Strona główna » Zmiana środowiska jej służy – Aleksandra Rasińska o swoim nowym klubie

Zmiana środowiska jej służy – Aleksandra Rasińska o swoim nowym klubie

inf. własna

fot. Aydin – Portal X / własne

Półtora roku temu Aleksandra Rasińska po bardzo przykrych doświadczeniach w Kaliszu zdecydowała się na wyjazd do Turcji. W trakcie trwającego sezonu atakująca zmieniła klub i przeniosła się do pierwszoligowego Manisa BBSK. Tam ma poprowadzić drużynę do awansu do Sutlanar Ligi. W rozmowie ze Strefą Siatkówki wyjaśnia powody swojej decyzji. Zdradza też – dlaczego na tureckich drogach jeździ się dość ciężko.

Niektórych kibiców zszokowała decyzja Aleksandry Rasińskiej o zmianie klubu. Sezon rozpoczęła w Aydın Büyükşehir Belediyespor. Kończy go w Vestel Manisa BBSK. Aktualny klub dopiero walczy o awans do ekstraklasy.

Potraktowali ją odpowiednio

Justyna Żółkiewska: Jak odnalazłaś się w nowym miejscu i czy póki co spełnia twoje oczekiwania?

Aleksandra Rasińska:Zmiana klubu była bardzo dobrą decyzją. Czuję się tutaj naprawdę spełniona i zadowolona z warunków, jakie zostały mi stworzone. Klub Manisa BBSK oraz całe otoczenie traktują mnie z dużym szacunkiem i profesjonalizmem, co jest dla mnie niezwykle ważne. W pełni spełniona będę wtedy, gdy zrealizujemy nasz cel, czyli awans do ekstraklasy – taki był plan od samego początku. Wierzę, że jesteśmy na dobrej drodze. W poprzednim klubie Rasińskiej – Aydin w trakcie trwania sezonu doszło wielu do roszad personalnych i dużej ilości spraw pozasportowych. W dość dziwnych okolicznościach zdecydowano się również na rozwiązanie kontraktu z rosyjską rozgrywającą, Wiktorią Kobzar. Na ten moment decyzje personalne nie służą Aydin. Klub wygrał 5 z 24 rozegranych spotkań i balansuje nad strefą spadkową. Trzyma się nad nią dzięki lepszemu bilansowi setów.

Każdy rozszedł się w swoją stronę

Co właściwie się stało, że zdecydowałaś się na zmianę klubu?

– Czasami w sporcie przychodzi moment, w którym naturalnie kończy się pewien etap współpracy i każda ze stron ma nieco inną perspektywę na dalszy rozwój. U mnie to nie była jedna konkretna sytuacja, raczej proces i wiele rozmów, po których uznałam, że najlepszym rozwiązaniem będzie zmiana środowiska. Na pewnym etapie poczułam, że potrzebuję miejsca, które daje pełen komfort skupienia się tylko i wyłącznie na sporcie i dalszym rozwoju. Dlatego zdecydowałam się na ten krok.

Wcale nie jest nudno

Joanna Wołosz jakiś czas temu powiedziała, że Sultanlar Ligi jest nudna. Jak ty to oceniasz?

– Nie mnie oceniać ligę, w której występuje Asia, ale zakładam, że poziom może być tam bardziej wyrównany. Z perspektywy gry w lidze tureckiej mogę jednak powiedzieć, że również tutaj zdarzają się niespodzianki w poszczególnych kolejkach. Być może jest ich nieco mniej, ale to nie zmienia faktu, że w żadnym meczu wynik nie jest przesądzony z góry. Każde spotkanie trzeba wygrać na boisku, a wynik nie jest z góry przesądzony przed meczem. Nie powiedziałabym więc, że jest aż tak nudno.

Traktowane z należytym szacunkiem

Przed sezonem mieliśmy wielki exodus polskich siatkarek z Tauron Ligi. Co według ciebie należałoby zmienić, by zatrzymać w niej zawodniczki?

– Uważam, że większa stabilność finansowa klubów oraz budowanie długofalowych projektów sportowych mogłyby realnie podnieść poziom ligi. W takiej sytuacji, aby zagrać w ekstraklasie, trzeba byłoby prezentować naprawdę wysoki poziom sportowy. To działałoby korzystnie również dla zawodniczek – kluby mogłyby oferować lepsze warunki i jasną wizję rozwoju, a w zamian oczekiwać wyższej jakości gry. Z własnego doświadczenia wiem, że jeśli jesteś traktowana z należnym szacunkiem i otrzymujesz wynagrodzenie adekwatne do wkładu pracy, naturalnie chcesz pracować jeszcze ciężej i stale się rozwijać.

Patrz co się dzieje

Do czego najtrudniej było ci się przyzwyczaić żyjąc w Turcji?

– Przede wszystkim do poziomu sportowego. W lidze tureckiej zdobycie punktu jest dużo trudniejsze niż w lidze polskiej. Ma to jednak swoje plusy – zmusza do szukania nowych rozwiązań i podnoszenia własnych umiejętności. Bywa to frustrujące, ale jednocześnie bardzo rozwijające. Ze spraw pozasportowych… bycie kierowcą na tureckich drogach jest inne – delikatnie mówiąc (śmiech). Tutaj panuje mniej sztywnych zasad, a właściwie jedna podstawowa: patrz, co się dzieje, i szybko dostosuj się do sytuacji. Jeździ się zdecydowanie bardziej dynamicznie niż w Polsce. Na początku było to dla mnie spore zaskoczenie, ale z czasem człowiek uczy się odnajdywać także w takich realiach.

Na szczęście to się nie powtórzyło

Zdarzyło się w tym sezonie, że mecz był przerwany ze względu na kibicowskie kłótnie. Jak Ty się z tym czułaś i czy klub robi coś, by zapewnić wam bezpieczeństwo?

– W tym sezonie zdarzyło się to dotychczas raz. Mecz został przerwany na około 40 minut po tym, jak na trybunach doszło do bójki i zrobiło się bardzo głośno.
Osobiście nie czułam zagrożenia – od razu zeszłyśmy do szatni i czekałyśmy tam, aż ochrona opanuje sytuację. Starałam się skupić przede wszystkim na powrocie do meczu, a nie na tym, co działo się wokół. Na szczęście nikomu nic się nie stało, a odpowiednie służby szybko zapanowały nad sytuacją. Klub zapewnił nas, że bezpieczeństwo zawodniczek jest priorytetem i że zrobi wszystko, aby podobna sytuacja się nie powtórzyła.

Tureccy kibice są dość specyficzni – jak cię przyjęli na miejscu i w nowym klubie?

– Z mojej perspektywy zostałam przyjęta bardzo dobrze. Po meczach często słyszę wiele miłych słów. Bezpośrednie wiadomości, które otrzymuję, są wyłącznie pozytywne – nie zdarzyło mi się, by ktoś mnie obraził. Nie jestem jednak osobą, która czyta o sobie w internecie. Dla własnego spokoju nie zaglądam w komentarze i myślę, że dzięki tej „lekkiej niewiedzy” żyje mi się spokojniej. Wychodzę z założenia, że hejt istnieje niezależnie od narodowości – nawet osoby robiące dobre rzeczy są oceniane.

Czego nie widzą oczy?

Kibice bardzo szybko oceniają i łatwo krytykują siatkarki. Co według ciebie umyka naszym oczom?

– Kibice często nie widzą okoliczności, które wpływają na liczby. Zdarza się, że zawodniczka zdobywa tylko kilka punktów, ale gra fenomenalnie w obronie, wprowadza skuteczną zagrywkę bez błędu, wyklucza rywalkę z ataku czy ustawia doskonały blok, po którym mamy darmową piłkę. Czasem przejmujesz pół boiska w przyjęciu, bo trzeba pomóc koleżance – wtedy procenty spadają, choć realnie wykonujesz ogromną pracę dla zespołu. Bywa też odwrotnie: ktoś zdobywa najwięcej punktów, ale oddaje przeciwnikowi równie dużo błędami. W jednym meczu dostajesz piłki z idealnego przyjęcia, w innym musisz kończyć wyłącznie sytuacyjne akcje z wysokiej piłki. Liczby, taktyka i aktualna dyspozycja zespołu zależą od tak wielu czynników, że nie da się ich w pełni oddać w suchych statystykach. Siatkówka to znacznie więcej niż cyfry w protokole.

Zobacz również:

Magdalena Stysiak znów błyszczy. Besiktas bez Szczurowskiej, to już nie to samo

PlusLiga