Jurij Gladyr gra w PlusLidze od 2008 roku z krótką przerwą na występy w lidze tureckiej i włoskiej. 41-latek zebrał zatem potężne doświadczenie, o którym opowiedział w wywiadzie dla portalu Weszło. Środkowy mówił o tym, że nie mógł pojechać na pogrzeb matki, a także z czym jako ojciec zmaga się ostatnio w kontekście jego córki. – Gdybym pojechał na Ukrainę, to bym z niej nie wrócił – powiedział Gladyr.
Jurij Gladyr jest ostatnio na pierwszych stronach gazet i portali za sprawą wydarzeń, które dotknęły jego córkę. W wywiadzie dla serwisu weszlo.com siatkarz odniósł się do tej sprawy, ale opowiedział również o innych trudnych przeżyciach z ostatnich lat.
Nie pojechał na pogrzeb matki, bo by nie wrócił
W Jastrzębskim Węglu mieszkał w pokoju z Maksymilianem Graniecznym. Między zawodnikami jest różnica 21 lat, ale nawiązali ze sobą silną więź. Obaj w młodym wieku stracili ojca, co zapewne podobnie ukształtowało ich charaktery. – Maks przypominał mi mnie, gdy byłem w jego wieku. Wiesz, że ja byłem taki sam, jak on? – powiedział Jurij Gladyr.
Siatkarz niedawno stracił też matkę, która jako pierwsza chciała natchnąć syna do siatkówki, opowiadając o tym sporcie. Chociaż Gladyr na początku wybrał piłkę nożną, to później jednak „nawrócił” się na siatkówkę. – Mama powtarzała mi, że siatkówka jest inteligentna, bo nie dość, że każdy musi coś dać od siebie, to jeszcze musicie współgrać jako grupa i to wszystko jest złożone.
Kiedy matka Gladyra zmarła, siatkarz nie mógł pojechać na jej pogrzeb. Zawodnik nie może wjechać na Ukrainę i nie był tam od wybuchu wojny. Spowodowane jest to faktem, że mimo polskiego obywatelstwa, w ukraińskich systemach wciąż zawodnik figuruje również jako Ukrainiec, zatem automatycznie przy wjeździe do kraju zostałby zapewne powołany do armii. Siatkarz przyznaje, że brakuje mu wizyt w ojczyźnie, odwiedzin grobu matki, spotkań ze znajomymi czy ukraińskiej kuchni. – Na szczęście mam przyjaciół, którzy pracują w takich branżach, że mogą wyjechać z Ukrainy i do niej wrócić. Od czasu do czasu odwiedzają mnie – mówi Gladyr.
Będzie walczyć i chce nagłośnić problem
Siatkarz zapytany o reakcję na wydarzenia związane z jego córką przyznał, że chciał zareagować bardziej gwałtownie, ale ostatecznie sprawę nagłośnił w mediach. Środkowy ma żal, bo wychowywał córkę na uczciwą i dobrą dziewczynę, a spotkał ją hejt, na który nie zasłużyła. Gladyr podkreślił również, że jest to problem, który dotyka wiele osób, a często jest zamiatany pod dywan. Zawodnik ma pretensje również do szkoły, która według niego nie zrobiła nic, a udawała, że reaguje. – My chcemy walczyć i iść do końca. Dopiąć swego. Pragniemy, by sprawiedliwość wzięła górę. Myślę, że dużo dzieci w podobnych sytuacjach może się zamykać. Bardzo dobrze, że córka na tyle nam ufa, że o wszystkim powiedziała.
Klubowe Mistrzostwa Świata? Gra osiem drużyn, ale walczą trzy
Na koniec środkowy odniósł się do zdobycia przez Aluron CMC Wartę Zawiercie brązowego medalu Klubowych Mistrzostw Świata. Siatkarz traktuje ten turniej jako życiowe doświadczenie, ale nie ma do niego przekonania. Według zawodnika z ośmiu drużyn, biorących udział w mistrzostwach, tylko trzy realnie mogły ze sobą walczyć i tak właśnie było. – Zajęliśmy w tym turnieju trzecie miejsce na trzy drużyny, które tak naprawdę brały udział.









