W niedzielę ruszyły półfinały w PlusLidze. Otworzył je mecz W Sosnowcu pomiędzy Aluronem CMC Wartą Zawiercie, a Asseco Resovią Rzeszów. Jak się należało tego spodziewać walki nie brakowało, a zadecydowały końcówki setów. Ostatecznie pierwszy krok ku finałowi zrobili Zawiercianie, ale z całą pewnością to nie koniec walki. Rywalizacja przenosi się teraz do hali Podpromie.
Warta Zawiercie nie wybacza błędów
Już pierwszą akcję meczu Zawiercianie wygrali blokiem. Obie drużyny potrzebowały jednak czasu, by złapać rytm w ofensywie. Początkowo utrzymywał się remis, aż w ataku nie wziął na siebie odpowiedzialności Karol Butryn. Gdy wygrał najdłuższą do tej pory wymianę, Rzeszowianie prowadzili 5:3. Szybko doszło do wyrównania, ale przyjezdni wykorzystywali szanse przy własnym serwisie. Duet Poręba – Janusz na dodatek zatrzymał Bartosza Kwolka i zrobiło się już 9:6 dla gości. Nie zwalniał ręki Butryn, za to Tavares wybrał element zaskoczenia kiwką. Rywalizacja była bardzo zacięta, aktualni wicemistrzowie Polski popisali się serią punktową i wrócili na prowadzenie. Po kolejnym bloku Mateusza Bieńka było 13:11. Niebezpiecznie dla Zawiercian rozkręcał się Yacine Louati, ale przyjezdni popełniali sporo błędów serwisowych i gra toczyła się punkt za punkt (18:18, 22:21). Końcówka nie poszła po myśli Rzeszowian, których zgubiły błędy własne.
Powtórka z rozrywki
Nawet przy problemach w przyjęciu, Zawiercianie potrafili wyjść z nich zwycięsko. Miguel Tavares utrzymywał też dobre tempo akcji. Szybko zrobiło się 4:1 dla gospodarzy. Brzemię nosił Artur Szalpuk, który przejmował większość piłek w ataku. Ekipie z Zawiercia wiele dawała świetna dyspozycja Popiwczaka w obronie. Coraz bardziej rozpędzali się gospodarze, a jednocześnie sami ze sobą walczyli niekończący ataków Rzeszowianie – 10:6. Praca systemem blok-obrona przynosiła efekty, a w ofensywie bezbłędnie pracował już nie tylko Aaron Russell, ale także Kwolek. Zespół z Podkarpacia robił co mógł, z pomocą Szalpuka doprowadził niemal do wyrównania – 13:12. Powtórzyła się natomiast sytuacja z pierwszej partii. Przez moment gra toczyła się punkt za punkt, a później znów błędy pogrążyły przyjezdnych i zrobiło się 20:16. Rzeszowianie zaliczyli kolejny zryw przy serwisie Louatiego, ale od zadań specjalnych był Russell. Wszystko natomiast stało się jasne po zerwanym ataku Buckiego.
Co to była za końcówka!
Cierpliwość trenera Bottiego się skończyła i od kolejnej partii na ataku grał Jakub Bucki. Początek tego seta był pełen błędów po obu stronach, ale on radził sobie dobrze – 3:5. Kwolek był mocno pilnowany na lewym skrzydle. Gdy został zatrzymany, przewaga Rzeszowian wzrosła do trzech „oczek”. Świetnie sprawował się Louati, a po drugiej stronie był równie skuteczny Russell. Z czasem Francuz zaliczył przestój, a Zawiercianie pracą blokiem odmienili wynik na tablicy – 10:9. Znów zawiązała się wymiana punkt za punkt. Obaj rozgrywający uruchamiali wszystkie opcje w ataku, coraz częściej odpowiedzialność na siebie brali środkowi. Remis utrzymywał się bardzo długo, bo do stanu 19:19. Tym razem problemy w końcówce mieli Zawiercianie, a przyjezdni musieli to tylko dobrze wykorzystać. Skończyło się jednak walką na przewagi na konto gospodarzy, zanim ktokolwiek z przeciwników zdążył się na nią przygotować.
MVP Aaron Russell
Aluron CMC Warta Zawiercie – Asseco Resovia Rzeszów 3:0
(25:22, 25:21, 26:24)
Składy zespołów:
Aluron CMC: Kwolek (10), Russell (16), Bołądź (6), Gladyr (6), Tavares (4), Bieniek (7), Popiwczak (libero) oraz Łaba, Markiewicz
Asseco Resovia: Poręba (5), Louati (10), Demyanenko (8, Szalpuk (9), Janusz (1), Butryn (9), Zatorski (libero) oraz Shoji, Cebulj, Bucki (8), Nowak
Zobacz również:
Wyniki fazy play-off PlusLigi









