Od lat Bartosz Bednorz jest w czołówce polskich siatkarzy. Podczas powołań na najważniejsze imprezy często jednak jest pomijany. Jak doświadczony i utytułowany przyjmujący widzi swoją przyszłość w kadrze? – Oczywiście, że mam takie myśli, czy to jest odpowiedni moment. Czy to jest czas, żeby już odpuścić, bo ile można. Jesteśmy ludźmi, takie pytania do nas przychodzą. Ja absolutnie nie zamykam się na reprezentację – przyznał Bartosz Bednorz w rozmowie z Marcinem Lepą podczas Polsat Sport Talk.
Bartosz Bednorz ma na swoim koncie między innymi mistrzostwo Polski, Puchary Polski i Rosji czy złoto Ligi Mistrzów. Mimo udanych sezonów przyjmujący wielokrotnie był odrzucany przez trenerów reprezentacyjnych. Ostatnio nie został wybrany przez trenera Nikolę Grbicia na mistrzostwa świata. – Obecny trener kadry nie wziął mnie na jedną czy drugą imprezę. Mógłbym mieć do niego żal, mógłbym przechodzić obok niego i nie podawać ręki, ale tak nie jest. Jestem wdzięczy za to, że bez względu na to, czy jadę na imprezę czy nie, spędzam czas w okresie reprezentacyjnym i jest kapitalnym trenerem. Ma niesamowity warsztat – stwierdził podczas Polsat Sport Talk Bartosz Bednorz. – Też wiele mnie nauczył – dodał.
Reprezentacja? To skomplikowane
Choć Bednorza ominęło kilka kluczowych imprez reprezentacyjnych, ma na swoim koncie kilka sukcesów z kadrą. W 2023 roku sięgnął z nią po mistrzostwo Europy. Z powodzeniem występował w Lidze Narodów, gdzie kadra sięgała po medale każdego koloru.
Ogólnie, swoją karierę Bednorz uważa za książkową, jednak nieco inaczej jest z rozdziałem reprezentacyjnym. – Absolutnie nie powiedziałbym, że mam książkową karierę reprezentacyjną. Bardzo ciekawe jest to, że już wtedy, gdy trener Heynen prowadził reprezentację, to nie pojechałem na pierwsze mistrzostwa świata. Później były mistrzostwa Europy i tak te duże imprezy mnie omijały a ja mimo wszystko piąłem się w górę w klubach. To było niesamowite. Zawsze mówi mi to mój menager, moja rodzina, bliscy, że po takich decyzjach trenera reprezentacji wielu by się załamało, poddało a mnie to jeszcze bardziej napędzało. Pamiętam to jak dziś, jak nie powołał mnie trener na mistrzostwa świata po pierwszym sezonie w Modenie, który był naprawdę kapitalny. Bardzo mnie to zabolało, ale to już historia – przyznał siatkarz.
Znalazł sposób na odreagowanie
Mimo braku powołań na kluczowe imprezy, Bednorz zaliczył udane sezony w zagranicznych klubach. Po zdobyciu mistrzostwa z PGE Skrą Bełchatów przyjmujący przeniósł się do Modeny. Następnie dwa lata spędził w Zenicie Kazań. – Dzwoni po ciebie najlepszy klub na świecie a ty nie wygrywasz z reprezentacją najważniejszych imprez. Zadajmy sobie to pytanie – czy skoro nie zabierał cię trener na reprezentację a najlepsze kluby się o ciebie pytały, to zasłużenie cię nie zabierał? Ja zawsze obracałem to w motor napędowy, który pchał mnie do przodu. Mnie to nigdy nie zatrzyma – stwierdził.
Choć brak powołań nie odbił się na postawie Bednorza w sezonie klubowym, zawodnik przyznał, że przeżywał to, że mimo starań najważniejsze imprezy kadrowe go omijają. – Oczywiście z każdą kolejną decyzją, z wiekiem to boli jeszcze bardziej, ale nie można się nigdy poddawać. To są rzeczy, na które nie do końca masz wpływ. Możesz robić wszystko, grać kapitalny sezon a trener i tak może podjąć inną decyzję. Co możesz zrobić? Możesz wyjść i powiedzieć przed kamerami jaki jesteś zły? Nie. Nikomu to nie pomoże, wzbudzi niepotrzebne kontrowersje. Wtedy zostaję z tym sam. Oczywiście mój menager, bliscy, partnerka, wszyscy mi pomagają, natomiast to jest moment, w którym też chcę pobyć sam. Nigdy to nie jest łatwe, ale taki jest sport – powiedział.
„Czuję się niedoceniony”
Mimo kolejnych odrzuceń tuż przed imprezą docelową Bartosz Bednorz nie odpuszcza i wciąż wierzy, że będzie w stanie powalczyć o medal igrzysk olimpijskich. – Moja historia z reprezentacją jest ciężka. Czuję się niedoceniony. Niemniej jednak idę cały czas do przodu – przyznał. – Oczywiście, że mam takie myśli, czy to jest odpowiedni moment. Czy to jest czas, żeby już odpuścić, bo ile można. Jesteśmy ludźmi, takie pytania do nas przychodzą. Ja absolutnie nie zamykam się na reprezentację. Dopóki będę mógł, zawsze będę chciał grać dla kraju. Abstrahując już od tego, że jesteś do pewnego momentu i musisz wyjechać przed najważniejszą imprezą… Nie zawsze, bo byłem na kilku imprezach i zdobyłem medale, natomiast nie ma mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich. To jest moje marzenie – zakończyć karierę z medalem igrzysk olimpijskich, ale to jest jeszcze długa droga – zaznaczył
Zapytany przez Marcina Lepę o życzenia na 2026 rok siatkarz bez zastanowienia odpowiedział: „Zdrowia. Jak będzie zdrowie, to ja sobie o resztę zadbam. Myślę, że troszkę szczęścia by się przydało„. Dopytywany o to, które szczęście miał na myśli – to w wyborach czy wyborach innych względem niego przyjmujący roześmiał się i dodał: „Ja powiem tylko szczęścia, a resztę już każdy sobie dopowie„.









