ŁKS Commercecon Łódź pokonał ITA TOOLS Stal Mielec 3:1 i jest o krok bliżej zajęcia 5. miejsca w TAURON Lidze. – To był przespany mecz w naszym wykonaniu, ale nie chcemy szukać wymówek – przyznała po spotkaniu rozgrywająca mielczanek, Julia Bińczycka.
ITA TOOLS Stal Mielec i ŁKS Commercecon Łódź rywalizują o 5. miejsce w TAURON Lidze oraz możliwość gry w europejskich pucharach. Po wygranej 3:1 bliżej celu jest drużyna z Łodzi. Mielczanki nie zamierzają jednak spuszczać głów.
Bez wymówek
Odniosłam wrażenie, że trochę wam głowa nie „dowiozła”.
Julia Bińczycka: To był trochę przespany mecz, brakowało nam energii. Teraz mamy trudny okres, dużo podróżujemy. Wracamy w środku nocy i nie ma kiedy tego odespać. Nie chcemy jednak szukać żadnych wymówek. Taki jest koniec sezonu – trzeba grać na maksa. Wystarczyło trochę bardziej przycisnąć i myślę, że ten mecz wyglądałby zupełnie inaczej.
Zwłaszcza że rywalki popełniły mnóstwo błędów.
– Tak, ale my też. To był mecz błędów – wygrał ten, kto popełnił ich mniej.
Czyli dobrze to odczytałam – serce i głowa chciały, ale ciało już nie do końca miało siłę?
– Dokładnie. Ciężko jest się pobudzić, zwłaszcza gdy chce się aż za bardzo. To jest jeszcze trudniejsze, kiedy ciało nie pomaga. Myślę, że teraz odpoczniemy i u siebie pokażemy lepszą siatkówkę.
Z twojej perspektywy bardziej zaskoczyło was wejście Wiktorii Kowalczyk czy Mariany Brambilli jako atakującej?
– Myślę, że w tym meczu nic nas nie zaskoczyło. Byłyśmy przygotowane na taki styl gry ŁKS-u, po prostu zabrakło naszej jakości.
Sezon nauki
A jak ty się czujesz w Mielcu i w tym sezonie? Mam wrażenie, że trochę odżyłaś.
– Myślę, że to dla mnie sezon dużej nauki i dużego grania. Wciąż mamy o co walczyć – chcemy, żeby Stal Mielec w przyszłym sezonie grała w pucharach. Damy z siebie wszystko. Personalnie jestem dość zadowolona. Miałyśmy też sporo problemów – mniejszych i większych, więc i tak uważam, że sama nasza obecność w tym miejscu to dobry wynik.
Kolejny mecz można określić jako „wy możecie, one muszą”. To dobra sytuacja?
– Tak. Myślę, że teraz głowa odpocznie. Wrócimy z zupełnie inną energią i lepszym nastawieniem na mecz u nas.
Sezon rozegrany od początku do końca daje więcej pewności siebie?
– Czuję się dobrze z tym, że nie ma wielu zmian. Mam zaufanie od trenera i mogę grać swoją siatkówkę. Wiadomo, że czasami bywa lepiej, czasami gorzej. Może momentami zmiana by się przydała, ale mam duży kredyt zaufania i to bardzo budujące dla mojej pozycji.
Odpowiedzialność na boisku
Z drugiej strony masz dużą odpowiedzialność – Ola Walczak jest młodsza i nie zawsze ma kto „gasić pożary” na boisku.
– Pożary tworzymy wszystkie, więc jeśli ktoś wejdzie i coś zmieni – super. Jeśli nie, to i tak jesteśmy w szóstkę na boisku. Nieważne, kto gasi pożary – najważniejsze, żebyśmy grały jak najlepiej i wygrywały.
Ile masz swobody w prowadzeniu gry?
– Jeśli przez 3-4 piłki stoimy w jednym ustawieniu, to trener daje sugestię. Z reguły jest ona trafna, bo widzi wszystko z boku. Po niej wracamy do pełnego zaufania.
Pod koniec było widać więcej gry środkiem i większą różnorodność.
– Nigdy nie da się wszystkiego przewidzieć – kto gdzie będzie, kto gdzie skoczy. Można tylko próbować. Czasami trzeba wziąć odpowiedzialność na siebie, a jeśli się nie uda – gramy kolejną piłkę.
Zobacz również:
Wyniki fazy play-off TAURON Ligi









