Strona główna » Te transfery okazały się hitem! Jedyny taki czempion, młode talenty i odwaga beniaminka

Te transfery okazały się hitem! Jedyny taki czempion, młode talenty i odwaga beniaminka

inf. własna

fot. plusliga.pl

Rok dobiegł końca, a PlusLiga jest już na półmetku. Czas podsumować najciekawsze transfery ostatniego okienka, które okazały się strzałem w dziesiątkę. Wśród wyróżnionych nie brak doświadczonych wyjadaczy reprezentacyjnego chleba, jak i młodych talentów. Nosa miał też beniaminek rozgrywek, InPost ChKS Chełm.

Gwiazdorska Resovia! Czy to ten sezon?

Krajowa PlusLiga jest już na półmetku, jest to więc idealny czas, aby podsumować letnie okienko transferowe polskich klubów. Znów na nowych graczach nie oszczędzała Asseco Resovia Rzeszów, gdzie wszyscy mają nadzieję na przełamanie medalowej posuchy. Co roku włodarze budują tam zespoły 'marzeń’, aby ostatecznie kończyć poza podium. Po sezonie 2024/2025 ekipa z Podkarpacia nie miała nawet szans na europejskie puchary, a wybawieniem okazała się dopiero dzika karta.

Resovia najmocniej skorzystała z rozpadu ZAKSY Kędzierzyn-Koźle. To właśnie z opolskiego przeniosła się na siatkarski kraniec Polski dwójka – Marcin Janusz i Erik Shoji. Duet był trzonem kędzierzynian, wygrywając z klubem wszystko, co tylko się dało. Pewien etap dobiegł końca, na czym mocno skorzystał rywal z Rzeszowa. Z Warszawy przeniósł się Artur Szlpuk, mając nadzieję na kolejne powołania do kadry.

Statystyki Artura Szalpuka (stan na 31.12.2025)

Rozegrane sety (mecze)41 (w 13 meczach)
Poziom przyjęcia (% pozytywnego)235 w tym 17 błędów (36% pozytywnego)
Łącznie zdobytych punktów144
Punkty w ataku (% skuteczności)132 na 225 (59% skuteczności)
Asy serwisowe (średnia meczowa)4 (0,31)
Bloki (średnia meczowa)8 (0,62)

Jurajską Armię opuścił Karol Butryn. Transferową perełką okazał się też Danny Demyanenko.

Choć Asseco Resovia Rzeszów zajmuje obecnie 5. miejsce, to strata do LUK-u Lublin jest niewielka. Ścisk w tabeli nie przestaje zdumiewać, a na Podkarpaciu dalej mają nadzieję na medal. Przed sezonem marzono nawet o podwójnej koronie, gdyż bezkonkurencyjne pozostają Rysice, lecz do tego wyjątkowo długa i kręta droga.

Na tym nie koniec hitów

Na zmiany nie narzeka również Bartosz Bednorz, który po odejściu z Asseco do PGE Projektu Warszawa rośnie w oczach. Przyjmujący rozgrywa kolejny znakomity sezon, będąc filarem swojej drużyny. Doświadczony reprezentant Polski zgarnął już parę statuetek dla MVP, a jego statystyki mówią same za siebie. Stołeczni są już w półfinale Pucharu Polski, w PlusLidze również mają się dobrze, a apetyty rosną w miarę jedzenia. Bednorz natomiast od początku odnalazł się w drużynie, biorąc na siebie ciężar gry od początku rozgrywek.

Statystyki Bartosza Bednorza (stan na 31.12.2025)

Rozegrane sety (mecze)36 (w 12 meczach)
Poziom przyjęcia (% pozytywnego)234 w tym 12 błędów (54% pozytywnego)
Łącznie zdobytych punktów145
Punkty w ataku (% skuteczności)115 na 246 (47% skuteczności)
Asy serwisowe (średnia meczowa)8 (0,67)
Bloki (średnia meczowa)22 (1,83)

Dobrze w nowym zespole odnalazł się także Jakub Popiwczak. Po wielu latach wychowanek opuścił szeregi JSW Jastrzębskiego Węgla. Poprzednie lata były dla niego wyjątkowe, teraz dodatkowo doszła reprezentacja, gdzie wydaje się, że popularny Piwko na dobre przejął schedę po Pawle Zatorskim. W Zawierciu każdy cieszył się na ten transfer, choć Luka Perry’ego niełatwo było zastąpić. Popiwczak był natomiast najlepszym kandydatem, który na dodatek sprostał zadaniu. W 13 meczach przyjmował 211 razy, notując 43% skuteczności. Tutaj jest pole do poprawy, w rankingu broniących kadrowicz nie ma sobie równych, mając na koncie już 121 interwencji.

Brakujące ogniwa?

Niektórym zespołom, jak się okazało, brakowało tego 'czegoś’. Jednego ogniwa, które spoi całość. Tak też jest w przypadku zaskakującego wszystkich Indykpol AZS-u Olsztyn. Podopieczni Daniela Plińskiego, obok Skry, są czarnym koniem rozgrywek i mają się z tym znakomicie. Drużyna obecnie zajmuje 4. miejsce, notując najlepszy start od paru lat. Nie do zdarcia w ofensywie jest Moritz Karlitzek. Ręki w ataku nie zwalnia Jan Hadrava, a uzupełnieniem się Paweł Halaba. Spokój przyniosła jednak osoba Johannesa Tille, który doskonale wpasował się w drużynę, pewnie zawiadując jej grą.

To samo można powiedzieć o Joe Worsley’u, który stał się pewniakiem trenera Mariusza Sordyla, sama Energa Trefl Gdańsk ma natomiast predyspozycje do tego, aby mocno namieszać w składzie. O ile sympatykom z Trójmiasta Nasewicz był już doskonale znany, tak kolejnym transferowym hitem okazało się ściągnięcie Tobiasa Branda, który bombarduje przeciwników z lewej flanki.

Takimi brakującymi ogniwami w PGE GiEK Skrze Bełchatów są również Antoine Pothron oraz Daniel Chitigoi. Można rzec, że Łomacz ma w końcu kim grać na lewym, i pomimo nieobecności największej gwiazdy jaką jest kontuzjowany Alan Souza, to ten skład zdaje egzamin. 23-letni Francuz przybył do PlusLigi z rodzimej ekstraklasy, świetnie odnajdując się w nowym środowisku. Chitigoi ZAKSĘ zamienił na Skrę, co wyszło mu na dobre. Rumuński talent ma w Bełchatowie szansę na granie, mocno podbudowując swoją renomę.

Samotność mistrza…

Osamotniony na placu boju może się często czuć Kamil Rychlicki, a więc jedyny mistrz świata w PlusLidze. Reprezentant Włoch od tego sezonu jest graczem ZAKSY Kędzierzyn-Koźle i spisuje się znakomicie. Wiele wskazuje jednak na to, że atakujący szybko opuści szeregi zespołu z opolskiego. Podopieczni Andrei Giani’ego dają ciała po całości. 9. miejsce to nie jest, to w co celowano, a na tym etapie sezonu nie można tego zganić na potrzebę zgrania i inne zawirowania.

Nie zmienia to jednak faktu, że Rychlicki jest wiodącą postacią w drużynie, i podobnie jak Patrik Indra, całkowicie pociąga za sznurki. 29-latek w 13 meczach zdobył aż 258 punktów, co czyni go jednym z punktacyjnych liderów rozgrywek. W ataku skończył on 232 piłki na 477 prób, co przekłada się na skuteczność rzędu aż 49%. Do tego dochodzi 10 asów serwisowych i 20 punktów blokiem. Nierzadko chcący do niedawna grać dla Polski siatkarz bierze na siebie ciężar także w defensywie, przedłużając najważniejsze akcje.

Francuska szkoła?

O półkę wyżej niż całe zespoły zdają się być Mousee Gueye oraz Mathis Henno. Francuz powrócił do Barkomu Każany Lwów po rocznej, bardzo nieudanej, przygodzie z włoską serie A. Środkowy bloku na południu nie mógł przebić się do podstawowego składu robiąc krok w tył. Ponownie zdecydował się na wybór ukraińskiej drużyny, gdzie jest gwiazdą i ma niemal pewne miejsce w podstawowym składzie. Swoje umiejętności zdołał już poprawić, a z takim graniem może liczyć na więcej.

W oczach wielu zyskał również Mathis Henno, który do Cuprum Stilon Gorzów zawitał wraz ze swoim ojcem-trenerem, Hubertem Henno. Choć zespół szoruje po dnie będąc na granicy spadku, to młodszy z braci wyróżnia się na tle pozostałych kolegów, będąc filarem. Według najnowszych doniesień jego pozyskaniem zainteresowane są już włoskie kluby, lecz ważne jest to, co tu i teraz. W 13 meczach 20-latek punktował już 223 razy, pchając ten wózek razem z Chizobą Nevesem Atu.

Starszy z braci, Hilir Henno, trafił do Bogdanki LUK-u Lublin, gdzie ma niemałe problemy.

Odwaga beniaminka procentuje

Nosa do transferów miał także beniaminek rozgrywek, InPost ChKS Chełm. Jednym z najlepszych posunięć okazało się sprowadzenie Amirhosseina Esfandiara. Irańczyk, choć wszedł w sezon z problemami, to później wywalczył sobie miejsce w wyjściowej szóstce. Jego obecna forma jest kluczowa dla ostatnich sukcesów drużyny, która realnie w debiucie bije się o utrzymanie w ekstraklasie.

Prawdziwą perełką zaś pozostaje decyzja o ściągnięciu Kazumy Sonae. Libero miał być w zespole tylko na moment, tymczasem zostaje na resztę sezonu, będąc najlepiej przyjmującym graczem w PlusLidze. Japończycy od lat królują jeśli chodzi o przyjęcie i obronę, co też potwierdzają umiejętności Sonae. Dla 27-latka to debiut w Polsce, gdzie znakomicie się odnalazł, stając się gwiazdą beniaminka. Dotychczas gracz przyjmował 194 razy, popełniając przy tym 10 błędów. Siatkarz może pochwalić się przyjęciem pozytywnym rzędu 63% i perfekcyjnym – 37%. Do tego dochodzą 72 obrony.

Młodzi też do kadry chętni

Do pędzącego pociągu w sezonie reprezentacyjnym na dobre wsiadł Jakub Nowak, który do kadry Grbicia zdołał się wkraść będąc przed debiutem w PlusLidze. Po 20-latka sięgnął ostatecznie Steam Hemarpol Politechnika Częstochowa, a młodzian spisuje się znakomicie. Choć obecnie walczy on ze złamanym palcem, a jego drużyna szoruje po dnie, to on sam skradał już parokrotnie show. Na środkowego z pewnością wkrótce będą polować największe marki w Polsce.

Dobry debiut w PlusLidze, także w barwach drużyny spod Jasnej Góry, notuje Jakub Kiedos. Gracz spisuje się w roli zmiennika, udowadniając, że potrafi odwracać losy spotkania. Przyjmujący dalej jednak się rozwija, poszerzając swoje horyzonty. Pewnym jest jednak, że 19-latek papiery na poważne granie ma.

Posmakować grania pod wodzą Serba mógł w minionym sezonie Aleksiej Nasewicz. Nie jest tajemnicą, że Grbiciowi charakter i umiejętności Nasewicza bardzo odpowiadają. Atakujący Energi Trefla Gdańsk odpadł w przedbiegach, kończąc przygodę z kadrą przed imprezą docelową. Cały debiut jednak należy odnotować na plus, a bieżącą formą jeden z frontmenów Lwów wysyła wyraźne sygnały selekcjonerowi.

Apetyt na więcej po sezonie kadrowym 2025 ma także Michał Gierżot. 24-latek okazał się transferowym strzałem w dziesiątkę podupadającego JSW Jastrzębskiego Węgla. Ma już na koncie parę statuetek MVP w tym sezonie, a 131 punktów zdobytych w 11 spotkaniach broni się bardzo. Tak jak w przypadku Kiedosa – przedostać się do kadry przy tak mocno obstawionej lewej stronie nie jest łatwo, ale potencjał w Gierżocie jest, a on sam miał już parę dobrych występów w koszulce z orzełkiem. Ze względu na uraz zaś z opóźnieniem sezon rozpoczął też Maksymilian Granieczny, na którego stawia cała Polska.

Te ławki się bronią!

Parę klubów między sezonami zaryzykowało również zmianą głównych szkoleniowców. Niektóre decyzje się nie bronią, inne wręcz przeciwnie. Ułatwione zadanie miał Stephane Antiga, przejmując uzbrojonych po zęby mistrzów Polski. Francuz miał także rozeznanie w polskich realiach. Wcześniej przez lata występował jako gracz w PlusLidze, a następnie z prowadził KS DevelopRes Rzeszów, zdobywając z Rysicami parę miesięcy temu upragnione złoto mistrzostw Polski.

Nieco ciężej miał Krzysztof Stelmach, który do PGE GiEK Skry Bełchatów powrócił po wielu latach. Zespół przeszedł sporą metamorfozę, stając się w bieżących rozgrywkach jedną z niespodzianek. 5. miejsce pozostawia margines błędu, zwłaszcza, że o ścisk w topie nie trudno. Nie zmienia to jednak faktu, że Krzysztof Stelmach w połączeniu z życiową formą Grzegorza Łomacza, to patent bełchatowian na tegoroczny sukces.

Człowiekiem znikąd był natomiast Tommi Tiilikainen, który przejął schedę w PGE Projekcie Warszawa po Piotrze Grabanie. Była to dość niespodziewana zmiana głównodowodzącego, a wielu miało zastrzeżenia. Włodarze klubu mieli jedna przeświadczenie, że dotychczasowy format się wyczerpał. Największa marką w CV Fina było japońskie Wolfdogs Nagoya. Tiilikainen dał sobie radę z presją, a 2. miejsce stołecznych jest na to doskonałym dowodem.

Zobacz również:

Wyniki i terminarz PlusLigi sezon 2025/2026

PlusLiga