Jeszcze niedawno Bartosz Krzysiek działał na boisku w koszulce PGE GiEK Skry Bełchatów. Umowa obowiązująca atakującego i bełchatowski klub zakończyła się wcześniej. Bartosz Krzysiek otrzymał bardzo dobrą ofertę z emirackiego klubu. Teraz przebywa blisko konfliktu zbrojnego. – Przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych byliśmy traktowani bardziej jako rezydenci, czyli osoby, które mają gdzie spać i mają ustabilizowaną sytuację na miejscu. Jesteśmy więc ostatnią grupą, która będzie miała prawo stąd wylecieć. Musieliśmy tę sytuację zaakceptować, zaadaptować się do niej – zdradził w TVP Sport.
Niespodziewana umowa
Ani PGE GiEK Skra Bełchatów, ani Bartosz Krzysiek nie spodziewali się, że pierwszą część sezonu spędzą razem. Atakujący przygotowywał się z zespołem do sezonu pod nieobecność Alana Souzy. Gdy się okazało, że Brazylijczyk z kadry wrócił z problemami zdrowotnymi, naturalną rzeczą stało się pozostawienie Krzyśka w zespole. Ten okazał się ważną częścią drużyny, pomógł jej w trudnych momentach, zgarnął nawet jedną nagrodę MVP. Od początku jednak nakierowany był na grę na Bliskim Wschodzie, gdzie spędził ostatnie lata.
– Jak stoję w kwadracie dla rezerwowych i rozejrzę się dookoła, to widzę jak rewelacyjnych ludzi mam obok siebie. Nie jest tutaj żadną ujmą być rezerwowym czy czekać na swoją szansę. Tak jak wspomniałem w wywiadzie przedmeczowym, czasem jest możliwość pokazania się w większym, czasem w mniejszym wymiarze czasu – mówił po wygranej z ZAKSĄ Bartosz Krzysiek. To w tym meczu sięgnął po nagrodę dla najlepszego zawodnika.
Oferta i wojenne realia
Klub i zawodnik przed podpisaniem umowy ustalili, że w razie pojawienia się dobrej propozycji dla atakującego, rozstaną się szybciej. Gdy pojawiła się taka oferta ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Shabab Al-Ahli Bartosz Krzysiek nie zastanawiał się długo i pożegnał z PGE GiEK Skrą Bełchatów.
Bartosz Krzysiek do emirackiego Shabab Al-Ahli trafił na miesiąc przed wybuchem konfliktu zbrojnego. Mieszkając na co dzień w Dubaju atakujący jest niezwykle blisko dramatycznych wydarzeń. Choć siatkówka zeszła na dalszy plan, to życie w Dubaju toczy się dalej.
– Mogę chyba już zaliczyć się do ludzi, który rezydują tu bardziej na stałe. Jestem tu kolejny rok z półroczną przerwą na grę w tym sezonie w PGE Skrze Bełchatów. Myślę, że osoby takie, jak ja, mają w sobie więcej spokoju. Choć jest to nowa sytuacja, to, już od jakiegoś czasu mówiło się o nasileniu działań na Bliskim Wschodzie – przyznał w rozmowie z Sarą Kalisz.
– Dobrą stronę Emiratów jest opanowanie. Nie zaangażowały się w konflikt, nie wspierały żadnej ze stron. Władze wykazały się dużą cierpliwością, nie udostępniając baz Amerykanom, co wydawałoby się naturalnym pierwszym ruchem, żeby ułatwić ostrzał Iranu. Nie udostępniono też przestrzeni powietrznej, nie podjęto działań ofensywnych… Ataki ze strony ZEA otworzyłyby jeszcze więcej możliwości dla Iranu do torpedowania strategicznych celów, jak odsalarnia wody czy infrastruktura prądotwórcza. Bez wody i prądu byłoby to bardzo trudno przetrwać nawet kilka dni – dodał.
Co dalej?
Mimo całego spokoju i opanowanego podejścia miejscowych polski atakujący myślał o wyjeździe z Dubaju.
– To nie była kwestia tego, czy powinienem czy nie powinien wyjeżdżać. Kontrakty raz są, a raz ich nie ma. Jestem najemnikiem sportowym, gram tam, gdzie mi zapłacą. Bezpieczeństwo jest jednak najważniejsze. W tej sytuacji wiedziałem, że wyjazd może być trudny, bo wstrzymano loty w rejonie. Wyznaczyłem więc trasę lądową do Polski. Wtedy uświadomiłem sobie, że auto, którym się poruszam, nie jest moje, więc nim nie wyjadę. Mój prezes w zeszłym sezonie był szefem przejścia granicznego, mógłby mi więc ewentualnie pomóc. Drugą opcją, jaką rozważałem, było przeniesienie się do Hatty, przy samej granicy z Omanem. To górska miejscowość, nie ma w niej żadnych celów strategicznych dla Iranu. Pytałem nawet kolegów z zeszłego roku i menadżerów, jak wygląda sytuacja z mieszkaniem, które wcześniej zajmowałem, żeby przeczekać tydzień czy dwa – zdradził w rozmowie z TVP Sport.
Przypomnijmy, konflikt zbrojny na Bliskim Wschodzie nie oszczędza też siatkarskiego świata. W jednym z ataków zginęło dwadzieścia irańskich siatkarek, a kilka dni później z ziemią zrównana została hala sportowa w Teheranie. Ta pamiętała wiele irańsko-polskich potyczek.









