Indykpol AZS Olsztyn to jedna z rewelacji pierwszej części sezonu zasadniczego PlusLigi. Olsztynianie zajmuję 3. miejsce w tabeli, a do tego zagrają w turnieju finałowym Pucharu Polski. W półfinale zagrają z mistrzem Polski – Bogdanką LUK Lublin. W rozmowie ze Strefą Siatkówki trener Daniel Pliński zdradził czy fakt, że sam zdobywał to trofeum jako zawodnik pomoże jego drużynie. – Może to doświadczenie zawodnicze się przydaje, ale też trzeba zaznaczyć, że ja jako trener mam najmniejsze doświadczenie z całego grona drużyn turnieju – powiedział szkoleniowiec.
- Indykpol AZS Olsztyn zawojował czołówkę PlusLigi w pierszej rundzie
- Olsztynianie nie są faworytami półfinałowego starcia z Bogdanką LUK Lublin, ale liczą na niespodzinkę
- Jak drużyna spędziła ostatnie dni przed turniejem finałowym?
- Początek półfinału AZS Olsztyn – LUK Lublin w sobotę, 10 stycznia o 14:45.
Pięć Pucharów Polski i małe doświadczenie
Pięć razy trener zdobywał Puchar Polski jako zawodnik. Czy to jakoś pomaga w przygotowaniu drużyny do takiego wydarzenia?
Daniel Pliński: – Może trochę to doświadczenie zawodnicze się przydaje, ale też trzeba zaznaczyć, że ja jako trener mam najmniejsze doświadczenie z całego grona drużyn turnieju finałowego Pucharu Polski. Dodatkowo z naszych graczy chyba tylko Janek Hadrava grał w finale Pucharu Polski. To są duże emocje dla nas wszystkich. Nikt przed sezonem się nie spodziewał, że my możemy zagrać w tak wielkim turnieju.

Czuć tutaj święto siatkówki, czuć jaki to jest wielki turniej. My pierwszą rundą zasadniczą zasłużyliśmy na to, żeby tu zagrać. Wywalczyliśmy sobie miejsce i dla nas to jest niesamowita historia.
Przyjechaliśmy tu po naukę, po doświadczenie, ale też po to, żeby się dobrze pokazać i walczyć o zwycięstwo w półfinale. Zdaję sobie sprawę z kim będziemy grać. Będziemy grać z wielkim zespołem, z mistrzem polski, z zespołem, który wygrał pierwszą część rundy zasadniczej. Żeby z nimi wygrać, musimy zagrać na bardzo dobrym poziomie, ale też wiem, że jesteśmy dobrze przygotowani do tego turnieju. Zawsze jednak podkreślam, że i tak wszystko zweryfikuje to nasze kochane pomarańczowe boisko.
Spokojniejsze przygotowania
Mieliście trochę więcej czasu na przygotowania niż LUK Lublin. Jak mijały te ostatnie dni po wtorkowym, pięciosetowym meczu z Barkomem Kazany Lwów?
– We wtorek mieliśmy długi mecz z Barkomem, w środę zawodnicy, którzy rozegrali całe spotkanie przyszli na trening, porozmawialiśmy trochę o meczu, rozgrzali się i poszli do fizjoterapeuty. Pozostali mieli zajęcia z piłkami. W czwartek mieliśmy godzinny trening w hali i 45 minut siłowni, a potem ruszyliśmy w podróż do Krakowa. Myślę, że jesteśmy wypoczęci i gotowi. Nie możemy się doczekać półfinału. Przed nami jeszcze dwie odprawy. Więc wszystko idzie w swoim tempie.
Głowa kluczowa
Na codzień gracie w wyremontowanej i efektownej hali Urania, ale TAURON Arena to jednak trochę inny obiekt. Zrobił wrażenie?
– Chyba na wszystkich. Można powiedzieć “wow”. Jako trener turnieje, które tutaj rozgrywano oglądałam w telewizji, podobnie jak 15 z 16 graczy naszej drużyny, którzy są z nami w Krakowie. Hala również będzie dla nas wielkim wyzwaniem. Sam jestem ciekawy, jak zespół się zachowa w takim meczu, bo to jest na pewno coś innego niż spotkanie rundy zasadniczej w PlusLidze. Ktoś powie, ale to jest siatkówka, ale ja powiem, że to jest przede wszystkim głowa. Umiejętności to jest jedna rzecz, a drugim najważniejszym elementem będzie głowa. To ona zadecyduje o tym, czy uda nam się. Na pewno podejmiemy walkę.










