Druga kolejka Ligi Mistrzów również obejdzie się dla rzeszowian bez wyjazdów. Tym razem Asseco Resovia Rzeszów podejmie u siebie SVG Lüneburg. Rywal trudny, ale dobrze już znany, bo ponad rok temu polski zespół walczył z nim w finale innych europejskich pucharów. Mecz odbędzie się 6 stycznia o godzinie 18:00.
Asseco Resovia Rzeszów na inaugurację Ligi Mistrzów nie musiała wyjeżdżać z kraju. Pierwszy mecz rozegrała bowiem w Sosnowcu, mierzyła się wówczas z Aluronem CMC Warta Zawiercie. Na konto podopiecznych Massimo Bottiego nie wpadły jednak żadne punkty – przegrali 1:3 (34:32, 22:25, 16:25, 20:25) i aktualnie zajmują ostatnią lokatę w swojej grupie. SVG Lüneburg z kolei rozprawił się u siebie z portugalskim Sporting CP Lizbona 3:1 (25:18, 25:19, 23:25, 25:23), stając się wiceliderem grupy D.
Asseco Resovia Rzeszów znów pójdzie po swoje?
Druga kolejka rozgrywek przyniesie bezpośrednie spotkanie tych dwóch ekip. Tym razem w roli gospodarza wystąpią rzeszowianie, a rewanż w Lüneburgu odbędzie się 27 stycznia. Rzeszowianie mają swoje wzloty i upadki w tym sezonie i ciężko stwierdzić, jaka dyspozycja wylosuje się tym razem. Pod koniec grudnia w ćwierćfinale Pucharu Polski pokonali zawiercian, a zaledwie trzy dni później przegrali w rozgrywkach ligowych z Treflem Gdańsk.
Rzeszowianie bardzo dobrze znają się z wicemistrzem Niemiec. Wspólnie rywalizowali przecież w Pucharze CEV 2024. Wtedy to polska ekipa odebrała SVG marzenia o triumfie, dwukrotnie pokonując ich w finale wynikiem 3:0. To były ostatnie porachunki między zespołami do tej pory.
Wszystko zaczyna się od przyjęcia
Mocną stroną obu zespołów jest przyjęcie. W szeregach wicemistrza Niemiec gra utalentowany libero, Sho Takahashi. Jego procent pozytywnego przyjęcia wynosi 51,7%, a różnica między perfekcyjnym, a pozytywnym przyjęciem wynosi 59,2% – to oznacza, że jego dyspozycja jest na bardzo dobrym poziomie. Siatkarz przewodzi w stawce, zarówno w przypadku jednej, jak i drugiej wynikowej. Polski zespół również ma się czym pochwalić. Trzech zakontraktowanych nominalnych libero, z czego jeden regularnie wchodzi, by pomóc w przyjęciu to komfortowa sytuacja. Klub musi jednak pilnować limitu obcokrajowców na boisku. Erik Shoji osiągnął 50% pozytywnego i 18% perfekcyjnego przyjęcia, zanotował już także ponad 60 obron. Paweł Zatorski w przyjęciu wypada identycznie, Michał Potera odrobinę słabiej (40% pozytywnego i 16% perfekcyjnego).
Kanadyjskie porachunki

fot. Grzegorz Wajda/SOPA Images via ZUMA Press Wire/ Aleksandra Suszek
Ciekawie może wyglądać rywalizacja na środku. Danny Demyanenko jest odkryciem tego sezonu w barwach rzeszowian. Regularnie atakuje w okolicach 70-80% skuteczności, a do tego zdobywa średnio 0,52 bloku na set. Godnym przeciwnikiem dla Kanadyjczyka będzie jego rodak, Jackson Howe. Jest trzecim liderem klasyfikacji pod względem efektywności w ataku – 63,2%. Największą gwiazdą SVG jest natomiast Christopher Byam. Atakujący z Kanady dźwiga ciężar odpowiedzialności nawet w tych najważniejszych spotkaniach, jakim było chociażby to wygrane z Berlin Recycling Volleys w Bundeslidze.
Jaki plan na zwycięstwo?
Resovia musi wyjść na boisko najmocniejszym możliwym składem, jeśli chce się liczyć w walce o awans. Druga przegrana z wyżej notowanym rywalem może im to znacząco utrudnić. Główną rolę przede wszystkim powinien odgrywać Artur Szalpuk, który przeżywa „drugą młodość”. Utrzymuje wysoki poziom w ataku, choć w przyjęciu będzie potrzebował wsparcia, bo to nie jest jego atut. Warto byłoby postawić także na Danny’ego Demyanenko na środku oraz Karola Butryna w ataku. Być może lepszą opcją na początek, byłoby wystawienie pary przyjmujących w postaci Yacine Louatiego i Pawła Zatorskiego – szansę u boku Francuza powinien też otrzymać Lukas Vasina, ale wówczas limity zmusiły by do absencji Demyanenko lub Shojiego.
Mecz drugiej kolejki Ligi Mistrzów pomiędzy Asseco Resovią Rzeszów, a SVG Lüneburg już niedługo. Spotkanie zaplanowano na wtorek, 6 stycznia o godzinie 18:00.
Zobacz również:
To tam siatkarze zagrają o złoto Ligi Mistrzów. CEV zdradził plany i to od razu na trzy lata!









