Upragniony medal igrzysk olimpijskich był ostatnim medalem wywalczonym przez Pawła Zatorskiego w barwach narodowych. Libero oficjalnie zakończył reprezentacyjną karierę. – Nadszedł ten moment – powiedział w Polsacie Sport.
Paweł Zatorski – legenda
Bezsprzecznie Pawła Zatorskiego można określać mianem legendy. Jest on najbardziej utytułowanym polskim libero, a gro sukcesów odnosił w barwach narodowych. Po szesnastu latach gry z orzełkiem na piersi zawodnik postanowił zakończyć reprezentacyjną karierę. Swoim pożegnaniem podzielił się z kibicami w niedzielę.
– Wspaniałe, skrajne emocje – od fantastycznych przeżyć do skrajnie trudnych chwil. Wspaniała historia. Nadszedł ten moment, że udostępniłem tego posta z pożegnaniem z reprezentacją. Treść była przygotowana od jakiegoś czasu, czekałem na odpowiednią chwilę. Dziś zastanowiłem się kilka minut nad wciśnięciem tego przycisku w mediach społecznościowych. Nie ukrywam, że jakieś emocje we mnie to wzbudziło, choć skupienie główne było na rywalizacji półfinałowej PlusLigi – powiedział w rozmowie z Tomaszem Swędrowskim.
Wizja trenera
Igrzyska olimpijskie w Paryżu wielu zawodników kosztowały ogrom zdrowia. Jednym z nich był Paweł Zatorski. Libero wrócił do Polski z ogromnymi problemami z plecami, co wyłączyło go z gry na długi czas. Siatkarz już wtedy rozmawiał z trenerem polskiej reprezentacji o planach na kolejne lata i wiedział z czym się wiążą. Sam poświęcił dużo, by zagrać w olimpijskim finale.
– Już dawno temu rozmawiałem z Nikolą Grbiciem, z którym mam świetny kontakt i którego bardzo szanuję. Już po igrzyskach olimpijskich przedstawił mi wizję, że na kolejnych igrzyskach będzie chciał postawić na młodszego zawodnika, co nie było dla mnie żadną niespodzianką. Jeszcze borykałem się w tamtym czasie z problemami zdrowotnymi. Nie wiedziałem tak naprawdę w jakim stanie wrócę i czy w ogóle wrócę na boisko – powiedział na antenie Polsatu Sport.
– Historia napisała takie, a nie inne wersy. Jestem z powrotem na boisku. Mam przyjemność grać w pięknych halach, wypełnionych kibicami, w emocjonujących meczach. To jest dla mnie paliwem na każdy dzień, bo tym żyłem przez praktycznie 20 lat. Ta decyzja dojrzewała we mnie na spokojnie. Stwierdziłam, że to jest ten dzień i podzieliłem się tym z kibicami. Trzymam kciuki za młodych chłopaków, którzy mają przeogromny potencjał. Uważam, że to jest ich moment. Będę trzymać za nich kciuki z całych sił, niezależnie od tego, który pojedzie na tę najważniejszą imprezę, który będzie grał w pierwszej siódemce. Myślę, że zrobią piękną robotę i mam nadzieję, że będą zdobywać taką liczbę medali, jaką miałem przyjemność zdobywać z reprezentacją Polski – dodał.
Porażki fundamentem sukcesów
W trakcie swojej kariery reprezentacyjnej Paweł Zatorski wielokrotnie święcił wielkie triumfy, ale niejednokrotnie poznał też smak porażki. Dla niego każde z tych uczuć i każde z wydarzeń miało duże znaczenie i budowało historię polskiej kadry.
– Zawsze stwierdzam, że by wygrać coś naprawdę dużego, trzeba naprawdę dużo przegrać równie dużego. Kilka takich spektakularnych porażek zaliczyliśmy czy to w barażach 1/8 finału mistrzostw Europy w Gdańsku w 2013 roku. Nieudane mistrzostwa Europy w 2017 roku. Myślę, że wszystkie nieudane turnieje, głośno komentowane w kraju – stwierdził. – Miałem to szczęście, że tych pięknych chwil było sporo. Wiele medali leży w sejfie. Na pewno podzielę się tą kolekcją, pokażę, pochwalę się – zapewnił Paweł Zatorski.
Paweł Zatorski to nie tylko wicemistrz olimpijski z Paryża, ale dwukrotny mistrz świata i wicemistrz globu. Na koncie ma wiele medali, ale przede złoto mistrzostw Europy, wygrane w Lidze Narodów i wcześniejszej Lidze Światowej. Na podium światowych imprez stawał blisko 20 razy, pomijając pozostałe rozgrywki kadrowe.









