Monika Lampkowska ma za sobą niezwykle intensywne miesiące. Mistrzyni Polski w barwach Developresu Rzeszów zmagała się z groźnym urazem, na własny koszt przeszła zabieg, a turecki gigant rozwiązał z nią umowę w kontrowersyjnych okolicznościach. Dziś przyjmująca błyszczy w lidze greckiej, a o kulisach ostatnich wydarzeń opowiedziała Sarze Kalisz z TVP Sport.
Zabieg był konieczny
Ostatni czas w karierze Moniki Lampkowskiej (z domu Fedusio) to prawdziwy rollercoaster. Siatkarka zdobywała mistrzostwo Polski z Developresem Rzeszów, grając z niezaleczonym urazem – była to wspólna decyzja zawodniczki i sztabu. Niestety, w meczu finałowym kontuzja się pogorszyła. Podczas jednej z akcji, po wylądowaniu z bloku, zawodniczka poczuła przeszywający ból.
— Wiedziałam, że muszę poddać się operacji i że nie pojadę na zgrupowanie reprezentacji. Rozegrałam ponad 90 procent spotkań w sezonie, co dowodzi, że nie przyszłam do klubu z urazem wykluczającym mnie z gry. Zaplanowałam więc ślub, wesele i wakacje — wspomina siatkarka. Jak zdradziła, za zabieg musiała zapłacić z własnej kieszeni, a jego koszt wyniósł 25 tysięcy złotych.
Nagłe zerwanie umowy
Lampkowska miała już podpisany kontrakt z Galatasaray Stambuł. Po wysłaniu kompletu badań sytuacja przybrała nieoczekiwany obrót. — Wszystko potoczyło się błyskawicznie. Wiedziałam, że klub zakontraktował Martynę Łukasik i jeszcze jedną zagraniczną przyjmującą. Coś mi tu nie grało i zaczęłam przeczuwać, jaka będzie decyzja — opowiada. Turecki klub ostatecznie postanowił rozwiązać z nią umowę.
Wtedy jednak los się uśmiechnął. Już wcześniej z Moniką kontaktował się Alessandro Chiappini, trener Panathinaikosu Ateny. Choć początkowo przyjmująca odmówiła mu ze względu na kontrakt w Turcji, po zmianie okoliczności role się odwróciły. Siatkarka trafiła do Aten, gdzie lekarze doskonale wiedzieli, jakiej rekonwalescencji potrzebuje.
Odbudowa w cieniu Akropolu
Panathinaikos okazał się idealnym miejscem do powrotu do formy. — W klubie bardzo mi pomogli i we mnie uwierzyli. Dano mi wszystkie narzędzia potrzebne do powrotu na boisko. Śmiałam się, że objęto mnie „pakietem emeryta”, bo spędzałam mnóstwo czasu na zabiegach, w których skuteczność początkowo nawet nie wierzyłam — wspomina w wywiadzie dla TVP Sport. Dziś deklaruje: — Jestem już zdrowa. Cieszy mnie docenienie ze strony kibiców i klubu. Może nie zawsze dominuję w rankingach punktowych, ale wierzę, że daję zespołowi bardzo dużo w innych elementach.
Co z kadrą i przyszłością?
Lampkowska przyznała, że selekcjoner Stefano Lavarini jeszcze się z nią nie kontaktował, ale ona sama nie ma na ten sezon wygórowanych oczekiwań. — Jeśli pojadę na zgrupowanie, będę bardzo szczęśliwa. Uwielbiam trenować z tą grupą. Stefano to najlepszy szkoleniowiec, z jakim pracowałam. Jego wiedza i to, jak dostrzega detale, jest niesamowite — chwali trenera.
Jednocześnie przyjmująca zdradziła, że w kolejnym sezonie nie planuje powrotu do TAURON Ligi. — Bardzo dobrze żyje mi się w Grecji i chciałabym tu zostać. Negocjujemy. Co do Turcji — po tamtej akcji nie wiem, czy chcę się ponownie otwierać na ten kierunek, patrząc na to, jak traktuje się tam zawodniczki — skwitowała Lampkowska. Na razie jednak ona i jej zespół walczą o europejskie trofeum, a także liczą na dobry wynik w lidze greckiej, w której Panathinaikos jest aktualnie liderem tabeli.









