JSW Jastrzębski Węgiel pokonał w Wielką Sobotę PGE Projekt Warszawa w drugim spotkaniu ćwierćfinałowym. Jastrzębianie doprowadzili do wyrównania w meczach i wciąż liczą się w rywalizacji o półfinał PlusLigi. – Trzeba oddać, że jeśli chodzi o mecz na zagrywce, Jastrzębianie nie zagrali tak dobrego meczu jak ten w tym sezonie. Rywale utrzymali dobry serwis przez całe spotkanie – bardzo rzadko się mylili, bardzo dużo ryzykowali. Naprawdę strzelali w nas miłosiernie. My momentami też, ale myślę, że wyrządzaliśmy im krzywdę w mniejszym stopniu niż oni nam. Szkoda. Uważam też, że za dużo było błędów komunikacyjnych, piłek bezpańskich, czasami wpadających po taśmie, niedogranych za dobrze – powiedział Strefie Siatkówki Jan Firlej. Rozgrywający stołecznego klubu opowiedział nam również o rywalizacji w Lidze Mistrzów.
Siatkarskie widowisko
Karolina Wólczyńska (Strefa Siatkówki): Za nami mecz, w którym było wszystko. Jak podsumowałbyś to starcie z perspektywy boiska? Co czujesz po tym meczu? Duże rozczarowanie?
Jan Firlej: – Nie nazwałbym tego rozczarowaniem. Myślę, że raczej czuję dużą frustrację. Zgodzę się, że był to mecz na bardzo dobrym poziomie. Momentami naprawdę na bardzo wysokim. Trzeba oddać, że jeśli chodzi o mecz na zagrywce, Jastrzębianie nie zagrali tak dobrego meczu jak ten w tym sezonie. Rywale utrzymali dobry serwis przez całe spotkanie – bardzo rzadko się mylili, bardzo dużo ryzykowali. Naprawdę strzelali w nas miłosiernie. My momentami też, ale myślę, że wyrządzaliśmy im krzywdę w mniejszym stopniu niż oni nam. Szkoda. Uważam też, że za dużo było błędów komunikacyjnych, piłek bezpańskich, czasami wpadających po taśmie, niedogranych za dobrze. Podsumowując, takich prostych rzeczy. Oczywiście nie sądzę, żeby one zaważyły na wyniku, ale być może pomogłyby nam odskoczyć czy dogonić przeciwnika. Tak że jest duża frustracja. Teraz z tego czasu świątecznego, który byłby, jeśli byśmy wygrali, nic nie zostało, bo mecz już we wtorek. Będziemy trenować. Mam nadzieję, że zagramy dużo lepiej lub ewentualnie utrzymamy taki poziom jak w Jastrzębiu-Zdroju przy swojej publiczności w Warszawie na Towarze, który, mam nadzieję, mimo okresu świątecznego wypełni się kibicami i zwyciężymy w rywalizacji ćwierćfinałowej.
Dużo grania na wysokim poziomie
Jest to bardzo intensywny czas dla was. Najważniejsze starcia w PlusLidze przeplatane były z ćwierćfinałem Ligi Mistrzów. Łatwo jest utrzymać koncentrację?
– Na pewno nie jest łatwo grać mecze na dużych emocjach ciągiem, bo jest to zupełnie inne granie – czy w Lidze Mistrzów o Final Four, czy teraz ćwierćfinał PlusLigi niż ligowe spotkania rundy zasadniczej. Nie jest to proste, ale mamy bardzo wielu doświadczonych zawodników i musimy utrzymywać koncentrację tak naprawdę przez długość całego spotkania. Mam wrażenie, że też troszkę nam tego momentami brakło i zapraszaliśmy JSW Jastrzębski Węgiel do gry. Chciałbym jednak też oddać, że rywale naprawdę bardzo dobrze zagrywali i nie ułatwiali nam pracy.
Nowy rozdział dla klubu
Chciałabym wrócić jeszcze do historycznego pierwszego awansu PGE Projektu Warszawa do półfinału Ligi Mistrzów. Co to dla ciebie znaczy? Grasz już w tym klubie tyle lat…
– Na pewno wielka radość i duma, bo tak, jak wspomniałaś, jestem łącznie już siedem lat w Warszawie. Przechodziłem przez praktycznie wszystkie zmiany w tym klubie, od AZS Politechniki po Onico Warszawa. Chyba tylko za czasów Vervy Warszawa mnie nie było. Bardzo się cieszymy z awansu. Był to nasz cel od kilku sezonów. W zeszłym bardzo bolał nas ćwierćfinał z Halkbankiem Ankara, którego nie wykorzystaliśmy należycie. Szczególnie żal meczu w Turcji. Bardzo chcieliśmy się odkuć w tym roku, więc cieszę się bardzo, że jesteśmy w Final Four. To jest zapewne duża rzecz dla klubu i nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa w tym turnieju.
Właśnie chciałam zapytać o ten złoty set, czy ci się jeszcze śni?
– Czy mi się śni? Nie, ale myślę, że ci którzy grali w tym złotym secie wyciągnęli wnioski. Pamiętaliśmy, gdzieś mieliśmy bez tyłu głowy, jak to może wyglądać i chcieliśmy za wszelką cenę zamknąć to bez tego złotego seta.
Mecz przełomowy
Projekt Warszawa grał świetnie przez rundę zasadniczą, natomiast był moment słabszej dyspozycji. Odrodzenie nastąpiło w meczu z Itasem Trentino?
– Zdecydowanie tak. Ten mecz pokazał nam, jak wiele potrafimy zrobić na boisku jako drużyna, jak mamy wysoki poziom, czy zmienników, czy całej grupy tak naprawdę. Spotkanie to dało nam troszkę wiatru w żagle i wiary. Myślę, że faktycznie od tego spotkania we Włoszech, czy nawet już z Itasem u siebie, ta siatkówka wygląda dużo lepiej.
Kumpel po drugiej stronie siatki
– Tak (śmiech), z Kamilem byliśmy w ostatnim sezonie w pokoju. Już wymieniliśmy parę uszczypliwości na Instagramie, ale o tym naprawdę teraz nie myślimy, bo mamy ten ćwierćfinał zdecydowanie dużo ważniejszy dla nas meczem teraz.









