tym bardziej wydała mi się atrakcyjna. Moje doświadczenie nieustannie utwierdza mnie w tym, że to najlepszy kraj do gry w siatkówkę. Miałem inne propozycje w kraju, ale widząc ekscytację na twarzy mojego zazwyczaj bardzo spokojnego agenta, zdecydowałem się dołączyć do GKS.

Zdecydowana większość kontraktów z siatkarzami w Polsce podpisywana jest na ich własne działalności. Formalnie nie są więc pracownikami klubów. Kiedy dowiedział się pan, że będzie musiał założyć firmę w USA?

– Nie pamiętam tego dokładnie. Wiem, że sama informacja, że muszę to zrobić, była dla mnie wielką niespodzianką. Kontrakt miał obowiązywać od 1 sierpnia. Zorientowałem się, że zanim przyjadę do Polski, wszystkie formalności powinny być dopięte. Mój menedżer mnie ponaglał, zobowiązałem się więc, że zrobię to tak szybko, jak to tylko możliwe. Sprawa była jednak dla mnie nowa, ponieważ nigdy wcześniej żaden klub nie prosił mnie o to, bym zakładał własną firmę. W założeniach miała służyć do tego, by mógł mi płacić przez nią za prawa do użytkowania wizerunku.

W reprezentacji ostatecznie zadecydowano o zabraniu do Japonii trzech rozgrywających, a nie dwóch libero, dlatego mogłem przyjechać wcześniej do Katowic. Na początku września prezes poinformował jednak mojego agenta, że kontrakt nie jest ważny, ponieważ się spóźniłem i nie dopełniłem formalności wynikających z założenia firmy. Zaznaczono, że GKS szuka nowego zawodnika na pozycję libero, ale jeśli chciałbym podpisać umowę za 80 procent wartości pierwotnego kontraktu, nie będzie z tym problemu. To przypominało szantaż. Dlaczego używam tak mocnych słów, skoro wiem, że na czas nie ogarnąłem wszystkich formalności? Bo niezałożenie firmy było dla klubu przesłanką do stwierdzenia, że nie mam podpisanej umowy, ale nie było powodem do zaprzestania używania mojego wizerunku do promocji klubu. Według słów władz GKS nie byłem zawodnikiem katowickiej drużyny, ale i tak reklamowali mną zespół przez całe wakacje.

Dość szybko zdaliśmy sobie sprawę z tego, że możemy pozwać klub na bardzo duże pieniądze za bezprawne korzystanie z mojego wizerunku. Mój agent nie lubi jednak tak działać, więc wypracowaliśmy porozumienie. Ja też nie chciałem iść do sądu, bo nie zależy mi na tym, by wpędzić potencjalnego pracodawcę w kłopoty finansowe. Chciałem w Katowicach spędzić dwa lata. Zgodziliśmy się więc na to, by zrezygnować z dziesięciu procent kontraktu, a drugie dziesięć wypłacić po sezonie jako „bonus” za wejście do najlepszej ósemki.

Jak się pan wtedy czuł?

– W tamtym czasie czułem, że klub podpisał ze mną kontrakt tylko dlatego, że to było dla niego korzystniejsze wyjście – lepsze niż sąd. Ja z kolei byłem bardzo chętny do współpracy, ponieważ zamierzałem udowodnić, że na takich zawodników jak ja powinno się stawiać. Bardzo cieszyła mnie perspektywa pracy z trenerem Daszkiewiczem i chłopakami. Chciałem zasłużyć na pieniądze, które miał mi zapłacić klub.

*cały wywiad Sary Kalisz w serwisie sport.tvp.pl

źródło: sport.tvp.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2020-05-09

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved