Strona główna » Libero uderza w stół. Po kontuzji już nie wrócił do Skry Bełchatów. Zwolniono go… przez internet

Libero uderza w stół. Po kontuzji już nie wrócił do Skry Bełchatów. Zwolniono go… przez internet

Sara Kalisz – TVP Sport

fot. PressFocus

Kacper Piechocki od kilku lat nie jest już obecny w świecie siatkówki jako czynny zawodnik. Jeszcze do niedawna jego nazwisko było jednak głośnym tematem do rozmów. Po raz pierwszy były libero Skry Bełchatów opowiedział o wszystkim, co spotkało go w ostatnich latach. W wywiadzie z Sarą Kalisz dla TVP Sport poruszył tematy rozwiązanego kontraktu z klubem oraz sytuacji, jaka spotkała jego ojca – byłego prezesa formacji z Bełchatowa.

Libero, który był od zawsze

PGE GiEK Skra Bełchatów ponad dekadę temu była jedną z drużyn w PlusLidze, której bali się inni rywale. Żółto-czarni rok po roku osiągali świetne wyniki i sięgali po kolejne trofea na rodzimym podwórku. Przy wielu sukcesach obecny był on – Kacper Piechocki. Libero w latach 2014-2023 reprezentował barwy klubu z województwa łódzkiego.

Dla niego gra w żółto-czarnych barwach była niezwykle istotna. Wielokrotnie spotykał się z obraźliwymi komentarzami w swoją stronę, ale jego obecność na boisku zawsze była podyktowana argumentami. – Jestem wychowankiem Skry Bełchatów, grałem w kadetach i juniorach, jeździłem na wszystkie młodzieżowe reprezentacje, byłem tam podstawowym libero i przywoziłem nagrody indywidualne. Można było mówić, że jestem talentem. Grałem w Bełchatowie i rok po roku się rozwijałem. Pojawiłem się nawet na moment w szerokiej kadrze seniorskiej, co też o czymś świadczyło – przyznał niedawno w rozmowie z Sarą Kalisz dla TVP Sport. Jednocześnie zgodził się z faktem, że jego postawa na boisku nie zawsze była satysfakcjonująca. – Kiedy jednak jako klub zaczęliśmy wyglądać gorzej, nie broniłem się na boisku. Trzeba sobie szczerze powiedzieć, że gdyby w Skrze Bełchatów był inny prezes, cierpliwość do mojej osoby prawdopodobnie skończyłaby się dużo szybciej. Nie tylko zresztą do mojej.

Przez wiele sezonów był obecny na boisku jako podstawowy libero. Zawodnikowi przytrafiły się jednak problemy zdrowotne, które były początkiem jego przerwy od siatkówki. W grudniu 2022 roku dopadła go kontuzja łokcia. Musiał przejść operację, później czekała go rehabilitacja.

Najpierw kontuzja, a później…

Siatkarz doskonale zdawał sobie sprawę ze swojej sytuacji zdrowotnej. W ówczesnym sezonie jego powrót stał się mało prawdopodobny, a klub ściągnął na zastępstwo Jędrzeja Gruszczyńskiego. Piechocki wówczas przygotowywał się do kolejnej edycji rozgrywek, bo wciąż miał ważny kontrakt w klubie. Do gry w Skrze Bełchatów jednak nigdy nie wrócił. Po kilku latach, postanowił zabrać głos. W rozmowie z Sarą Kalisz nie owijał w bawełnę.

Jeszcze przed zakończeniem sezonu 2022/2023, w Bełchatowie zmienił się trener. Były libero odniósł się do kontaktów, jakie miał z Andreą Gardinim. – Dwa razy wypiliśmy kawę. Poza tym byłem na każdym treningu zespołu, choć oczywiście trenowałem indywidualnie. Nie chcę jednak mówić o tym, co pan Gardini zeznał w sądzie, kiedy przyszło do rozwiązywania spraw z klubem. 

Potajemne rozwiązanie kontraktu

Siatkarz miał także pewne przeczucia co do swojej dalszej przyszłości. – Wiedziałem, co się dzieje. Nie byłem ślepy. Zdawałem sobie sprawę z tego, że jestem kolejną osobą, która nie będzie pasować do układanki, i że klub będzie chciał się mnie pozbyć (…) Pomijając aspekty sportowe chodziło o nazwisko. Odbyłem wtedy ze dwie rozmowy z pełniącym obowiązki prezesem Piotrem Bielarczykiem. Przyszedł on z jasnym, konkretnym zadaniem, o czym świadczy to, że po odwołaniu Konrada Piechockiego i pozbyciu się mnie kilka dni później sam zrezygnował ze swojej funkcji – wyznał w wywiadzie. Jak podkreślił, wyraził chęć wypełnienia kontraktu i jednocześnie zgodził się na wypracowanie porozumienia. Nie podpisał jednak rozwiązania umowy, a o zakończeniu współpracy z klubem dowiedział się z… internetu.

Sprawa dotycząca rozwiązania kontraktu z libero, trafiła ostatecznie do sądu. Jakie miała zakończenie? Kacper Piechocki skomentował to krótko: „Po wygranej batalii w sądzie moja historia ze Skrą na ten moment jest skończona”.

Kacper Piechocki w mocnych słowach

W wywiadzie dla TVP Sport, siatkarz poruszył również tematy dotyczące odwołania ze stanowiska prezesa swojego ojca, Konrada Piechockiego. Po wielu latach, na początku marca 2023 roku podjęto decyzję o odsunięciu go z tej funkcji, a jego następcą został Piotr Bielarczyk.

Były siatkarz Skry Bełchatów szczerze przyznał, że środowisko siatkarskie z najbliższego otoczenia jego ojca go zawiodło. – Grzegorz Stawinoga do dziś ma dużo do powiedzenia w klubie. W mojej opinii spora część podejmowanych decyzji to nie wybory Michała Bąkiewicza. Nie chciałbym jednak, żeby cała uwaga została skupiona na panu Stawinodze. Grono osób, które nie były szczere, jest większe. Być może lepszym ewenementem była postawa tego, który na Dzień Ojca kupował Konradowi Piechockiemu czekoladki, a na koniec za jego plecami walczył o bycie prezesem tego klubu – pana Tomasza Koprowskiego

Coś więcej, niż tylko klub

Siatkarz zaprzeczył kilku zarzutom, stawianym mu przed laty. Jasno podkreślł, że nigdy nie podpisał umowy z klubem na poczet prowadzonej przez siebie restauracji. Również kwestie wypłat, w momencie problemów finansowych klubu były tematem, do którego odniósł się Piechocki. – To jedna z największych bzdur, która dotarła również do mnie. Z ręką na sercu mogę temu zaprzeczyć, a – jeśli będzie trzeba – nawet pokazać wiadomości, które przekazywałem księgowemu. Mówiłem mu, że jeśli nie ma pieniędzy, to ja mogę być ostatni na liście płac, a młodsi koledzy, którzy mieli mniejsze kontrakty, powinni dostać wypłaty o czasie. Często miałem tak, że sezon poprzedni był mi spłacany w następnych rozgrywkach. Robiłem tak, bo Skra była dla mnie czymś więcej niż klubem.

Teraz Kacper Piechocki zajmuje się własnym biznesem – agencją menedżerską. Choć jak wyjawił, nawet przed sezonem 2025/2026 pojawiały się zapytania klubów o jego osobę, to postanowił pozostać w cieniu siatkówki. Działalność prowadzi wspólnie z innym byłym libero Skry Bełchatów – Robertem Milczarkiem.

Zobacz również:
PlusLiga: Rzutem na taśmę uratują się przed spadkiem? „To jest dla nas priorytet”

PlusLiga