– Nie żałuję, że nie grałem w polskiej lidze. Miałem kilka ofert z Polski. Wybierałem natomiast po prostu to, co było najlepsze dla mnie i mojej rodziny – przyznał w materiale Damiana Gołąba w serwisie interia.pl przyjmujący Ziraatu Ankara, Matthew Anderson.
Zacięty finał Pucharu CEV
Asseco Resovia Rzeszów w pierwszym meczu finałowym Pucharu CEV przegrała u siebie po tie-breaku z Ziraatem Ankara. Straty będzie musiała odrabiać więc na wyjeździe, ale nie stoi na straconej pozycji. – Resovia nas nie zaskoczyła. Bardzo dobrze serwowała. Miała mocny blok i wywierała na nas presję. Bardzo podoba mi się jednak sposób, w jaki gra nasz zespół. Z Trevorem i innymi zawodnikami nieco zmieniliśmy swoją grę. Gramy bardziej jako drużyna – powiedział po spotkaniu w Rzeszowie przyjmujący gości Matthew Anderson.
Amerykanin stawia na ligę rosyjską
Od sezonu 2023/2024 jest on filarem Ziraatu Ankara, ale wcześniej grał w kilku rosyjskich i włoskich klubach, dzieląc szatnię Zenita Kazań i Sir Safety Perugia chociażby z Wilfredo Leonem. Ma więc porównanie w kontekście najsilniejszych lig na świecie, ale cały czas na pierwszym miejscu stawia rosyjską Superligę. – Nadal uważam, że liga rosyjska jest najsilniejsza, zwłaszcza w fizycznym tego słowa znaczeniu. Grają w niej wielcy zawodnicy i są mocne zespoły, które niezwykle trudno pokonać. Polska i włoska liga są teraz bardzo blisko. Przez lata włoska była najlepsza pod względem technicznym i taktycznym. Na uwagę zasługuje włoski system szkolenia, to jak wprowadzają zawodników do reprezentacji i rozwijają niesamowite talenty. To, co jest bardzo obiecujące w przypadku polskiej ligi, to fakt, że zmieniła się właśnie w tym kierunku – dodał skrzydłowy Ziraatu.
Choć docenia on PlusLigę, to nigdy w niej nie grał. Przyznał, że miał oferty z polskich klubów, ale nie były one na tyle dobre, by zdecydował się na transfer. – Nie żałuję, że nie grałem w polskiej lidze, bo ja nie żyje w ten sposób. Miałem kilka ofert z Polski. Wybierałem natomiast po prostu to, co było najlepsze dla mnie i mojej rodziny – przyznał Amerykanin.
Dotrwać do Los Angeles
Ma on już 38 lat, ale odważnie deklaruje, że jego celem jest występ na igrzyskach olimpijskich w Los Angeles i zdobycie na nich złotego medalu przed własną publicznością. – Muszę pamiętać, że robię się coraz starszy i brać to pod uwagę, kiedy zgłaszają się po mnie kluby z najsilniejszych lig. Moim celem jest występ na igrzyskach olimpijskich w 2028 roku, więc muszę być w formie, także dbać o zdrowie. To stoi za decyzjami, które podejmuje – zakończył Matthew Anderson.