Sam Deroo u którego podczas rutynowych badań wykryto nowotwór po raz pierwszy opowiedział o swoim leczeniu. W wywiadzie dla sporza.be opowiedział jakie były jego odczucia.
Strach od początku
Belgowi grającemu na co dzień w rosyjskim Lokomotive Novosibirsk na początku Grudnia poprzedniego roku zdiagnozowano nowotwór podczas rutynowych badań. Oznaczało to dla niego zakończenie sezonu oraz poddanie się chemioterapii. Teraz po pierwszej kuracji udzielił wywiadu belgijskiemu portalowi Sporza. W wywiadzie tym mówi, że diagnoza była dla niego druzgocąca. Jak sam mówi w jego głowie ani przez chwilę nie było myśli o zakończeniu przez to kariery. Warto wspomnieć, że Deroo wraz z reprezentacją ma za sobą świetny mundial zakończony na poziomie ćwierćfinału przegrywając tylko z mistrzami świata – Włochami. Lider „Czerwonych Diabłów” w całym wywiadzie był pozytywnie nastawiony podkreślając, że wszystko przebiega pomyślnie, a święta z rodziną pomogły mu nie odczuwać skutków ubocznych chemioterapii.
Wsparcie najważniejsze
Przyjmujący opowiedział również jak wyglądała diagnoza, oraz że pierwsze problemy z nowotworem miał już w 2024. – Pewnego wieczoru siedziałem na kanapie w Rosji i wyczułem guzek w jądrze – tak Sam wspomina pierwszą diagnozę, którą jednak szybko wyleczył. Po trzech tygodniach był już wtedy zdolny do gry. Przerzuty jednak pojawiły się rok później. Dla Belga bardzo ważne było wsparcie klubu, który utrzymuje z nim kontrakt. Ważne również jest wsparcie całego siatkarskiego świata, który wsparł go od razu po diagnozie. W przeszłości Przyjmujący grał w PlusLidze. Najpierw przez 4 sezony bronił barw ZAKSy Kędzierzyn-Koźle, a po powrocie z Dynamo Moskwa sezon spędził w Resovii. Wraz z ZAKSą zdobył trzy mistrzostwa i jedno srebro ligi.
Zobacz więcej: Powrót gwiazdy. Powalczy o igrzyska









