Zwiedził Belgię, Rumunię, Francję, a także Polskę. Gijs Jorna – holenderski przyjmujący kończy sportową karierę. Holenderski przyjmujący ma za sobą bogatą karierę, w której miał okazję zwiedzić między innymi belgijskie Noliko Maaseik., francuskie Chamount, czy nasz Trefl Gdańsk.
Kiedyś Holandia była dla naszej reprezentacji groźnym przeciwnikiem. Obecnie zwycięstwo nad kadrą Niderlandów jest warte dla nas 0,01 punktów. Mimo to, holenderska reprezentacja proóbuje nawiązać do lat świetności. Obecnie zadanie będzie trudniejsze, bowiem z kadrą rozstaje się przyjmujący Gijs Dorna.
Sukcesy były wspaniałe
Siatkarz zamierza po zakończeniu sezonu zawiesić buty na kołku, ale widać, że nie będzie to dla niego łatwa decyzja. – To niesamowita przygoda – być z chłopakami cały czas i móc zwiedzić cały świat. To absolutnie wyjątkowe. Wygranie Ligi Europejskiej było wspaniałe, ale też walka w mistrzostwach Europy i mistrzostwach świata były niesamowitym przeżyciem – mówi reprezentant Holandii.
Porażki też potrafią napawać dumą
Siatkarz ma w swoim dorobku sporo sukcesów, ale potrafi docenić też porażki, które budowały tożsamość holenderskiej kadry. – Jestem dumny też z porażek, takich jak ta z Włochami 2:3, kiedy byliśmy blisko zwycięstwa z faworytami.
Według siatkarza sport jest bardzo ważny, ale dużo bardziej docenia wartości, które dzieją się obok boiska, – Dla mnie najważniejsze zawsze było, żeby mieć dobre kontakty między ludźmi. Na końcu najważniejsze jest, żeby wygrywała drużyna. Jestem niezwykle dumny, że mogłem rozegrać ponad 300 meczów w tej kadrze.
Istnieje życie po karierze
Holenderski przyjmujący zdaje sobie sprawę, że kiedy zabrzmi ostatni gwizdek trzeba będzie zacząć nowe życie i wie, że będzie wracał myślami do minionej kariery. – Tak, oczywiście, istnieje życie po siatkówce. Na pewno będę tęsknił za byciem z drużyną na co dzień. Dziękuję również za wsparcie, które otrzymywałem. Za każde „Dasz sobie radę.” od ojca. Bez tego nie osiągnąłbym swoich sukcesów.









