Strona główna » PGE GiEK Skra Bełchatów nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Krzysztof Stelmach: Po to są marzenia

PGE GiEK Skra Bełchatów nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Krzysztof Stelmach: Po to są marzenia

inf. własna

fot. Klaudia Piwowarczyk

PGE GiEK Skra Bełchatów była rewelacją pierwszej części rundy zasadniczej. Potem choroby i urazy wybiły ją z rytmu, ale ostatnio wróciła na dobre tory i zajęła 6. miejsce w tabeli. O rundzie zasadniczej, odbudowie drużyny i marzeniach na fazę play-off Strefie Siatkówki opowiedział trener Bełchatowian, Krzysztof Stelmach. 

Dwie różne rundy

Olga Chmielowską (Strefa Siatkówki): Zajęliście 6. miejsce w fazie zasadniczej. Czy zdaniem trenera PGE GiEK Skrę Bełchatów stać było na coś więcej i jak oceni trener tę rundę zasadniczą?

Krzysztof Stelmach: – Uważam, że obie rundy zasadnicze były dla nas dobre. Były dobre momenty w pierwszej rundzie zasadniczej i złe momenty, gdzie przegraliśmy sześć meczów pod rząd. Chciałbym tutaj podkreślić jedną rzecz. Właśnie na tym polega wielkość drużyny, że jak wygrywasz to jest łatwo, a jak przegrywasz to oczywiście trzeba jak najszybciej dążyć do tego, żeby rozwiązać problem. Nie udało nam się dosyć szybko wrócić do naszej dobrej gry. Poniekąd to też były czynniki niezależne od nas. Mam na myśli jedną kontuzję na początku sezonu (Alan Souza – przyp.red.) i drugą chorobę Daniela Chitigoia. Przegraliśmy sześć meczów ligowych pod rząd, ale ostatecznie pokazaliśmy nasze atuty: nieodpuszczanie, dążenie i praca, żeby znów wrócić do gry.  

Z doświadczenia wiem, że ciężko jest grać cały sezon na wysokim poziomie i jestem przekonany, że każda drużyna miała „czkawkę”. To jest niemożliwe, żeby przez sześć, siedem, osiem miesięcy gry każdy był na topie. To byłby jakiś ewenement. Natomiast my poradziliśmy sobie z tymi przegranymi meczami i według mnie po tym jesteśmy mocniejsi. 

Nawet nasze ostatnie spotkania pokazują, że wróciliśmy na ścieżkę zwycięstw i patrzymy do przodu. Mamy swojego przeciwnika w play-off, będziemy grali z LUK-iem Lublin. Zajęliśmy 6. miejsce w fazie zasadniczej, ale my po prostu chcemy coś więcej. Sądzę, że jak nam zdrowie pozwoli, to będziemy mogli walczyć i myśleć o czymś, co może być dla nas dobrą rzeczą.

Właśnie nawiązał trener do tego powrotu. Czy trudno było wrócić do tej dyspozycji i czy to był proces, czy „kliknęło” coś?

Nie, to nie chodzi o to, że „kliknęło”. My robiliśmy dalej swoje. Ja wiem, że kibic będzie zawsze surowy, bo jak się wygrywa to trener jest najlepszy, zawodnicy są najlepsi. Natomiast to jest wielkość, że my mieliśmy cierpliwość. Sami sobie powtarzaliśmy, że są przegrane, ale potrzeba cierpliwości, popracujemy, wrócimy na właściwy tor i to zrobiliśmy. 

To jest duża zasługa całego zespołu, sztabu. Przeszliśmy ciężki okres i teraz jesteśmy gotowi do walki w fazie play-off.

Same suprlatywy

Czy jest jakiś element, moment, za który chciałby pan wyróżnić albo zganić swój zespół w tym sezonie?

Może dwa razy zdarzyło się, że przegraliśmy tak frajersko mecze. Pamiętam, że mógłbym być niezadowolony z meczu z Treflem Gdańsk w pierwszej rundzie i oczywiście wpadka nasza z ChKS-em Chełm. To są dwa mecze, których może nawet nie to, że nie mogliśmy ich przegrać, ale straciliśmy aż sześć punktów. Ja mogę mówić tylko w samych superlatywach o moich zawodnikach, drużynie. Robimy to, co do nas należy, jesteśmy agresywni, cierpliwi, mamy swój cel i dążymy do niego z meczu na mecz. To jest bardzo pozytywna rzecz. Jeszcze raz powtórzę – oby tylko było więcej trochę zdrowia, to będzie dobrze.

Czy obecny poziom drużyny to jest ten poziom, który może zagrozić obecnemu mistrzowi Polski?

– Chciałbym, żeby było tak jak pani powiedziała. Natomiast zdajemy sobie sprawę z kim będziemy grali – będziemy grali z mistrzem Polski, będziemy grali przeciwko Leonowi, będziemy grali z drużyną, która jest mocna. 

Ale po to są marzenia, po to gramy całe dwie rundy zasadnicze, żeby wyjść i pokazać na koniec to, co pokazywaliśmy w większości sezonu. Nie wiem czy to wystarczy, natomiast każdy jeden zawodnik ma swoje ambicje, każdy trener, cały sztab ma ambicje, żeby wygrywać. Czy nam się uda? Chciałbym żebyśmy grali naszą dobrą siatkówkę. Mamy wartościową drużynę, znamy swoją wartość, nie odpuszczamy, jesteśmy waleczni w każdym meczu. Musimy wyjść, pokazać to, co mamy najlepsze. 

Trzon Skry Bełchatów zostaje

Znamy już część drużyny, która zostaje na przyszły sezon PlusLigi. Czy to, że ten trzon został pozostawiony daje trenerowi jakiś spokój i stabilizację drużynie?

– Zdecydowanie. Jeżeli nie ma bardzo dużo ruchów transferowych i wymienia się tylko dwóch, trzech zawodników, to możemy mówić o stabilności. To jest budowanie z sezonu na sezon mocniejszej drużyny i my idziemy tą drogą. Jest lepsza niż wymiana sześciu, siedmiu czy ośmiu zawodników, wtedy wszystko trzeba budować od samego początku. Mamy dobre podwaliny i sądzę, że będziemy mocniejsi w kolejnych rozgrywkach. Oczywiście, zawsze są jakieś zmiany kosmetyczne. 

Chciałbym tylko, żebyśmy na początku przygotowań do kolejnego sezonu, nie mieli tych problemów, które mieliśmy w tym sezonie od samego początku do końca. Uważam, że w tak trudnym sezonie, dobrze się odnaleźliśmy. Czasem się śmialiśmy we własnym gronie, że „dobrze szyjemy”. Jak brakowało jednego zawodnika, to zaraz znajdywaliśmy alternatywę i tak cały czas pracowaliśmy. Zdarzały się sytuacje, że nie mogliśmy dobrze potrenować, bo na przykład brakowało dwóch środkowych. Ciężko jest tak pracować. Dzięki pracy, o której wcześniej wspominałem, wyszliśmy z tego obronną ręką. 

Taka ilośc urazów, to nowe doświadczenie dla mnie również. To nie były kontuzje tylko siatkarskie  – choroba, nieszczęśliwie się potoczyło z Alanem. Doświadczyliśmy bardzo dużo. Podsumowując – ten sezon jest ciężki, ale jeszcze raz powiem: nie skończyliśmy go. Nikt z nas nie myśli o tym, żeby pojechać na wakacje, tylko najpierw zrobić swoją dobrą pracę. 

PlusLiga