Strona główna » Polskie zespoły świętują! Co za powrót Radomki Radom, ale to nie jedyna niespodzianka

Polskie zespoły świętują! Co za powrót Radomki Radom, ale to nie jedyna niespodzianka

inf. własna

fot. tauronliga.pl

Polskie zespoły dopięły swego. Pomimo różnych trudności MOYA Radomka Radom i BKS BOSTIK ZGO Bielsko-Biała są dalej w grze w Pucharze CEV. Obie drużyny awansowały do ćwierćfinałów, gdzie poprzeczka znów pójdzie w górę.

Euforia w Radomiu!

Rewanżowy tydzień grania rozpoczął się na dobre w Radomiu, gdzie MOYA Radomka podejmowała Mladost Zagreb. We wtorek na Radomianki nie było mocny, a Chorwatki mogą mieć pretensje wyłącznie do siebie. W pierwszym meczu górą była drużyna z Zagrzebia, która nie zrobiła kolejnego kroku w kierunku awansu. Szansę tę wykorzystały siatkarki Radomki, triumfując 3:0 (26:24, 31:29, 25:21). Pierwsze dwa sety trzymały w napięciu. W trzeciej odsłonie gościnie w końcu spuściły z tonu, przygotowując się na złotego seta.

Tam jednak znów górą były Radomianki, burząc marzenia rywalek o kolejnej rundzie. Bez przewag się jednak nie obyło – 22:20. Rewelacyjne zawody rozegrała Monika Gałkowska, która w duecie z Julie Lengweiler, poprowadziła gospodynie do wygranej.

Długodystansowa niespodzianka?

Namęczyć musiały się też siatkarki BKS-u BOSTIK ZGO Bielsko-Biała. Podopieczne Bartłomieja Piekarczyka w poprzednim tygodniu pokonały u siebie OTP Banka Branik Maribor 3:0. Rewanż nie był już jednak tak łatwy, a o spacerku można było zapomnieć. O wygranej Bielszczanek zadecydował dopiero tie-break, gdzie znów wiele mogło się wydarzyć 3:2 (20:25, 18:25, 25:17, 25:12, 16:14). Takie spotkania jednak budują, a zespół w znakomitym stylu zdołał odwrócić losy pojedynku.

Do końca w sukces swojej drużyny wierzyły Iza Mlakar i Sydney Palazzolo. Górą była jednak Kertu Laak i spółka. Trener Piekarczyk dokonywał wielu zmian, szukając optymalnego ustawienia. Nie do ruszenia była jednak Estonka, wraz z Aleksandrą Gryką i Martą Orzyłowską. Tak grającą środkiem Wiktorię Szewczyk chce się oglądać częściej.

Dopięły swego!

Ze sportowych zaświatów starały się wrócić siatkarki Asterix Abo Beveren. Belgijki przegrały z Viteos Neuchatel UC 1:3, po to aby u siebie triumfować w trzech setach – 3:0 (25:20, 25:18, 25:22). O losach dwumeczu zadecydował jednak złoty set, gdzie górą okazały się gościnie, znów przechylając szalę zwycięstwa na swoją stronę – 15:12. Nie do zdarcia były Maia Dvoracek i Tiata Scambray, mierzące się z parą Manon Stragier oraz Saar Bertels.

Grają również dalej Włoszki z Reale Mutua Fenera Chieri ’76, które po triumfie 3:2 poszły za ciosem, znów pokonując Vandoeuvre Nancy VB. Tym razem obyło się jednak bez tie-breaka, a mecz padł łupem Włoszek 3:1 (22:25, 25:17, 25:22, 25:18). Porażka na start natomiast wcale nie podcięła skrzydeł lokalnym. Niesamowicie grająca Meaelys Robinson niewiele mogła. Maksa dały z siebie Anna Gray i Alastasia Cekulaev.

Złoty set zwieńczył natomiast rywalizację między C.S.O. Voluntari 2005 a VfB Suhl Thuringen. Siatkarki Voluntari po porażce 1:3 zdołały się podnieść. Rumunki wygrały u siebie 3:0 (25:23, 30:28, 25:23). Kropkę nad „i” dał im natomiast dopiero złoty set, w którym gospodynie triumfowały 15:10. Na miano bohaterki zapracowała Nicole Van De Vosse, której wtórowały przede wsysztkim Nikola Radosova i Georgiana Popa.

Turecka jakość i precyzja?

Galatasaray Daikin Stambuł natomiast poszło za ciosem. Turczynki po wygranej na wyjeździe 3:0, nie pozostawiły wiele miejsca przeciwniczkom także w meczu rewanżowym. Siatkarki Darta Bevo Roeselare, znów zeszły pokonane – 1:3 (16:25, 26:24, 21:25, 17:25). Nie do zatrzymania była Alexia Carutasu, która zdobyła 29 punktów. Pojedynkowała się ona jednak z równie dużą indywidualnością, jaką była Nikita De Paepe.

Noga powinęła się natomiast siatkarkom THY Stambuł. Po wygranej 3:2 kolejny z tureckich zespołów nie dał już sobie rady, przegrywając na wyjeździe z Allianz MTV Stuttgart 0:3 (20:25, 21:25, 21:25). Różnica na dystansie była spora, a gościnie mogą mieć pretensje wyłącznie do siebie. Mecz ten na długo zapamięta Konstantin Bitter, który konsekwentnie stawiał na początkową szóstkę. Po stronie THY brakowało frontmenek.

Walczyły, a nadzieja umierała ostatnia…

Awans do kolejnej rundy wywalczyły też zawodniczki francuskiego Volley Mulhouse Alsace. Drużyna w poprzednim meczu pokonała 3:1 MBJ Bekescsaba. Na węgierskie zespoły trzeba jednak zawsze uważać, gdyż ambicji nigdy im nie brakuje. Tak też było w rewanżu. Na całość poszły siatkarki MBH, mając nadzieję na odwrócenie losów. Mimo ofiarnej postawy sukcesu Węgierek nie było, a rzutem na taśmę zwyciężyły Francuzki 3:2 (25:13, 20:25, 21:25, 25:15, 16:14). Spotkanie było bardzo szarpane, a najciekawiej zrobiło się dopiero w piątym secie.

Do końca walczyła Marie Robinson. Gospodynie zagrały jednak bardziej zespołowo, choć mecz wiele kosztował ich szkoleniowca, Andre Sa, który przez całe stracie szukał optymalnego składy. Najwięcej do powiedzenia miała Reagan Rutherford, wspierana mocno przez Alondrę Vazquez Riverę oraz Valerię Gamanovich.

Zobacz również:

Wyniki i terminarz Pucharu CEV siatkarek sezon 2025/2026

PlusLiga