Faza zasadnicza sezonu 2025/2026 PlusLigi dla jednych była debiutem, dla innych chlebem powszednim. Dla jednych spełnieniem marzeń, dla innych – spędzała sen z powiek. Nawet te z pozoru największe transfery weryfikują się po czasie. Można je rozdzielić na te bardziej i mniej udane. W mojej opinii, tych pozytywnych było na szczęście znacznie więcej.
Kryteria mojego wyboru miały jedną, kluczową zasadę: w żadnej kategorii nie zostali uwzględnieni zawodnicy, którzy przed sezonem 2025/2026 przedłużyli swoje kontrakty. Ocenie poddawałam jedynie transfery między drużynami – może z małym wyjątkiem, ale o tym za moment. Grupę siatkarzy, którzy zachwycali formą przez cały sezon zasadniczy, razem z redakcją wyróżniliśmy także w innym zestawieniu.
Jest spadek, będzie i krytyka

To właśnie kategoria rozczarowań jest tą, w której pozwoliłam sobie na uwzględnienie zawodników, którzy przedłużali swoje kontrakty w zespołach. Głównie z tego względu, że w znacznym stopniu stworzyli tę grupę. Zacznijmy od Steam Hemarpol Politechniki Częstochowa, która zaliczyła niespodziewany spadek z ekstraklasy. Przyłożyli się do tego niewątpliwie Milad Ebadipour oraz Bartłomiej Lipiński. Za porażkę odpowiada cała drużyna, ale trudno nie oprzeć się wrażeniu, że to właśnie tych dwoje nie do końca zgrało się z nowo budowanym zespołem. Obserwując mecze Częstochowian na żywo, dało się niejednokrotnie wyczuć gęstą atmosferę między przyjmującymi, a rozgrywającym – Luciano De Cecco.
Ja pewnie należę do wąskiego grona osób, które nie zrzucają całej winy na Argentyńczyka – on przynajmniej próbował różnych rozwiązań, a że styl jego rozegrania nie spotkał się z warunkami kolegów to już inna sprawa. Mam też wrażenie, że niesłusznie stawia się go w centrum „konfliktu charakterów” – choć swoje do tego również dokładał.
Ebadipour i Lipiński względem poprzedniego sezonu, bardzo obniżyli loty. Przede wszystkim nie dźwigali przyjęcia, a po rozwiązaniu kontraktu z Mateuszem Masłowskim potrzebowali nowego lidera w tym elemencie, jak tlenu.
Oczekiwania były znacznie większe…
Kolejny sezon w tych samych barwach nie posłużył też Linusowi Weberowi. Ten, który w poprzednim sezonie był potworem w polu serwisowym i świetnie radził sobie w kryzysowych sytuacjach na ataku – w tegorocznych rozgrywkach zupełnie nie trafił z formą. Miewał oczywiście lepsze momenty w ofensywie, ale nie była to tak regularna gra, jak przed rokiem. Stołeczni nie mogli też czuć takiego spokoju, jak wcześniej, gdy wchodził na zagrywkę. Niemiec w tym sezonie psuł ich średnio 3,39 na mecz.
Wahałam się, czy umieścić w tej kategorii nazwisko Erika Shoji, ale ostatecznie stwierdziłam, że coś nie do końca zagrało między nim, a Asseco Resovią Rzeszów. Może to kwestia rytmu meczowego, bo Rzeszowianie w tym sezonie grali na trzech libero… Reprezentant USA jest dopiero dziewiątym wśród przyjmujących tego sezonu, utrzymując 47% pozytywnego i 22% perfekcyjnego. Popełnił 16 błędów w 21 meczach – dla porównania, rok temu rozegrał 33 spotkania, a błędy przytrafiły mu się 23 razy.
Nie było źle, ale mogli dać więcej
Nie zasłużyli na rózgę, ale przed sezonem raczej każdy liczył na to, że będą odgrywać główne role w swoich nowych zespołach. Wszystkim plany pokrzyżowały kontuzje i dłuższa przerwa – to również ważny aspekt, bo zwyczajnie nie mieli możliwości pokazać czegoś więcej.
Mateusz Czunkiewicz – po świetnym sezonie w barwach Ślepska Suwałki, trafił do ZAKSY Kędzierzyn-Koźle. W połowie listopada doznał kontuzji kolana, przez co musiał przejść zabieg. Jakie zastrzeżenia po fazie zasadniczej? Oczekiwałam chyba więcej w elemencie przyjęcia – w tym sezonie błędy przydarzały mu się dwukrotnie częściej, niż w poprzedniej edycji PlusLigi (teraz 2,37 na mecz, rok temu 1,13). Doceniła bym jednak za pracę w obronie. W zeszłym roku notował średnio 4,93 interwencji na mecz, a teraz podwoił średnią – 10,32.

Pozostałych dwoje również nie grało wiele, a ich nazwiska przewijały się wśród tych najgłośniejszych transferów. Alan Souza zanim w ogóle zadebiutował w barwach Skry Bełchatów, musiał czekać… prawie trzy miesiące. Doświadczony Brazylijczyk zagrał tylko w 10 meczach, a więc kibice nie nacieszyli się jego występami. Gdy jednak wrócił, potrafił stanąć na wysokości zadania. Może w ataku ma jeszcze rezerwy, ale w bloku pracował świetnie. Liczę po prostu, że w kolejnym sezonie dane nam będzie częściej cieszyć oko jego występami.
Podobnie jest z Jakubem Nowakiem. Umówmy się, debiutant PlusLigi miał w pierwszej kolejności nabywać doświadczenie – nawet, jeśli z przytupem wszedł do reprezentacji Polski. Nie miał jednak do tego zbyt wielu szans. Trochę przez decyzje trenera, częściowo również przez kontuzję. Jego statystyki dają jednak nadzieję, że w kolejnym sezonie będzie tylko lepiej.
Debiuty, których długo nie zapomnimy!
Jeśli mówić o wygranych losach na loterii, trzeba wyróżnić trzy kluby. ZAKSA Kędzierzyn-Koźle bez Kamila Rychlickiego wyglądała by znacznie gorzej. Mistrz świata znacząco przyłożył się do awansu do fazy play-off. Najlepiej atakujący i najlepiej punktujący rundy zasadniczej mówi samo za siebie. Z kolei InPost ChKS Chełm i Cuprum Stilon Gorzów „mieli oko”, szukając wsparcia w defensywie. Kazuma Sonae zachwycał przez całą fazę zasadniczą, notując aż 61% pozytywnego i 34% perfekcyjnego przyjęcia. Mathis Henno grał w przyjęciu na 52% pozytywnie i 22% perfekcyjnie, a do tego interweniował w obronie średnio dwa razy na set. Młody Francuz był także nieocenionym wsparciem w ataku i na zagrywce.
Młodość bez kompleksów
Jeśli już mowa o rodzie Henno – starszy z braci również rozwinął się w PlusLidze. Potrzebował na to trochę więcej czasu, niż Mathis, ale koniec końców udźwignął grę w ekipie mistrza Polski. Być może impulsem była konieczność gry na ataku? Różnie bywało u niego z przyjęciem, ale nadrabiał pracą w obronie. Jeśli chodzi o ofensywę, osiągnął 46% skuteczności i 29% efektywności.

Z młodszych roczników kapitalnie spisali się Bartosz Gomułka i Bartosz Firszt. Na dobrą sprawę, zaczęli pojawiać się na boisku dopiero po zmianie na stanowisku trenera. Obaj świetnie wykorzystali swoje szanse. Byli bardzo eksploatowani w meczach o wysokiej randze, często atakowali po blisko 30 razy, a kończyli na skuteczności w okolicach 60-70%. Jeśli chodzi o Firszta, on solidnie prezentował się również w przyjęciu – 54% pozytywnego, 18% perfekcyjnego.
Rozwija się także Maksymilian Granieczny. Zamienił Cuprum Stilon Gorzów na swój ojczysty Jastrzębski Węgiel i rozegrał kolejny sezon zasadniczy jako „jedynka”. Osiągnął 52% pozytywnego i 28% perfekcyjnego przyjęcia – to znacznie lepszy rezultat niż przed rokiem, a to znaczy, że popracował nad tym elementem. Niezmiennie piłka lgnie do niego w obronie. Gdy w barwach Stilonu bronił średnio 3,76 razy na mecz, teraz było to już 8,15 interwencji.
Środek na 5 z plusem
Najciekawsze transfery wśród środkowych? Zdecydowanie Danny Demyanenko, Moussé Gueye i Łukasz Usowicz. Kanadyjczyk spadł z nieba ekipie z Rzeszowa, która w tym sezonie nie miała urodzaju na tej pozycji. Był potworem na siatce – blokował 46 razy, notując również 67 wybloków. Jednocześnie kapitalnie prezentował się w ataku, gdzie osiągnął 70% skuteczności i 60% efektywności. Francuz dołączył z kolei do Barkomu Każany Lwów i znacząco przyłożył się do utrzymania w PlusLidze. Jego atutem była praca na siatce, co potwierdza jego piąte miejsce w rankingu blokujących. A jeśli już mowa o rankingu, to przejdźmy do Usowicza. Krótka przygoda w lidze włoskiej go podbudowała, a on przełożył to na grę w Jastrzębskim Węglu. Po fazie zasadniczej jest drugim najlepiej blokującym – zatrzymywał rywali średnio 2,60 razy na mecz.
Szczypta doświadczenia zawsze procentuje
Nie mogę zapomnieć o dwóch doświadczonych reprezentantach, którzy mieli ogromny wkład w utrzymanie swoich drużyn na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. Lukas Kampa – niezmiennie cieszy mnie jego obecność w PlusLidze. Naprawdę doskonale zgrał się z nowym zespołem. Beniaminek mógł za to liczyć na Amirhosseina Esfandiara. Reprezentant Iranu w swoim debiutanckim sezonie miał lepsze i gorsze momenty w przyjęciu, ale w ofensywie można było na nim zawsze polegać. Miał również duży atut, czyli celną zagrywkę – średnio notował 1,20 asa na mecz. Tylko w siedmiu meczach nie udało mu się zapunktować w tym elemencie.
Zobacz również:
PlusLiga. Startuje wyczekiwany play-off! Jak będzie wyglądała droga do mistrzostwa Polski?









