Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > siatkówka światowa > Giovanni Guidetti: W tej pracy nigdy nie jesteś spełniony (wywiad)

Giovanni Guidetti: W tej pracy nigdy nie jesteś spełniony (wywiad)

fot. PressFocus

– Jedziemy do Paryża i mamy nadzieję na zdobycie złotego medalu. Wiemy, że nie jesteśmy jedynymi, którzy mają taką samą nadzieję, ponieważ wiele innych drużyn udaje się do Paryża z tą samą ideą. Wiemy, że to bardzo trudny turniej, ale nasz cel jest dość jasny – mówił w rozmowie ze Strefą Siatkówki Giovanni Guidetti, trener reprezentacji Serbii. 

Krzysztof Sarna (Strefa Siatkówki): Niespodziewanie przegraliście w drugim meczu z reprezentacją Dominikany 2:3. Co z pana perspektywy wydarzyło się w tym spotkaniu? 

Giovanni Guidetti: To są mecze treningowe. Wyniki nie są dla nas ważne. Zasadniczo nie dokonywałem zmian, ponieważ chciałem dać czas na grę niektórym zawodniczkom. Nie obchodziło mnie, czy grały dobrze, czy źle. Ponadto w ostatnich trzech oficjalnych meczach przeciwko Dominikanie Serbia przegrała. Tak więc nie był to niespodziewany rezultat (śmiech). To typ drużyny, która jest niebezpieczna, jeśli nie zagramy na bardzo dużym skoncentrowaniu i skupieniu, a także wtedy, kiedy my sami nie zagramy bardzo dobrze. Wynik nie był w tym przypadku na tapecie. Nie jesteśmy tutaj, żeby wygrywać. Znajdujemy się w Polsce, żeby trenować i dokonać ostatecznego wyboru pierwszej drużyny. Wynik jest drugorzędną kwestią. 

Czy ma pan już w głowie pierwszą szóstkę na igrzyska olimpijskie? 

– Raczej tak. 

W meczu przeciwko Francji usłyszałem, jak pan mówił do swoich zawodniczek “brawo, brawo” po jednej z akcji w obronie. Tego typu sytuacje budują zespół?

– To zróżnicowane akcje, kiedy drużyna dużo broni, zachowuje dużo piłek w grze. Nasz zespół podchodzi do gry z dużym poświęceniem, odkręca, to zespół, który chce walczyć i nie chce spodziewać się przegranej. Zawsze zachęcam do wielu świetnych i zróżnicowanych akcji. 

Obrona jest waszą mocną stroną, zaletą?

– Myślę, że są drużyny, które bronią lepiej od nas. Są też drużyny, które bronią gorzej od nas. Jestem zdania, że jeśli chcemy zostać mistrzami olimpijskimi, nie powinniśmy mieć jednej zalety. Powinniśmy być całkiem dobrzy w każdym elemencie. 

Powiedział pan o chęci zostania mistrzem olimpijskim. Czy taki zatem jest wasz cel na turniej w Paryżu? 

– Jedziemy do Paryża i mamy nadzieję na zdobycie złotego medalu. Wiemy, że nie jesteśmy jedynymi, którzy mają taką samą nadzieję, ponieważ wiele innych drużyn udaje się do Paryża z tą samą ideą. Wiemy, że to bardzo trudny turniej, ale nasz cel jest dość jasny.

Ewentualne zdobycie medalu igrzysk olimpijskich, a zwłaszcza złotego sprawi, że będzie pan spełnionym trenerem?

– W tej pracy nigdy nie jesteś spełniony (śmiech). Jesteś tylko spełniony, kiedy kończy się ten dzień, w którym wygrywasz. Jeśli wygram – w porządku, ale będę spełniony tylko tego dnia. Następnego będę miał nowe wyzwanie i nowe słowa. Myślę, że pięknego sportu i piękno życia nigdy się nie kończą. Zawsze jest nowy początek we wszystkim. Jeśli zdobędziemy złoto igrzysk olimpijskich, na co naprawdę mam nadzieję, będzie to po prostu nowy początek. 

W Lidze Narodów graliście drugim składem, brakowało siedmiu podstawowych zawodniczek. Skąd taka decyzja?

– Jest wiele czynników. Myślę, że w Lidze Narodów chciałem dać więcej meczów zawodniczkom, które nie doświadczyły w trakcie sezonu spotkań na wysokim poziomie. Chciałem także dać trochę więcej czasu na odpoczynek siatkarkom, które miały niezwykle intensywny sezon. Nie są one młode, więc być może nie muszą grać tak wielu meczów. Nie jesteśmy młodym zespołem. Jestem zdania, że praca i regeneracja są czasami nawet lepsze niż rozgrywanie wielu batalii przed bardzo ważnym turniejem, jakim są igrzyska olimpijskie. 

Co powiedziałby pan o obecnej formie zespołu? Jak ocenia pan współpracę z siatkarkami? 

– Współpracuje nam się całkiem dobrze. Zrobiliśmy to, co chcieliśmy zrobić. Pracujemy tak, jak chcieliśmy pracować. Aktualnie jesteśmy w całkiem solidnej kondycji. 

Jak pan wspomina ostatnie igrzyska olimpijskie z Turcją? 

– Oczywiście, że pamiętam te igrzyska olimpijskie. Nie mogę ich zapomnieć, ponieważ rozegraliśmy niesamowity turniej. Wygraliśmy z Chinami, Rosją oraz przegraliśmy z Ameryką, grając bardzo dobrze. Zagraliśmy dobre igrzyska, ale ćwierćfinał był naprawdę zbyt trudny dla drużyny w tamtym momencie. Presja była bardzo, bardzo duża. Byliśmy bardzo młodą drużyną na naszych pierwszych igrzyskach olimpijskich. 

Myślę, że to, co wydarzyło się w tamtym meczu ćwierćfinałowym, sprawia, że ćwierćfinał jest najważniejszym meczem na igrzyskach olimpijskich. Jestem dumny z tego, co zrobiliśmy z reprezentacją Turcji. Jestem dumny z drużyny, która zakwalifikował się do igrzysk olimpijskich w Tokio. To również ogromna dumna ze sposobu, w jaki ten młody zespół grał na tej imprezie. 

Nadal mam wiele dobrych wspomnień, ale ze złym wspomnieniem ćwierćfinału. 

Jak się pan zapatruje na waszą grupę igrzysk olimpijskich?

– To bardzo trudna grupa. W porządku – może Francja nie jest czołową drużyną, ale zagra z nami z szacunkiem, więc na pewno Francuzki zrobią wszystko, co w ich mocy i wykonają bardzo dobrą robotę. Poza tym mamy zwycięzców dwóch ostatnich igrzysk olimpijskich – USA i Chiny. To zespoły, które wiedzą, jak grać na igrzyskach olimpijskich. Wiedzą, jak grać najlepiej, kiedy ich najlepsze umiejętności są potrzebne. Reprezentacje USA i Chin są dwiema czołowymi drużynami. To będzie bardzo trudna grupa. 

Myśli pan, że mecz z Francją może mieć podobny scenariusz jak ten z Memoriału Agaty Mróz-Olszewskiej?

– Mamy nadzieję. Musimy wygrać, jeśli chcemy awansować do ćwierćfinału. Potrzebujemy zwycięstwa i oczywiście będzie to trudniejsze niż w Polsce. Uważam, że nasza drużyna jest silniejsza od francuskiej. Nie musimy ich oceniać, ponieważ to zespół, który bardzo się rozwija. W dodatku gra przed własną publicznością doda jej dużo energii. 

Jak pan wspomina Małgorzatę Glinkę?

– Przede wszystkim jest świetną osobą. To znakomita zawodniczka. Dała VakifBankowi oraz Turcji pierwszy tytuł Ligi Mistrzyń. 

Pamiętam z wielką troską, kiedy ściągaliśmy ją do VakifBanku, ale tak naprawdę nie wiedziałem, czego od niej oczcekujemy, ponieważ był to pierwszy sezon po tym, jak urodziła dziecko. Jednak pomyślałem sobie – w porządku, znam ją, ponieważ wcześniej ją trenowałem, gdy była bardzo młoda i była ze mną w Vicenzie, zmieniając pozycję ze środkowej bloku na skrzydłową.  

Powiedziałem wówczas – ok, ufam jej, więc zobaczymy. Jeśli mówimy teraz o Małgorzacie Glince, Maggie (pseudonim – przyp. red.) to po piętnastu latach wszyscy się uśmiechają i posiadają wspaniałe wspomnienia z nią związane. Wciąż wzbudza miłość wszystkich ludzi w VakifBanku. 

Czytając biografię Małgorzaty Glinki, zdziwiło mnie, że zdecydował się pan na sięgnięcie po zawodniczkę tuż po urodzeniu dziecka. To rzadkość. 

– W tamtej chwili ufałem swoim uczuciom i wspomnieniom z Maggie. Ufałem, że Małgorzata ma niezwykłe ciało. Byłem całkiem pewien, że ona i jej ciało mogło wrócić do swojej najlepszej formy. To była szczęśliwa i udana decyzja.

W jednym ze swoich wywiadów powiedział pan, że ciągłe wygrywanie jest niczym uzależnienie. Jednak czy nie robi się to w pewnym momencie nudne? Jest pan trenerem jednej drużyny od szesnastu lat. 

– Nie, to wcale nie jest nudne (śmiech). To wcale nie jest nudne, ponieważ w VakifBanku, kiedy wygrywamy puchar, mówimy, że wtedy docieramy na szczyt. Jednak ze szczytu góry widzimy wiele innych, wyższych gór. Zawsze jest jedna góra do zdobycia, ale jest też jeszcze wyższa. Nie ma mowy, żeby wygrywanie stało się dla nas nudne. 

Wiele mówi się, że gra reprezentacji Polski jest bardziej zbalansowana, podczas gdy wasz zespół jest zbyt uzależniony od Tijany Bosković. 

– To jest siatkówka. Kiedy masz niezwykłą zawodniczkę, to ona oczywiście będzie atakować więcej piłek. To ta sama sytuacja jak reprezentacja Włoch z Paolą Egonu, reprezentacja Turcji z Melissą Vargas czy my z Tijaną Bosković. 

Również decyzja o dystrybucji piłek jest duża i ważna. Martyna Łukasik ma niesamowity sezon. Także zdobywa wiele punktów i bardzo pomaga drużynie. Inna siatkarka to numer 41, ale nie pamiętam imienia i nazwiska (Natali Mędrzyk – przyp. red.). Również gra dość dobrze. Reprezentacja Polski jest bardzo, ale to bardzo stabilnym zespołem. 

 Musimy też pomóc Tijanie, ponieważ z samą Tijaną niczego nie wygrywamy. Potrzebujemy znacznie więcej zawodniczek, które zdobędą punkty dla drużyny.

Zobacz również:
Serbki swojego celu nie kryją. Tijana Bosković jasno: Zawsze staramy się grać w finale [wywiad]

źródło: inf. własna

nadesłał:

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2024 Strefa Siatkówki All rights reserved