– Cztery punkty z przodu mieliśmy w końcówce tej partii. Pamiętam wynik 22.18 na tablicy. Przyjezdni zaatakowali w out, ale niestety dotknęliśmy siatki. Zrobiło się 22.19. W pole serwisowe wszedł Patryk Łaba i dał serię dobrych zagrywek. My po prostu stanęliśmy. Przestaliśmy kończyć, przyjmować. Wcześniej przyjmowaliśmy dużo cięższe zagrywki. Nagle nasza gra się posypała – analizował spotkanie w rozmowie ze Strefą Siatkówki Adam Lorenc.
- JSW Jastrzębski Węgiel uległ w sobotnie popołudnie Jurajskiej Armii w trzech setach. W drugiej partii Jastrzębianie prowadzili kilkoma punktami, ale stracili całą swoją przewagę w jednym ustawieniu i w konsekwencji przegrali ją do 22.
- Główną bolączką gospodarzy była zagrywka. Jastrzębianie oddali za darmo aż 17 „oczek” rywalom.
- Nie bez wpływu na dyspozycję dnia podopiecznych Andrzeja Kowala miał terminarz. Bowiem Jastrzębianie dwa dni wcześniej podejmowali fińską drużynę Akaa-Volley w Pucharze CEV.
„Po prostu stanęliśmy”
Karolina Wólczyńska (Strefa Siatkówki): Zawiercianie mieli pełnią kontrolę nad meczem, poza drugim setem, w którym mieliście przewagę czteropunktową. Nie udało się utrzymać prowadzenia do końca. Co się stało, że ulegliście rywalom i w tej partii?
Adam Lorenc: – Zgadza się, Zawiercianie dyktowali warunki w tym spotkaniu. W drugim secie mieliśmy przewagę dosyć sporą, bo bodajże pięciopunktową. Cztery punkty z przodu mieliśmy w końcówce tej partii. Pamiętam wynik 22.18 na tablicy. Przyjezdni zaatakowali w out, ale niestety dotknęliśmy siatki. Zrobiło się 22.19. W pole serwisowe wszedł Patryk Łaba i dał serię dobrych zagrywek. My po prostu stanęliśmy. Przestaliśmy kończyć, przyjmować. Wcześniej przyjmowaliśmy dużo cięższe zagrywki. Nagle nasza gra się posypała. Bardzo szkoda. Przegraliśmy tego seta. W meczu zrobiło się 0:2. Później rywale dokończyli dzieła.
Co było największym problemem?
– Myślę, że największym problemem była nasza zagrywka. Niestety nie funkcjonowała tak, jak należy. Potrafimy dużo lepiej zagrywać i zdobywać sporo bezpośrednich punktów. Tym razem popełnialiśmy dużo błędów. Wyrządzaliśmy mało szkód przeciwnikowi. Momentami nie radziliśmy sobie w ataku. Brakowało skuteczności.
Słabsza dyspozycja
W tym sezonie już pokonaliście Zawiercian. Co się stało, że tym razem wygrana nie była możliwe? Czemu tamten mecz wyglądał zupełnie inaczej?
– W Zawierciu wyrządzaliśmy rywalom dużą krzywdę swoją zagrywką. Niestety na naszym terenie nie zdołaliśmy tego powtórzyć. Podejmowaliśmy ryzyko, ale jakości w tym było mało. Zbyt dużo zagrywek oddaliśmy przeciwnikom. Ponadto mieliśmy spore przestoje w ataku. Nie wiem, czy wpływ na tę sytuację ma fakt, że graliśmy mecz w Pucharze CEV dwa dni wcześniej. Na pewno odczuliśmy skutki tego meczu, ale nie ma co się tym usprawiedliwiać. Byliśmy dobrze przygotowani do tego meczu. Niestety nasza dyspozycja była dużo słabsza niż Aluronu CMC Warty Zawiercie.
Beniaminek udowodnił swoją wartość
Wasz następny rywal to InPost ChKS Chełm, który również walczy o punkty. Chełmianie biją się o spokojne utrzymanie w PlusLidze. W piątek zespół Krzysztofa Andrzejewskiego sprawił niespodziankę i ograł PGE GiEK Skrę Bełchatów 3:1. Jakie macie nastawienie przed tym meczem? Jak ten mecz będzie wyglądać?
– Nastawienie mamy takie, żeby się zrehabilitować po meczu z Zawiercianami. Do Chełma pojedziemy z myślą o zwycięstwie. Wiemy, że ChKS Chełm gra ostatnio dobrą siatkówkę i robi niespodzianki jak w Bełchatowie. Spodziewamy się ciężkiego meczu, ale będziemy walczyć o pełną pulę. Chcemy wygrać i utrzymać się w czołowej ósemce PlusLigi.
Śledzisz zmagania tego zespołu? Beniaminek PlusLigi prezentuje się wyśmienicie. Na swoim koncie mają już dziewiętnaście punktów. Po ostatnim zwycięstwie na pewno czują się bezpieczniej w walce o utrzymacie.
– Ogólnie śledzę naszą ligę. Chętnie obserwuję, co się dzieje. Jak leci mecz w telewizji, czasem obejrzę. Widzę, że chłopaki dobrze grają. Więc trzeba się szykować na to, że Chełmianie postawią trudne warunki. Wierzymy w to, że mimo wszystko ich pokonamy i wrócimy z kompletem punktów do Jastrzębia-Zdroju.
Zobacz również:
Emocje dały o sobie znać. Jakub Popwiczak wrócił do Jastrzębia-Zdroju









