W Wielką Sobotę JSW Jastrzębski Węgiel dokonał, wydawać by się mogło, niemożliwego. W zaciętym pięciosetowym pojedynku pokonał faworyzowany PGE Projekt Warszawa. Tym samym Jastrzębianie wyrównali stan rywalizacji ćwierćfinałowej. O awansie do półfinału zdecyduje ostatnie, trzecie starcie we wtorek w Warszawie. – O zwycięstwie definitywnie decydowały serwis i przyjęcie. W tym starciu mieliśmy trochę problemów w ataku, aczkolwiek na serwisie zrobiliśmy swoje – mówił w rozmowie ze Strefą Siatkówki Nicolas Szerszeń.
- JSW Jastrzębski Węgiel do play-off wszedł z siódmej pozycji w tabeli PlusLigi. W ćwierćfinale mierzy się z PGE Projektem Warszawa, który z liczbą 54 punktów po rundzie zasadniczej, zajął drugie miejsce za Aluronem CMC Wartą Zawiercie w tabeli PlusLigi.
- W pierwszym starciu ćwierćfinałowym Warszawianie dość szybko wygrali. Spotkanie zamknęli w trzech setach 3:0 (25:21. 25:22, 25:19).
- Drugie starcie rozgrywane na terenie Jastrzębian było istnym widowiskiem siatkarskim. Gospodarze wyszli z walki w tie-breaku zwycięsko, co zaowocowało przedłużeniem ich gry w play-off.
Sportowa moc
Karolina Wólczyńska (Strefa Siatkówki) Jakie emocje towarzyszą ci po takim spotkaniu?
Nicolas Szerszeń: – Tak naprawdę czuję lekkie zaskoczenie, ale też jednocześnie bardzo się cieszę, że mogliśmy pokazać kibicom, że mimo wszystkich przeciwności losu i trudnej sytuacji klubu jednak jesteśmy w bardzo dobrej dyspozycji sportowej i mamy wolę, żeby jeszcze popchać grę w play-off jak najdłużej.
Co zdecydowało o wygranej?
– O zwycięstwie definitywnie decydowały serwis i przyjęcie. W tym starciu mieliśmy trochę problemów w ataku, aczkolwiek na serwisie zrobiliśmy swoje i mi się wydaje, że Warszawianie mogli być trochę zmęczeni przez ostatnie podróże, które odbyli. Pamiętajmy, że rywale prócz meczów w rozgrywkach PlusLigi walczyli również o awans do Final Four Ligi Mistrzów. Jednakże my w tym drugim starciu ćwierćfinałowym udowodniliśmy swoją klasę i pokazaliśmy swoje moce sportowe najlepiej, jak potrafiliśmy.
Set do zapomnienia
Ten trzeci set był takim do wymazania, prawda?
– Tak, Warszawianie mieli znaczną przewagę. Nie radziliśmy sobie z ich świetną zagrywką. Wydaje się, że po ich stronie wszystko funkcjonowało, jak należy. Trudno było nam się dobić do boiska. Wiem, że nie tak nie można mówić, ale przy stanie 18:7 chcieliśmy to jak najszybciej dograć do końca i przejść do następnego seta. Chcieliśmy zresetować się i wejść w kolejną partię ze świeżą głową. Cieszymy się, że nam się to udało.
Gra z bólem
Czy był jakiś moment, kiedy miękły ci kolana albo drżały ręce?
– Tak, ale nie przez emocje. Ja już od dwóch tygodni gram na lekach przeciwzapalnych. Niestety w dniu meczu również bardzo bolało mnie kolano. Ból był na tyle silny, że nie wiedziałem, czy nawet wejdę na boisko. Tak że cieszę się z tego, że dałem radę i mogłem pomóc drużynie i przyczynić się do tego ważnego zwycięstwa.
„Nie mamy nic do stracenia”
Czego się spodziewasz we wtorek?
– Wydaje mi się, że Warszawianie w końcu nieco odetchną, bo mają za sobą intensywny czas, również sporo podróży. Naprawdę ciężko będzie u nich wygrać. Zagrają we własnej hali, przed swoimi kibicami – to fakt i ich spory atut, ale my nie mamy tak naprawdę nic do stracenia. Tak że wyjdziemy na boisko zmotywowani i zagramy swoją siatkówkę. W Wielkanoc mamy wolne. Będzie więc dosłownie chwila na odpoczynek. Spędzę ten czas z rodziną, a później pojedziemy do Warszawy na decydujące starcie.









