Hospel Płomień Sosnowiec zakończył pierwszą rundę fazy zasadniczej siódmym zwycięstwem. Płomyczki pokonały KS BAS Kombinat Budowlany Białystok po tie-breaku. – W meczu przeszliśmy z piekła do nieba – powiedział w rozmowie ze Strefą Siatkówki Krzysztof Zabielny, trener drużyny znad Brynicy.
Z PIEKŁA DO NIEBA
Hospel Płomień Sosnowiec wygrał we własnej hali z KS BAS-em Kombinatem Budowlanym Białystok 3:2 w 13. kolejce I ligi. Sosnowiczanki nie zaliczyły dobrego wejścia w mecz, ponieważ po dwóch pierwszych odsłonach ulegały 0:2. Wymazały jednak wcześniejsze zdarzenia z głów i do trzeciej odsłony przystąpiły z czystą kartą. Ta jak się później okazało – była początkiem powrotu.
– W meczu przeszliśmy z piekła do nieba. Przegraliśmy pierwsze dwa sety. Nie ukrywam, że trochę na własne życzenie, bo mieliśmy możliwość remisowania 1:1. Być może wtedy spotkanie wyglądałoby inaczej. Cały czas musieliśmy gonić i wracać do starcia. Chwała dziewczynom za niespuszczenie głów. Mozolnie, punkt po punkcie od trzeciego seta odwracaliśmy wynik i odbudowywaliśmy swoją grę. Ciągle powtarzaliśmy sobie, że to jeszcze nie koniec, że możemy odwrócić wynik i zagrać pięć setów. Tak się stało. Nie ukrywam, że jestem bardzo zadowolony z tego rezultatu, bo jest to nasz bezpośredni rywal w tabeli, z którym bijemy się o przynajmniej bezpieczne utrzymanie. Dwa punkty są dla nas bezcenne – oznajmił Strefie Siatkówki Krzysztof Zabielny, trener drużyny z Zagłębia Dąbrowskiego.
TO JEDNO USTAWIENIE
Stricte pierwotne fragmenty meczu należały do drużyny z Sosnowca, która w I secie wygrywała 7:5. Jednak wejście w pole serwisowe Klary Kempfi całkowicie pogrążyło Płomień, który stracił dziewięć punktów w jednym ustawieniu. Rezultat 10:17 po sam koniec ustawił losy inauguracyjnej odsłony.
– Cały czas analizowaliśmy sytuację na bieżąco. Nieustannie w pierwszym ustawieniu mieliśmy taki problem. W pierwszym secie straciliśmy dziewięć punktów w serii, a w drugiej odsłonie w tym samym ustawieniu sześć. Chcieliśmy jak najszybciej uciec z tego ustawienia. W trzeciej i czwartej części udawało się to po jednej-dwóch piłkach dla BAS-u. Duże znaczenie miało nietracenie punktów seriami. Mimo tych dwóch przestojów była to bitwa, wojna punkt za punkt. Myślę, że było to fajne widowisko dla kibiców – powiedział szkoleniowiec.
W CIEMNO
Dla formacji znad Brynicy konfrontacja z BAS-em stanowiła dwunaste spotkanie w bieżącym sezonie, a co za tym idzie – Płomień zakończył pierwszą połowę fazy zasadniczej. Sosnowiczanki triumfowały w sumie 7 razy. Zajmują 7. miejsce z dorobkiem 20 punktów, posiadając jeden przewagi nad ósmym SMS-em Szczyrk, a także mecz więcej do rozegrania od adeptek ze Szkoły Mistrzostwa Sportowego.
– Gdyby przed rozpoczęciem sezonu ktoś powiedział mi, że będziemy mieli bilans 7 wygranych i 5 porażek, wziąłbym to w ciemno. Jestem bardzo zadowolony z wyniku i 20 punktów, które mamy. Ten dorobek daje duży komfort. Nie mówię, że pewność czy bezpieczeństwo, ale na pewno spory komfort i bufor, żeby zrealizować swój cel. Uważam, że to dobra runda. Postawiliśmy się najmocniejszym. Wygraliśmy z drużynami z Imielina i z Piły, a także na wyjeździe w Szczyrku za trzy punkty. Patrząc na drużynę z Białegostoku, może tabela tego nie odzwierciedla, ale potencjał jest ogromny. BAS ma swoje problemy zdrowotne. My to wykorzystaliśmy. Myślę, że kiedy wrócą wszystkie zawodniczki, zespół z Białegostoku będzie grał bardzo skutecznie i wygrywał kolejne mecze. Życzę im tego, oczywiście poza meczem rewanżowym z nami (śmiech). To udana runda i jestem z niej zadowolony – zakończył Zabielny.
Zobacz również:
Wyniki i tabela I ligi kobiet