Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Złoto z perspektywy wychowanka

Złoto z perspektywy wychowanka

fot. Maja Kozłowska

Sezon reprezentacyjny rozpoczął się na dobre. Nasi kadrowicze wywalczyli w Tokio awans do igrzysk olimpijskich i rozegrali już jeden turniej Ligi Światowej w Kaliningradzie. Jednak nie wszystkich graczy wzywają obowiązki reprezentacyjne. Zdecydowana część zawodników z PlusLigi ładuje akumulatory po bardzo ciężkim sezonie. Wśród nich jest Korneliusz Banach, drugi libero ZAKSY, który wspomina swój największy sukces w karierze.

Myślę, że teraz już mogę powiedzieć, że to do mnie doszło. Mimo że minęły już prawie 2 miesiące od wywalczenia mistrzostwa Polski, to cały czas myślami wracam do meczów finałowych. Na pewno jest to dla mnie niesamowita sprawa i fajne uczucie być częścią najlepszej drużyny w Polsce – mówi 22-letni wychowanek klubu z Kędzierzyna-Koźla.



ZAKSA nie była typowana w gronie faworytów przed rozpoczęciem sezonu 2015/2016. Na pierwszych dwóch miejscach wymieniało się Resovię Rzeszów oraz Skrę Bełchatów. – Myślę, że to wyszło nam na dobre. Mogliśmy w spokoju trenować, przygotowywać się do kolejnych etapów sezonu bez zbędnej presji narzucanej z zewnątrz. Już przed sezonem, gdy klub skompletował skład, wiedziałem, że przychodzą naprawdę świetni zawodnicy, bo nie raz oglądałem spotkania z ich udziałem, a treningi tylko to potwierdziły. W dodatku stworzyliśmy świetną atmosferę i kolektyw w zespole, co również miało duży wpływ na osiągane wyniki. Staraliśmy się nie myśleć zbyt wcześnie o tym, czy mamy szanse zdobyć mistrzostwo, tylko ciężko pracowaliśmy na każdym treningu, tak by znaleźć się w wymarzonym finale – twierdzi Korneliusz Banach.

Włoski dyrygent

Orkiestra dyrygowana przez Ferdinando de Giorgiego rozkręcała się z koncertu na koncert. Piękna uwertura radomska, gdzie widowisko cudownym solo uratował Grzegorz Bociek, zrodziła drużynę. W efekcie kędzierzynianie w całym sezonie wygrali aż 28 spotkań i tylko 4 przegrali. – Przede wszystkim nasz trener nie pozwolił na żadne rozluźnienie. Nie było ważne, czy gramy z wiceliderem czy z ostatnią drużyną w tabeli, zawsze wymagał od nas pełnego zaangażowania i pełnej koncentracji. Nie pozwolił na to, byśmy lekceważyli przeciwnika i przeszli obok meczu. Każde spotkanie było dla nas jak święto i każde dawało nam wiele radości z gry. Gdy tylko wkradało się jakiekolwiek rozluźnienie, Fefe zawsze trzymał rękę na pulsie. Wymagał od nas bardzo wiele, ale dzięki temu z treningu na trening podnosiliśmy swoje umiejętności – ocenia Banach. Najboleśniejsze diminuendo formy (chociaż bardziej tej mentalnej niż fizycznej) ZAKSA zaliczyła jedynie w finale Pucharu Polski, gdzie w finale dopuściła do renesansu Skry Bełchatów. Paradoksalnie to właśnie po tym spotkaniu kędzierzynianie uwierzyli w swoją moc. – Po Pucharze Polski, gdzie naprawdę zagraliśmy dobry turniej i pechowo przegraliśmy, wiedzieliśmy, że możemy powalczyć o mistrzostwo. Mimo że już wcześniej w lidze graliśmy dobrze i byliśmy liderami, to dopiero wtedy zaczęliśmy mówić o tym głośno – przyznaje 22-latek.

Francusko-belgijskie porozumienie i Bociuś o stalowych nerwach

Genialnym ruchem transferowym okazało ściągnięcie dwóch filarów reprezentacji Francji Benjamina Toniuttiego oraz Kevina Tillie. Rok 2015 był dla team Yavbou bardzo udany. Francuzi wygrali Ligę Światową (2 razy!) i mistrzostwa Europy. Sebastian Świderski zakontraktował obydwu graczy w idealnym momencie, bo jeszcze przed rozpoczęciem sezonu reprezentacyjnego. Gdyby ZAKSA czekała z podpisaniem umowy dwa miesiące dłużej, nie byłoby ją już stać na Les Bleus. Toniutti wraz z Pawłem Zatorskim stali się kapitanami drużyny. – Każdy z nas wymagał od siebie samego i od drużyny bardzo wiele, bo wiedzieliśmy, że tylko to może przynieść pożądane przez nas efekty. Ben był jednym z naszych kapitanów, do tego ma już duże doświadczenie, więc wiedział, jak ma się zachowywać w poszczególnych sytuacjach, kiedy podnieść głos i zmotywować, a kiedy na spokojnie podejść do danej sytuacji – opowiada drugi libero ZAKSY.

Drużynę tworzyli z jednej strony sumienny i dokładny Toniutti, a z drugiej wyluzowani Deroo, Tillie czy Bociek. – Wiadomo, że są różne charaktery i każdy z zawodników jest inny. To prawda, że oni zupełnie inaczej podchodzili mentalnie do spotkań. Bociuś to w ogóle ma stalowe nerwy i zerową presję. Zawsze pozytywnie podchodzi do wszystkiego i potrafi wyładować atmosferę, doprowadzając wszystkich do śmiechu. Mimo iż charaktery były różne, to stworzyliśmy przede wszystkim kolektyw. Bardzo dobrze jest mieć w drużynie zawodników, którzy potrafią drużynę odpowiednio motywować, jak i tych, którzy potrafią wyładować atmosferę, kiedy jest na to odpowiedni moment – dodaje Korneliusz Banach.

Walec toczył się dalej

ZAKSA już na kilka kolejek przed końcem zapewniła sobie awans do finałów mistrzostw Polski. Jedyną niewiadomą pozostawał jedynie rywal Trójkolorowych. Do ostatniej kolejki o awans walczyły Skra oraz Resovia. Gdy sparaliżowani stawką meczu bełchatowianie przegrali seta z BBTS-em Bielsko Biała, stało się jasne, że w finale zagra ekipa z Podkarpacia. Kibice oraz eksperci zastanawiali się, czy ZAKSA, która od kilkunastu dni tylko trenowała i nie grała meczów o stawkę, będzie w odpowiednim rytmie meczowym. Otóż była. I to w takim, że nie dała rzeszowianom ugrać nawet seta w trzech pojedynkach. – Resovia miała gorszy sezon, zaliczyła wiele porażek i wydawało się że Skra jest w lepszej dyspozycji, ale przede wszystkim w finale wygraliśmy tak pewnie, bo to my postawiliśmy swoje warunki na boisku i prowadziliśmy grę, nie pozwalając na zbyt wiele Resovii. Ciężko zapracowaliśmy na to, chociaż wyniki spotkań pokazywały co innego – ocenia libero ZAKSY.

Jeśli się uczyć to tylko od najlepszych

Dla wychowanka ZAKSY, który wcześniej występował w Młodej Lidze, był to pierwszy pełny sezon w seniorskiej drużynie. Korneliusz Banach miał czerpać doświadczenie od Pawła Zatorskiego. W sumie wystąpił w 6 setach w PlusLidze, ale za to był ostoją Młodej ZAKSY, gdzie to on występował w roli nauczyciela dla młodszego kolegi na pozycji libero. – To był mój debiutancki sezon w PlusLidze, więc nabierałem obycia z całą tą otoczką, jaka towarzyszy meczom. Puchar Polski również był fajnym przeżyciem, chociaż na koniec wyjeżdżaliśmy w nie najlepszych humorach. W Młodej Lidze pozostał spory niedosyt, bo skończyliśmy na 4. miejscu. Wiele się nauczyłem przez ten sezon zarówno siatkarsko, jak i życiowo. Nabrałem wiele doświadczenia, mimo że niewiele czasu spędziłem na boisku. Ale treningi pod wodzą takiego sztabu i z takimi zawodnikami dają naprawdę bardzo dużo i cieszę się, że mogłem być częścią tak wspaniałej drużyny – kończy libero ZAKSY, który ma jeszcze ważny dwuletni kontrakt z klubem.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-06-21

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved