Fabian Drzyzga już drugi sezon broni barw Fenerbahce Medicana Stambuł. Doświadczony rozgrywający w rozmowie z serwisem siatkarskieligi.pl opowiedział m.in. o życiu w tureckiej metropolii, realiach Efeler Ligi, różnicach kulturowych oraz czy wróci jeszcze do PlusLigi.
Miasto kontrastów i tęsknota
Po roku spędzonym w Turcji Fabian Drzyzga znacznie lepiej odnajduje się w tamtejszej rzeczywistości. – Myślę, że teraz jest już łatwiej, bo po prostu wiem, co się z czym je i czego się mogę spodziewać – przyznaje. – Stambuł ma swoje uroki, ma też swoje minusy, ale do wszystkiego człowiek jest w stanie się przyzwyczaić – dodaje rozgrywający Fenerbahce.
Największym wyzwaniem pozostaje jednak dla niego życie z dala od najbliższych. – Jednym dużym minusem jest to, że jestem tu sam, bez rodziny – mówi wprost.
Trudna logistyka
Codzienność w jednym z największych miast świata to także problemy komunikacyjne. – Stanie w korkach w Stambule nie jest niczym miłym. Nigdzie nie jest, ale tutaj wyjątkowo, bo te są one dużo, dużo większe niż w innych miastach. Tracenie czasu na to trochę mnie irytuje, ale do takich rzeczy też się człowiek przyzwyczaja. Po prostu tak tu jest. Kiedy już mamy jakieś wyjazdy, wtedy klub zawsze stara się znaleźć takie godziny, żeby korki ominąć, a podróż była jak najpłynniejsza, chociaż nie zawsze tak się da – przyznaje Drzyzga.
36-latek mieszka po azjatyckiej stronie Stambułu i rzadko zapuszcza się do turystycznych miejsc. Zamiast zwiedzania woli restauracje i kawiarnie nad Bosforem. – Szczególnie wieczorami robi to bardzo duże wrażenie. Takie widoki cieszą moje oko. A czy zobaczę jedną atrakcję turystyczną, czy drugą, nie ma to dla mnie większego znaczenia. Raczej jestem domatorem, a nie turystą – podkreśla.
W Turcji jak w Grecji
Drzyzga przed transferem do Turcji występował również w Rosji i w Grecji. Pierwszym zagranicznym klubem w jego karierze był Olympiacos Pireus. Przyznaje, że dostrzega między tymi krajami wiele podobieństw. – Taka ogólna mentalność jest bardzo podobna, ale są małe różnice. Jednak te kraje są dość blisko siebie. Wydaje mi się, że i tam i tutaj żyje się bardzo podobnie – ocenia rozgrywający. – Na pewno w tych krajach żyje się po prostu wolniej. Oni się mniej spieszą i na wszystko mają czas – dodaje.
Efeler Ligi inna niż PlusLiga
Wyraźne są z kolei dla polskiego rozgrywającego różnice w organizacji pracy w porównaniu z PlusLigą. W Turcji wszystko odbywa się spokojniej, a punktualność bywa umowna. – Taka przykładowa różnica, to np. w klubie w Rzeszowie ja i większość chłopaków przychodziliśmy koło godziny, minimum pięćdziesiąt minut przed treningiem. Na miejscu zwykłe były jeszcze jakieś rozmowy, kawa, albo jeszcze w szatni przygotowanie się do treningu. Tutaj wszyscy przychodzą na dziesięć, czy dwadzieścia minut przed treningiem, a i to już jest bardzo, bardzo wcześnie. W Polsce jeżeli chodzi o wyjazdy, też wszystko jest raczej punktualnie. Tutaj zdarza się, że wyjedziemy pięć minut po czasie i nikt nie robi z tego żadnego problemu. Dla mnie to oczywiście też nie jest żaden problem, tylko byłem przyzwyczajony do nieco innych standardów. Tutaj po prostu pewne rzeczy akceptuję tak jak i wszyscy, bo przecież nie będę się wychylać i pouczać – tłumaczy.
Wysoki poziom, puste trybuny
Choć liga turecka rozwija się sportowo, Drzyzgę martwi frekwencja na meczach domowych. Hala Fenerbahce często świeci pustkami, co jak przyznaje siatkarz, utrudnia grę. – Strasznie szkoda, bo wiem jak fajnie to wygląda, kiedy są pełne trybuny, jak np. na meczach kobiet Fenerbahce. Niestety, u nas są pustki i trochę się śmiejemy, że jak nie przyjdzie rodzina, to mamy tylko 10 ochroniarzy. Super, że mamy grupkę kibiców, którzy zawsze przychodzą i są na każdym meczu, ale to nie jest taka sama kultura dopingowania męskiej drużyny jak damskiej. Na szczęście na wyjazdach jest inaczej. Mamy przeważnie pełne hale albo wypełnione przynajmniej w połowie. Niestety tego brakuje na meczach domowych i jest dla mnie takie zwyczajnie smutne. Czasami naprawdę ciężko też zmotywować się do grania w tych meczach – mówi.
„Nie ma już dużego marginesu na błędy”
W ubiegłym sezonie Fenerbahce Medicana Stambuł zakończyło zmagania z brązowym medalem ligi. W bieżących rozgrywkach na razie spisuje się kratkę i z bilansem 8 zwycięstw i 6 porażek póki co plasuje się na 5. miejscu w tabeli. – Przegraliśmy m.in. po tie-breaku z Galatasaray i GSK Stambuł. Te dwie porażki ciążą nam trochę. Forma też nie jest najlepsza, bo mieliśmy parę kontuzji i na pewno nie jest na tym poziomie, co powinna być. Dalej szukamy swojego ja. Na pewno drugą rundę musimy zagrać dużo lepiej, jeśli w ogóle chcemy myśleć o top 4. W Turcji jest trochę inny system i trzeba być w tej czwórce, żeby w ogóle mieć potem szansę grania o medale. Tak więc nie ma już teraz dużego marginesu na błędy – przyznaje Drzyzga.
Niepewna przyszłość
Wielu kibiców zastanawia się, gdzie zobaczymy Fabiana Drzyzgę w kolejnym sezonie. Sam zawodnik przyznaje, że na razie nie ma jeszcze sprecyzowanych planów. – Mam nadzieję, że mój menadżer o tym myśli – żartuje. – Na razie nie mam jeszcze pojęcia, gdzie zagram. Polska jak zawsze ma swoje tempo, ale „market” jest duży w tym roku. Myślę, że gdzieś tam znajdę robotę. A gdzie to będzie, to życie pokaże – dodaje.
PlusLigę śledzi. Czy do niej wróci?
Czy możliwy jest powrót Drzyzgi do PlusLigi? Sam siatkarz nie zamyka się na taką opcję, choć przyznaje, że sytuacja w lidze nie jest łatwa. – Z tego, co słyszę, to chyba w PlusLidze już nie ma za dużo miejsc. Myślę, że pewnie ciężko będzie wrócić do Polski. Różne sytuacje jednak w życiu widziałem i też wiem, że nie wszystkie kontrakty są podpisywane i też wszystkie można rozwiązywać. Jestem już trochę za doświadczony, żeby się takimi rzeczami stresować, zwłaszcza teraz, kiedy mamy styczeń. Wiadomo, że gwiazdy i ci najlepsi zawodnicy podpisują kontrakty w grudniu czy nawet listopadzie, a niektórzy podpisują kontrakty w maju. Spokojnie, jeszcze jest czas – podsumowuje.
Przyznaje też, że w wolnym czasie śledzi polskie rozgrywki. – Każdego meczu nie oglądam, bo nie dałbym rady. Tutaj mamy dwie godziny różnicy czasowej, więc chwilami nie jest to też takie łatwe, ale śledzę. Patrzę co się dzieje, bo PlusLiga jest ciekawa i pędzi. Oczywiście najbardziej obserwuję Asseco Resovię, z którą po prostu jestem najbardziej zżyty i też mam tam najwięcej kontaktów – kończy Fabian Drzyzga.








