Mistrzostwa świata w Adelajdzie dobiegły końca, a wraz z nimi zakończył się sezon siatkówki plażowej. Polakom i Polkom nie udało się zbyt długo pograć. W szeregach panów najlepszy okazał się duet – Ahman/Hellvig, idąc za ciosem po zeszłorocznych igrzyskach w Paryżu. W turnieju kobiet triumfowały będące u szczytu swoich karier Łotyszki – Tina/Anastasia.
Bez powtórki
Mistrzostwa świata w Adelajdzie dobiegły końca, a na podium doszło do sporego przetasowania. Polskie pary nie zdołały zawojować czempionatu. Młode, zbierające doświadczenie Natalia Okła oraz Urszula Łunio, pożegnały się z zawodami już na etapie fazy grupowej. Z grupy udało się zaś wyjść Bartoszowi Łosiakowi i znakomicie grającemu Michałowi Brylowi, który regularnie punktował w każdym elemencie.
Powtórki z historycznego brązu z 2023 roku więc nie było, a biało-czerwonych z gry wyrzuciła dwójka mistrzów olimpijskich. Jak się później okazało, Szwedom udało się także wygrać na australijskich piaskach, sięgając po tytuł czempionów globu. Mistrzostwa świata domknęły również sezon plażowy 2025. Na kolejne zmagania przyjdzie nam poczekać do nowego roku.
Talenty na lata
Podobnie jak przed rokiem w Paryżu, tak i tutaj, całe podium w turnieju mężczyzn zagarnęła Europa. W meczu o brąz było niespodziewanie dość jednostronnie. Para Francuzów – Rotar/Gauthier-Rat, pokonała dwójkę doskonale znanych Niemców – Ehlers/Wickler. Trójkolorowym spotkanie udało się domknąć w dwóch szybkich partiach – 2:0 (21:15, 21:15). Sam Nils Eflers niewiele mógł zdziałać. Szczególnie godna podkreślenia jest tutaj postawa Teo Rotara, który zdobył 17 punktów. 21-latek to bardzo duży talent, z którego Francja zapewne będzie miała pociechę przez lata.
Ciekawiej było w finale, gdzie na kibiców czekał szwedzko-szwedzki pojedynek. Naprzeciwko siebie stanęły pary Ahman/Hellvig oraz Holting/Andersson. Oba duety w czempionacie prezentowały się wyśmienicie, a murowanego faworyta nie dało się wskazać. Górą jednak raz jeszcze okazała się dwójka mistrzów olimpijskich z Paryża – Ahman/Hellvig. Pierwszy set dostarczył wielu wrażeń, drugi poniekąd był formalnością – 2:0 (25:23, 21:19). Tym samym nowym czempionom udało się poprawić rezultat sprzed 2 lat. Wówczas Szwedzi sięgnęli po srebro, złoto zaś przypadło Czechom – Perusić/Schweiner.
W tegorocznym finale nie było przestrzeni na wiele błędów. W dużej mierze mecz sprowadzał się do pojedynku Jonatana Hellviga z Jakobem Holtingiem Nilssonem. Obu siatkarzom udało się przekroczyć barierę 20 punktów.
Podwójna zmiana panowania
Zmian nie brakowało także na podium pań. Amerykanki nie zdołały ponownie sięgnąć po złoto, za to i tutaj dominacja Starego Kontynentu wzięła górę. W finale na kibiców czekały aż trzy sety. Wszystko to za sprawą pojedynku Łotyszek – Tina/Anastasia, i reprezentantek USA – Nuss/Braster. Siatkarki zza oceanu nie powtórzyły sukcesu pary Hughes/Cheng, która w 2023 roku zdobyła złoto. Nuss i Braster poprawiły jednak swój wcześniejszy rezultat, gdyż dwa lata wstecz sięgnęły po brąz. Rewelacyjnie zaprezentowały się natomiast siatkarki z Łotwy, nie bojąc się ryzyka i zwyciężając – 2:1 (21:15, 15:21, 15:11).
Choć forma obu par na przestrzeni meczu mocno falowała, to starcie i tak trzymało w napięciu. Lepiej w spotkaniu wyglądały Amerykanki, lecz to Łotyszki, pomimo 13 pomyłek, mogą cieszyć się z życiowego sukcesu. Nieco osamotniona była Taryn Braster. Rewelacyjnie zagrały zaś Anastasija Samoilova oraz Tina Graudina, zdobywając po ponad 20 'oczek’.
W meczu o brąz zaroiło się od Canarinhos, gdyż naprzeciwko siebie zameldowały się duety Thamela/Victoria, a także Carol/Rebeca. Minimalnie górą były te drugie, bardziej ograne Brazylijki, lecz w końcówce wiele mogło się wydarzyć. Nie zmienia to jednak faktu, że nominalnym gościoniom udało się wyłonić triumfatorki w dwóch partiach – 2:0 (21:18, 22:20). Jest to zatem 3 z rzędu czempionat globu, w którym reprezentantki Brazylii stają na podium mistrzostw świata.
Zobacz również:
Stare Jabłonki z historyczną imprezą! Pierwszy taki turniej w Polsce









