Asseco Resovia Rzeszów w pierwszym meczu półfinału PlusLigi musiała uznać wyższość Aluronu CMC Warty Zawiercie. Rzeszowianie swoją szansę mieli zwłaszcza w trzeciej partii, ale pomimo prowadzenia 24:22 nie byli w stanie przedłużyć losów spotkania. – Mieliśmy przewagę i powinniśmy wygrać tę partię. Dwukrotnie dostaliśmy prawie freeballa, więc nie możemy się wściekać na sędziego, tylko musimy wziąć na siebie całą odpowiedzialność – powiedział o końcówce trzeciej partii środkowy ekipy z Rzeszowa, Mateusz Poręba.
Irytacja była
Asseco Resovia Rzeszów przez wiekszą część spotkania półfinałowego PlusLigi grała jak równy z równym. O końcowym wyniku decydowały detale: niewykorzystane kontry i nie zawsze dokładne piłki. – Na pewno nie zagraliśmy najlepiej, nie pokazaliśmy swojej najlepszej gry. Mimo wszystko dobrze graliśmy blok-obrona, dobrze to funkcjonowało. To, co mieliśmy założone, funkcjonowało – skomentował Mateusz Poręba. Środkowy zdradził również, co nie do końca wychodziło jego drużynie. – Na pewno nie kończyliśmy piłek i nie mogliśmy się momentami dobić do boiska, Moim zdaniem to był element, który nas zaczął trochę irytować i niekoniecznie zaczęliśmy dobrze grać – podsumował siatkarz. Rzeszowianie przegrali 0:3, choć mieli szanse na inny rezultat.
Trzeci set. Był błąd czy nie?
Jak się okazało, kluczowa dla losów trzeciej partii była piłka, którą skończył na siatce Jurij Gladyr. Sędziowie nie znaleźli tam błędu przełożenia, prawdopodobnie klasyfikując zagranie jako blok. – Wiadomo, że ja z naszej perspektywy powiem, że był błąd. To jednak nie jest najbardziej istotne. – Mieliśmy przewagę i powinniśmy wygrać tę partię. Dwukrotnie dostaliśmy prawie freeballa, więc nie możemy się wściekać na sędziego, tylko musimy wziąć na siebie całą odpowiedzialność. To już jest kolejny raz, kiedy przegrywamy w takiej sytuacji, że wygrywamy kilkoma punktami i nie jesteśmy w stanie zwycięsko skończyć seta – powiedział wprost Poręba.
Skazani na siebie
Asseco Resovia i Warta Zawiercie w tym sezonie spotkają się prawie na każdym możliwym polu walki. PlusLiga, Liga Mistrzów czy Puchar Polski. Nic więc dziwnego, że trudno znaleźć element zaskoczenia. – Jedynie co może rywala zaskoczyć, to jednostka może zagrać wybitnie fenomenalne spotkanie i tyle. Jesteśmy odrobinę poirytowani i w sumie trochę żałujemy, że trafiliśmy na Wartę Zawiercie, bo chcielibyśmy zagrać z innym rywalem – podsumował Mateusz Poręba.
W rywalizacji do dwóch zwycięstw Asseco Resovia w półfinale PlusLigi stoi już pod ścianą. Jeśli myśli o przedłużeniu szans na awans do finału, musi wygrać drugie spotkanie. To odbędzie się w sobotę o godzinie 15:00 na Podpromie.









