Aleksiej Nasewicz rozgrywa kolejny znakomity sezon. Młody Białorusin zadebiutował już w kadrze Nikoli Grbicia, a wielu widzi w nim następcę Bartosza Kurka. W rozmowie z Sarą Kalisz dla TVP Sport atakujący Energi Trefla Gdańsk zdecydował się na szczere wyznania, wprost wskazując na niełatwe wydarzenia, które zbudowały go nie tylko jako sportowca.
Wiele im zawdzięczam
Aleksiej Nasewicz szturmem podbija serca polskich kibiców. Reprezentant Polski wychował się w Grodnie, jednak w dzieciństwie wraz z rodziną przeniósł się do Polski, gdzie od lat mieszkali jego dziadkowi. Atakujący Energi Trefla Gdańsk ten czas wspomina jako bardzo niestabilny i samotny, który w dużej mierze go ukształtował. Wiele też zawdzięcza rodzicom, którzy potrafili poradzić sobie z niezwykle aktywnym i ciekawym świata dzieckiem.
– Wszystko było najtrudniejsze. Nie znałem języka na dobrym poziomie. Trudno mi się było dogadać z kimkolwiek. Między innymi przez to nie do końca mnie akceptowano. Do tego nie wszyscy nauczyciele w szkole byli do mnie dobrze nastawieni; wręcz ostrzegali mnie, że u nich nie zdam… Nie było to łatwe, nie dostałem żadnej pomocy – wyznał w rozmowie z Sarą Kalisz dla TVP Sport Aleksiej Nasewicz.
Młodzieńcze dylematy
22-latek od zawsze marzył o byciu lekarzem, ostatecznie wybrał siatkówkę. Decyzja nie była łatwa, lecz umiejętnościami wyróżniał się ona na tle rówieśników na tyle, że odpowiednie osoby pociągnęły za sznurki. Atakujący ma przed sobą jeszcze lata kariery, a mimo wszystko od paru ładnych lat uchodzi za jeden z największych talentów.
– Po części w wyborze pomogło mi szczęście. Kiedy skończyliśmy sezon młodzieżowy w Stoczniowcu Gdańskim, stwierdziłem, że chciałbym pograć z lepszymi od siebie. Napisałem wtedy do trenera z Trefla. Później okazało się, że on też chciał się ze mną skontaktować. Przyszedłem więc na kilka treningów. Podczas jednego z nich szkoleniowiec do mnie podszedł i powiedział, że prezes chciałby ze mną porozmawiać. Zgodziłem się. Okazało się, że czekała na mnie umowa. Gdyby nie ten ruch z jego strony, nie wiem, czy grałbym jeszcze w siatkówkę – powiedział 22-letni siatkarz związany z drużyną z Gdańska.
Kiedy dochodzi wzrost…
Nasiewicz przyznał, że przez długi czas nie wiedział z jaką pozycją zwiąże swoją przyszłość. Pogodzony był on z byciem libero. Czasem grał również na rozegraniu. Przełomowy okazał się dla niego 18, 19 rok życia, gdy w końcu zaczął rosnąć jak na drożdżach. To wtedy zaczął wyróżniać się wzrostem, przenosząc się na prawą flankę. Obecnie 22-latek mierzy dokładnie 200 cm.
– Zawsze miałem ofensywne ciągoty i trener dobrze o tym wiedział. Bardzo chciałem brać udział w akcjach kończących i atakować. Zdarzało się, że przy wysokim prowadzeniu żartobliwie prosiłem rozgrywającego o wystawienie piłki na pajpa. Trener czasem reagował na to z większym spokojem, czasem z mniejszym – ale byliśmy wtedy jeszcze dziećmi – skomentował atakujący gdańskiej drużyny, dodając.
– Dopiero w wieku 18–19 lat zacząłem wyraźnie wyróżniać się wzrostem na tle rówieśników. Wcześniej byłem znacznie niższy, dlatego naturalnym wyborem była dla mnie pozycja libero.
2024 rok rokiem wyzwań
Młody atakujący ma za sobą chwile grozy. W 2024 roku przeszedł ciężką operację kręgosłupa, a wielu ze 'znawców’ stawiało wówczas na nim krzyżyk. Ten okres 22-latka również wiele nauczył, a sytuacja ta ukształtowała jego charakter.
– Operacja usunięcia przepukliny kręgosłupa. Do trudnego okresu zaliczyłbym jednak tygodnie pomiędzy lutym a październikiem 2024. Na początku był spokój, potem lekka nerwowość, a później w szpitalu w Koninie głowa mi odjeżdżała… Zaopiekowano się mną jednak znakomicie. Nie zmienia to faktu, że musiałem wiele w sobie poukładać. Finalnie wyszło mi to na dobre – powiedział w rozmowie Nasewicz.
Choć wielu go przekreśliło, to on sam nie miał wątpliwości, że wróci. Faktycznie atakujący szybko zdołał wrócić na parkiet i to w znakomitym stylu. W tym sezonie przebija kolejne bariery, średnio zdobywając po 20 punktów na mecz. Jego drużyna natomiast jest w szeregu ośmiu najlepszych drużyn, mając nadzieję na sprawienie paru niespodzianek w drugiej części sezonu.
– Nie, ani chwili w siebie nie wątpiłem. Widziałem, że wrócę. Nie zmienia to faktu, że ta kontuzja dała mi dużo do myślenia i wiele wyprostowała – między innymi moje podejście do siłowni. Wcześniej podchodziłem do tego na „YOLO”, a teraz podchodzę do niej niezwykle poważnie. Nie unikam i nie skracam ćwiczeń. Robię wszystko, co trener przygotowania fizycznego ma dla mnie w planie – dodał z optymizmem reprezentant Polski.
Zobacz również:
Wyniki i terminarz PlusLigi sezon 2025/2026









