Na zakończenie środowych zmagań polskich zespołów w Lidze Mistrzów Asseco Resovia Rzeszów zmierzyła się na wyjeździe ze Sportingiem CP Lizbona. Spotkanie lepiej rozpoczęli siatkarze gospodarzy, którzy zapisali na swoim koncie dwa pierwsze sety. Dopiero w trzeciej partii Asseco Resovia pokazała swoją przewagę. Ostatecznie jednak spotkanie zakończyło się dość niespodziewaną wygraną zespołu z Lizbony. Mimo przegranej Asseco Resovia Rzeszów gra dalej w Lidze Mistrzów.
Asseco Resovia oddała inicjatywę rywalom
Mecz w Lizbonie lepiej rozpoczęli gospodarze. Po bloku na Klemenie Cebulju prowadzili 5:3. Rzeszowianie szybko wyrównali wynik po asie serwisowym Jakuba Buckiego. Obie drużyny wiele akcji prowadziły przez środek siatki, co dawało pozytywne efekty. Po stronie Resovii punktował Cezary Sapiński (6:7). Siatkarze z Lizbony wzmocnili zagrywkę. Asy posyłał Kelton Tavares, co pozwoliło jego drużynie odskoczyć na 3 punkty (13:10). Gracze z Rzeszowa wyglądali trochę na ospałych. Nie prezentowali swojej pełnej dyspozycji. To dawało coraz większą przewagę gospodarzom spotkania. Po ataku z wykorzystaniem bloku przez Jana Galabova było już 17:14. Dobre uderzenia z krótkiej Mateusza Poręby pozwoliły zbliżyć się do rywali z Portugalii (20:19). Sporting w końcówce utrzymywał dwa punkty przewagi (23:21). Sergiej Grankin zapewnił swojej drużynie piłkę setową po kiwce w środek boiska. Seta zamknął uderzeniem po bloku Edson Valencia (25:22).
Sporting Lizbona bez kompleksów
Początek drugiej partii był wyrównany. Blok rzeszowian doprowadził do remisu po 3. Asseco Resovia świetnie czytała grę rywali. Zablokowali na skrzydle Jana Galabova (7:6). W ataku dobrze radził sobie Bucki. Żaden zespół nie był w stanie wypracować sobie większej przewagi. Po ataku z środka Jonasa Agueniera było 12:12. W grze zespołu z Lizbony było widać dużo swobody i luzu, co było olbrzymią zasługą doświadczonego rozgrywającego. Obie drużyny kończyły swoje akcje w pierwszym uderzeniu. Grankin wykorzystywał grę przez środek (17:17). Gospodarze znowu zagrali twardo na zagrywce. Po błędzie Buckiego w ataku, zawodnicy Sportingu odskoczyli na dwa punkty (20:18). Chwilę później atakujący Resovii został zablokowany na kontrze. Sytuacja gości wyglądała coraz gorzej (23:20). Pierwszą piłkę setową mieli gospodarze (24:21). Atomowym atakiem ze skrzydła ostatni punkt w tej odsłonie zdobył Lourenco Martins (25:22).
Rzeszowianie wykorzystali błędy gospodarzy
Kolejny set rozpoczął się od gry punkt za punkt. Trener Botti postawił w końcu na podstawowych siatkarzy. W szóstce pojawili się Artur Szalpuk i Karol Butryn. Marcin Janusz popsuł zagrywkę, po czym na tablicy wyników pojawił się remis po 4. Po błędzie dotknięcia siatki przez graczy Sportingu, Rzeszowianie odskoczyli na dwa punkty (7:5). W tamtym momencie przyjezdni zaczęli popełniać błąd za błędem, co pozwoliło wyjść na prowadzenie gospodarzom meczu – 12:9. Czas dla swojego zespołu wziął trener Asseco Resovii. Spróbował pobudzić drużynę do walki. Dało to pozytywne efekty. Asa posłał Janusz, piłkę skończył Szalpuk i to goście mieli jednopunktowe prowadzenie (14:13). Wtedy Sporting Lizbona zaczął się gubić, popełniał proste błędy. Rzeszowianie złapali swój rytm (18:14). Pracowali mądrze blokiem (20:16). Gospodarze zdobywali już tylko pojedyncze oczka (23:18). Ostatnią akcję skończył z 2. linii Artur Szalpuk (19:25).
Grankin poprowadził zespół do zwycięstwa
Czwarta partia ponownie na początku była wyrównana. Po ataku z krótkiej Agueniera było 4:4. Bardzo dobrze grę obu zespołów prowadzili rozgrywający – Janusz i Grankin. Rzeszowianie w podstawowym składzie prezentowali swoją poukładaną grę. Po ataku Szalpuka z wykorzystaniem bloku, Asseco Resovia odskoczyła na 3 punkty do przodu (9:6). Gospodarze nie zamierzali się poddać, dobry poziom cały czas utrzymywał Valencia. Atakujący pomógł doprowadzić do wyrównania (11:11). Przypomniał też o sobie Tavares, który posłał asa (13:11). Gospodarze utrzymywali prowadzenie, odzyskali też pewność siebie z pierwszych dwóch setów (16:13). Drużyna z Rzeszowa jeszcze próbowała walczyć o zwycięstwo. Po ataku Butryna, przyjezdni zbliżyli się do rywali na jeden punkt (18:17). Nie trwało to jednak długo. Yacine Louati nie trafił piłką w blok i podarował cenne oczko rywalom (21:18). Sporting pewnie zmierzał do wygranej. Galabov z 2. linii zapewnił swojej drużynie piłkę meczową. Pojedynek zakończył Marx Aru (25:20).
MVP: Kelton Tavares
Sporting CP Lizbona – Asseco Resovia Rzeszów 3:1
(25:22, 25:22, 19:25, 25:20)
Zobacz również:
Wyniki i tabela Ligi Mistrzów – grupa D









