Strona główna » Matthew Anderson jasno o lidze japońskiej. Na jedną kwestię mógł ponarzekać

Matthew Anderson jasno o lidze japońskiej. Na jedną kwestię mógł ponarzekać

mainichi.jp

fot. Klaudia Piwowarczyk

Matthew Anderson w przyszłym roku skończy 40 lat, ale wciąż jest głodny grania i przede wszystkim, sukcesów. Jedna z największych gwiazd światowej siatkówki w tym sezonie postanowiła spróbować czegoś nowego – po raz pierwszy zagrać w lidze japońskiej. Siatkarz w rozmowie z portalem „Mainichi” opowiedział o swoich doświadczeniach i zdradził plany na dalszą przyszłość.

Matthew Anderson rozpoczął profesjonalną karierę w 2006 roku. Już rok później zadebiutował w reprezentacji Stanów Zjednoczonych i… gra w niej po dziś dzień. Choć w poprzednim sezonie atakujący postanowił odpocząć od kadry, to ich drogi wcale nie rozeszły się na stałe. Siatkarz chce wrócić do rywalizacji międzynarodowej i być może, jeszcze raz zagrać na igrzyskach olimpijskich – tym razem na własnej ziemi, bo w 2028 roku odbędą się one w Los Angeles.

Nie pomógł na tyle, ile by chciał

Przez te dwie dekady grania, Amerykanin zgromadził mnóstwo cennych medali i trofeów. Ma na swoim koncie między innymi pięć tytułów mistrza Rosji, złoty medal ligi tureckiej czy wicemistrzostwo Włoch. Triumfował również w Klubowych Mistrzostwach Świata 2017 oraz czterokrotnie sięgał po złoto Ligi Mistrzów. W swojej karierze wywalczył niemal wszystko, grał też w wielu ligach świata. Nigdy jednak nie trafił do PlusLigi, bo zwyczajnie ten kierunek nigdy nie był dla niego priorytetem.

Po raz pierwszy jednak zdecydował się na wyjazd do Japonii. W tegorocznym sezonie ligowym broni barw Nippon Steel Sakai Blazers. Jego ekipa zajmuje dopiero siódme miejsce w tabeli. Choć atakujący jest kluczową postacią zespołu to niestety, nie był w stanie mu pomóc w takiej formie, jakiej by chciał. – Po Bożym Narodzeniu nabawiłem się kontuzji przez którą wypadłem na 8 tygodni, ale do teraz ciężko jest mi się w pełni odbudować – przyznał w rozmowie z portalem „Mainichi”.

Legenda wróci do Turcji

Atakujący rozegrał w sumie 29 spotkań, w których zdobył 540 punktów. Przyznał, że w liga japońska była dobrym wyborem dla niego. W kolejnym sezonie jednak nie będzie już w niej występował. – Podpisałem roczny kontrakt z tureckim klubem – zdradził. Mówi się, że Amerykanin wzmocni szeregi Fenerbahce Stambuł. Siatkarz niedawno oficjalnie pożegnał się z ekipą z Sakai.

Liga ciekawa, ale jej system – wymagający

Doświadczeni gracze często wybierają japońską V League i rzeczywiście, stają się prawdziwymi liderami tamtejszych drużyn, spełniając oczekiwania kibiców i władz. Tak jest chociażby z Bartoszem Kurkiem czy Dmitrijem Muserskim. Często jednak mówi się o tym, że system tamtejszych rozgrywek jest mocno wyczerpujący. Nie inaczej uważa Amerykanin. – Dla zawodników grających w reprezentacji, system grania dwóch meczów fazy zasadniczej w weekend, jest bardzo wymagający.

Zobacz również:
Niedźwiedzie Kurka dalej na granicy. Zmarnowana szansa Hubera i spółki


PlusLiga