Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Analizy > Zakładnicy i ofiary własnego sukcesu

Zakładnicy i ofiary własnego sukcesu

fot. Arkadiusz Buczyński

Raul Lozano, Daniel Castellani, Andrea Anastasi, Stephane Antiga – co łączy tych ludzi? Tak, oczywiście wszyscy prowadzili reprezentację Polski siatkarzy i wszyscy czterej na początku swojej pracy odnieśli z nią sukces. Potem jednak stali się zakładnikami i ofiarami tego sukcesu.

Raul Lozano wygrał konkurs na stanowisko selekcjonera reprezentacji Polski w styczniu 2005 roku. W pierwszym roku swojej pracy zajął 4. miejsce w Lidze Światowej i 5. miejsce w mistrzostwach Europy. Ale już rok później, gdy miał do swojej dyspozycji pełny okres przygotowawczy, zdobył z biało-czerwonymi wicemistrzostwo świata w Japonii, pokonując w półfinale Bułgarię i przegrywając ostatecznie mecz o złoto z Brazylią. Został okrzyknięty „cudotwórcą” i „zbawcą polskiej siatkówki”, która znów wracała na podium dużej światowej imprezy. Zachwyty nad argentyńskim szkoleniowcem trwały aż do następnego sezonu. W nim ponownie 4. miejsce w Lidze Światowej, a w 2008 roku już 5. oraz brak medalu w igrzyskach olimpijskich w Pekinie spowodowały, że w 2008 roku kontrakt z Raulem Lozano rozwiązano.

Jego następcą w styczniu 2009 roku został inny Argentyńczyk, Daniel Castellani. Ten również miał „wejście smoka”, i chociaż występ w Lidze Światowej nie zachwycił (9. miejsce), to niedługo później sięgnął z Polakami w Turcji po tytuł mistrza Europy. Znów zachwytom nie było końca, a siatkarze deklarowali, że za tym selekcjonerem pójdą w ogień. Do kolejnego sezonu. W 2010 roku Polacy w Lidze Światowej uplasowali się dopiero na 10. miejscu, a we Włoszech w mistrzostwach świata zanotowali kompletną klapę, zajmując 13. lokatę. Daniel Castellani pożegnał się więc z reprezentacją.



W lutym 2011 roku zastąpił go Andrea Anastasi. Włoch w pierwszym roku swojej pracy… zdobył z reprezentacją Polski trzy medale na ważnych imprezach. Brąz Ligi Światowej, potem najniższy stopień podium w mistrzostwach Europy, w końcu srebrny medal w Pucharze Świata. Wszyscy uwierzyli, że to właśnie ten trener wprowadzi biało-czerwonych na szczyt światowej siatkówki, na którym pozostaną przez lata. Świadczyć o tym miał złoty medal Ligi Światowej zdobyty w kolejnym roku, w igrzyskach olimpijskich Polacy przegrali jednak w ćwierćfinale z Rosją. Jeszcze gorzej było w kolejnym sezonie. Podopieczni trenera Anastasiego zajęli dopiero 12. miejsce w Lidze Światowej, a w mistrzostwach Europy nie dotarli nawet do ćwierćfinału – przegrali w barażu z Bułgarią. W październiku Andrea Anastasi już żegnał się ze swoim stanowiskiem.

Ogromne kontrowersje towarzyszyły wyborowi na stanowisko selekcjonera polskiej kadry Stephane’a Antigi. Podniosły się głosy, że Francuz nie ma doświadczenia trenerskiego, jest zbyt młody, a poza tym to bardziej kolega naszych reprezentantów niż szkoleniowiec. Antiga zamknął usta wszystkim sceptykom podczas mistrzostw świata, przez które Polacy przeszli jak burza, stając po raz drugi w historii na najwyższym stopniu podium. Kolejnego trenera okrzyknięto geniuszem. W kolejnym roku jednak w turnieju finałowym Ligi Światowej jego podopieczni nie stanęli na podium. Zaczęto przebąkiwać o kryzysie, jednak głosy mówiące, że najważniejszy w tym sezonie jest awans do igrzysk olimpijskich przeważyły. Tego jednak nie udało się wywalczyć w Japonii – w Pucharze Świata. Polacy ponosząc jedną porażkę, zajęli trzecie miejsce, co mimo zdobycia medalu w kraju przyjęto jako porażkę. Niewątpliwie klęską jest brak awansu do czołowej czwórki mistrzostw Europy i chociaż reprezentacja Stephane’a Antigi jeszcze ma dwie szanse na olimpijski awans, już podnoszą się głosy pytające, czy aby to odpowiednia osoba na tym stanowisku.

Stephane Antiga to kolejny trener reprezentacji Polski, po Raulu Lozano, Danielu Castellanim i Andrei Anastasim, którego zaczyna dopadać klątwa początkowego sukcesu. Każdy z tych czterech szkoleniowców dał polskim kibicom wiele radości, ale potem jego drużyna obniżyła loty. Trzech pierwszych przypłaciło to utratą posady. Jak będzie ze Stephanem Antigą? Czy on i PZPS przezwyciężą głosy krytyki i Francuz poprowadzi biało-czerwonych do walki o bilet do Rio de Janeiro? Jeśli go wywalczy, znów będzie bohaterem – przynajmniej do turnieju olimpijskiego. Jeśli mu się to nie uda, zapewne spadnie z panteonu – jak jego poprzednicy, a kolejny selekcjoner znów na początku swojej pracy być może błyśnie sukcesem, by potem spaść z wysokiego konia.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Analizy, Publicystyka, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-10-15

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved