– Spotkamy się, by potrenować, obyć się z piłką przed powrotem do klubów, ale też podtrzymać fajną atmosferę, jaka panuje w naszej reprezentacji – mówi przyjmujący Bartosz Kwolek przed zgrupowaniem kadry siatkarzy. Zgrupowanie w Spale zaplanowane jest na początku czerwca.
Dwa tygodnie pracy, powrót do domów i znów przyjazd do Spały. Zgrupowanie w takiej formie to optymalne rozwiązanie?
– Najlepsze w tej sytuacji, gdy nie ma żadnego turnieju po odwołaniu Ligi Narodów. Spotkamy się, by potrenować, obyć się z piłką przed powrotem do klubów, ale też podtrzymać fajną atmosferę, jaka panuje w naszej reprezentacji. Taki jest główny zamysł. Do tego będzie czas, by popracować nad niedoleczonymi kontuzjami z sezonu.
Jak będzie wyglądać logistyka zgrupowania?
– COS ma określone wymagania względem grup powyżej określonej liczby osób, więc będziemy zakwaterowani w pokojach pojedynczo, a nie dwójkami jak do tej pory. W trakcie pobytu w ośrodku, nie będzie możliwości wychodzenia poza jego teren. Jeszcze nie wiem jak będzie rozwiązana kwestia posiłków – czy będziemy jeść je wspólnie, czy będą nam dostarczane do pokojów. Dostałem też maila z wytycznymi, jakie obowiązują nas przed przyjazdem do Spały, mamy ankietę do wypełnienia. Zalecenia są takie, żeby przez dwa tygodnie przed wyjazdem unikać wychodzenia z domu czy ograniczyć liczbę osób, z którymi się spotykamy. My te wszystkie obostrzenia akceptujemy, bo najważniejsze, żeby w końcu spotkać się całą grupą, odbyć trening w hali czy na piasku.
Brał pan pod uwagę, że zgrupowanie w tym roku nie dojdzie do skutku?
– Taki scenariusz był bardzo realny, gdy hale były wciąż zamknięte, a restrykcje zakładały, że będzie można trenować w zaledwie kilka osób i to przy zachowaniu odpowiednich odstępów. Myślałem, że wakacje spędzę w domu i do treningów wrócę dopiero z klubem. Zwłaszcza, że klubom też zależało na jak najszybszym starcie ligi, bo i tak przerwa spowodowana koronawirusem wygenerowała straty. Teraz to na kadrze przyszykujemy się do sezonu ligowego, bo 12 lipca po zakończeniu pracy w Spale rozjedziemy się do naszych drużyn klubowych. Mój zespół Vervy Warszawa przygotowania ma zacząć 6 lipca, więc z małym opóźnieniem dołączę do kolegów. To zdrowe podejście, bo Vitalowi Heynenowi też zależało na tym, żebyśmy w jak najlepszej dyspozycji rozjechali się do klubów. W końcu to nasze występy w nich mają kluczowe znaczenie pod kątem igrzysk.
Sporo trzymał nas pan w niepewności odnośnie przyszłości klubowej, aż pojawiły się plotki o możliwym odejściu z Vervy Warszawa do Rzeszowa czy Kędzierzyna-Koźla. W kryzysowym momencie wolał pan nie ryzykować ze zmianą klubu?
– Tak naprawdę przedłużenie kontraktu podpisałem jeszcze przed tym całym zamieszaniem związanym z koronawirusem. Czy liga zmieni się po pandemii? Myślę, że zyska na jakości. Kluby będą oglądać każdą złotówkę dwa razy zanim ją wydadzą, nie będą zatrudniać zawodników z łapanki, a takich którzy mogą coś wnieść do zespołu. Nawet jeśli budżety będą okrojone, to drużyna będzie starannie wyselekcjonowana.
*cały wywiad Edyty Kowalczyk w Przeglądzie Sportowym
źródło: przegladsportowy.pl