W lidze greckiej siatkarek Panathinaikos wygrał 3:1 z Ilisiakosem, ale wynik meczu pozostał w cieniu od momentu, gdy zawodniczki podzieliły się po meczu swoimi spostrzeżeniami dotyczącymi warunków gry.
Od jakiegoś czasu słyszy się, że liga grecka siatkarek rozwija się coraz bardziej, finanse są coraz bardziej zadowalające i poziom rozgrywek też. Grają w niej też polskie siatkarki. Spoglądając na sytuację z ostatniego meczu Panathinaikos – Ilisiakos trudno w to uwierzyć.
Zimniej w hali niż poza nią
Od razu po meczu siatkarki grzmiały o nieodpowiednich warunkach, wyrażając obawy o bezpieczeństwo i funkcjonalność obiektów na poziomie najwyższej klasy rozgrywkowej. W hali panowały niskie temperatury, okna były otwarte bądź zepsute, a zawodniczki musieli rywalizować w bieliźnie termo. Pomimo trudności, nikt na szczęście nie odniósł obrażeń, ale sytuacja unaoczniła wcześniejsze obawy o bezpieczeństwo i przydatność obiektów w najwyższej klasie rozgrywkowej greckiej ligi. Gdyż sytuacja ta nie jest pierwszą.
– Na boisku wewnątrz było zimniej niż na zewnątrz. Nie było żadnych informacji o temperaturze, z jaką będziemy musieli się zmierzyć. Na szczęście większość z nas miała izotermiczne ciuchy – powiedziała. – Okna były zepsute, szeroko otwarte drzwi, a na trybunach okna były otwierane, przez co stale wpadało zimne powietrze. Musiałyśmy grać w zupełnie niedostosowanej hali, w której mogło dojść do kontuzji lub czegoś gorszego. To nie jest obraz najwyższej ligi, gdy sportowcy i sztab trenerski siedzą na ławce rezerwowych w kurtkach i kardiganach, rozgrzewając się – zwracała uwagę
Brak reakcji
Trzeba przyznać, że zastanawia brak reakcji wielu stron. Sędziowie nie mieli nic przeciwko grze w takich warunkach, a to oni są pierwszą instancją w dniu meczowym, która kontroluje i dopuszcza obiekt do meczu. Dodatkowo też zastanawia postawa sztabów szkoleniowych obu drużyn, które nie reagowały i pozwoliły swoim podopiecznym wystąpić w tak urągających zdrowiu warunkach.
– Dopuszczenie do rozgrywania meczów w takich warunkach, nie tylko w pierwszej, ale w każdej lidze, jest niebezpieczne. Fakt, że nikt nie bierze na siebie odpowiedzialności za zapewnienie podstawowych warunków, świadczy o braku szacunku zarówno dla sportowców, jak i dla samych rozrywek. Cieszę się, że dziś jestem zdrowa – powiedziała Lambrini Konstantinidou. W trakcie meczu niebezpieczeństwo urazu w grze było ogromne. – Wstałam z ławki i jestem naprawdę szczęśliwa, że dziś jestem zdrowa, bo nigdy nie mogłam się rozgrzać, nie mówiąc już o pomaganiu drużynie – dodała.
Jak podkreślają siatkarki, incydent w Ilisi nie jest wyjątkiem. Wręcz przeciwnie, jest częścią szerszego problemu infrastrukturalnego, który dotyka grecką ligę, męską i żeńską oraz wszystkie kategorie i dyscypliny sportowe. Potwierdzeniem tego faktu jest niedawny incydent w siłowni w Salonikach, gdzie podczas zawodów zawaliła się część dachu, w miejscu, które nadal jest uznawane za „odpowiednie”. Przesłanie jest jasne: grecka liga nie może dłużej przymykać oczu na kwestie bezpieczeństwa, zdrowia i podstawowego profesjonalizmu.
Zobacz również:
Najpierw oskarżenia o doping, teraz areszt domowy. Kolejne zamieszania wokół byłej libero









