15. kolejkę tegorocznych rozgrywek PlusLigi otworzyło spotkanie Energi Trefla Gdańsk z Asseco Resovią Rzeszów. Oba zespoły lokują się obecnie w najlepszej ósemce sezonu, ciężko było więc wskazywać faworyta przed rozpoczęciem meczu. Gospodarze lepiej wykorzystali jednak benefit własnego boiska, zachowując komplet punktów
Łeb w łeb
PlusLiga wróciła po krótkiej przerwie, a na otwarcie 15. rundy na kibiców czekał hit z udziałem Energi Trefl Gdańsk oraz Asseco Resovii Rzeszów. Dobrej passy po Pucharze Polski nie udało się podtrzymać rzeszowianom, choć początek meczu wyglądał dla nich obiecująco. Asem na start popisał się Klemen Cebulj – 3:1, lecz za moment tym samym odpowiedział Aleksiej Nasewicz – 6:4. Przy stanie 8:5 dla gospodarzy grę przerwał Massimo Botti, ale jego podopiecznym udało się szybko ruszyć z miejsca.
Ciężar gry wziął na siebie Artur Szalpuk, a po bloku Karola Butryna było już po 12. Wciąż nie do zatrzymania był jednak Nasewicz, który punktował niemal w każdym elemencie. Sama końcówka dostarczyła kibicom wielu wrażeń, a oba zespoły wymieniały się prowadzeniem. Kosztowny okazał się zaś atak w aut Piotra Orczyka, a dwie wymiany później blokiem seta domknął Mateusz Poręba – 25:23.
Więcej pytań, niż odpowiedzi
Początek drugiego seta był równie zacięty, co cała inauguracja. Obie strony miały swoje argumenty. Nie do zdarcia był Moustapha M’Baye, który obok ataku, błyszczał też na siatce. W końcu przełamał się jednak po drugiej stronie Danny Demyanenko, a po błędzie Butryna znów na przodzie znalazły się Gdańskie Lwy – 11:9. Po kolejnym takim potknięci było już 14:11, co zmusiło trenera Botti’ego do wzięcia czasu. Wówczas do ataku zerwał się Artur Szalpuk, a za parę minut był już remis – 18:18. Druga partia zakończyła się grą na przewagi. Choć blok dołożył od siebie Marcin Janusz, to set padł łupem gospodarzy – 26:24.
Straty, których nie dało się już odrobić
Trzecia odsłona, to już koncert gdańszczan, którzy do czasu mieli niemal wszystko pod kontrolą. Znów szans nie marnował Aleksiej Nasewicz, a cenne ‘oczka’ dokładał Tobias Brand. Pewnie grę swojej drużyny prowadził również Joe Worsley, korzystając z usług wszystkich kolegów na boisku – 15:12, 18:13. Coś wskórać po wejściu próbował jeszcze Cezary Sapiński, lecz pałeczkę i tak musiał przejąć duet Butryn – Cebulj. Całość blokiem domknął jednak Piotr Nowakowski, a Gdańskim Lwom do pełni szczęścia brakowało już tylko seta – 25:19.
Są pierwsi szczęśliwcy!
Na początku czwartej części odetchnąć z ulgą mógł trener Mariusz Sordyl – 9:4. Powody do niepokoju mieli natomiast goście, którym stopniowo ten mecz uciekał. Nikt nie chciał zaczynać roku od porażki, stąd rzeszowianie robili wszystko, aby doprowadzić do tie-breaka. Choć z czasem udało im się doprowadzić do remisu – 14:14, a nawet pograć punkt za punkt, to końcówka okazała się bezwzględna. Rewelacyjnie grał Tobiast Brand, pojedynkując się z Karolem Butrynem. Swoje robił specjalista od ciężkich piłek, Piotr Orczyk. Ostatecznie wszystko się rozstrzygnęło grą na przewagi, a blokiem mecz zamknął Moustapha M’Baye – 27:25.
Energa Trefl Gdańsk – Asseco Resovia Rzeszów 3:1
(23:25, 26:24, 25:19, 27:25)
MVP: Joe Worsley
Składy zespołów
Energa Trefl Gdańsk: Worsley (3), Brand (20), Nowakowski (9), Nasewicz (23), Orczyk (13), M’Baye (12), Koykka (libero) oraz Kogut, Sobański, Schulz
Asseco Resovia Rzeszów: Poręba (3), Janusz (3), Cebulj (18), Demyanenko (10), Butryn (21), Szalpuk (16), Shoji (libero) oraz Nowak, Louati, Zatorski, Sapiński (1)
Zobacz również:
Wyniki i tabela PlusLigi









