Strefa Siatkówki – Mocny Serwis

XII Plebiscyt Strefy Siatkówki – Największe rozczarowanie 2019 roku

Po dwóch latach przerwy wraca Plebiscyt Strefy Siatkówki. W tym roku wybieramy „naj” w ośmiu kategoriach, a najlepszych i najlepsze wybieracie wy – czytelnicy, kibice, trenerzy, działacze, zawodnicy i zawodniczki. Poniżej przedstawiamy wam nominacje w kolejnej kategorii – na największe rozczarowanie w Polsce w 2019 roku. Jest to nasza ostatnia kategoria. Głosować będzie można od 31 grudnia do 10 stycznia włącznie, potem opublikujemy wyniki. Poniżej przedstawiamy kandydatury, które powalczą o miano największego rozczarowania w Polsce w 2019 roku.

 



Największe rozczarowanie 2019 roku

Zamieszanie wokół siatkarzy z Warszawy – po bardzo dobrym wyniku w poprzednim sezonie ówczesne ONICO Warszawa budowało zespół dającym im możliwość walki o najwyższe cele. Szybko okazało się, że wszystkie plany mogą iść wniwecz, gdyż sponsor przeżył potężne perturbacje finansowe, przez które przestał sponsorować klub, który zaczął tym samym rozpaczliwą walkę. Jeszcze przed sezonem z drużyny odeszli Piotr Łukasik i Bram van den Dries. Możliwe, iż warszawianom nie udałoby się utrzymać drużyny, gdyby nie wydatna pomoc włodarzy ligi. Różne informacje, sponsor bliżej, dalej. Ostatecznie się udało – klub przejęła państwowa spółka. Mimo opanowania tragicznej sytuacji niesmak pozostał. Nieprzychylni otrzymali także pożywkę w postaci nazwy klubu, która… dość odbiega od tradycyjnych standardów.

Asseco Resovia Rzeszów – na początku roku „Pasy” bezskutecznie próbowały wywalczyć awans do czołowej szóstki PlusLigi, ostatecznie zajmując w lidze siódmą lokatę. Po fatalnym jak na taki klub wyniku włodarze klubu zdecydowali się na serie zmian, mające przywrócić zespół do walki o medale. W teorii pomysł wydawał się dobry, gdyż całkowicie przebudowano zespół, ściągając kilku ciekawych graczy. Dyrygowanie nową ekipą powierzono z kolei Piotrowi Gruszce, dotychczasowo nieźle radzącemu sobie w GKS-ie Katowice. Początek obecnej kampanii był jednak koszmarny, gdyż w pewnym momencie Resovia musiała martwic się walką o utrzymanie. Obecnie sytuacja klubu wygląda trochę lepiej. Trzeba jednak przyznać, że pewnie kibice, włodarze oraz sami zawodnicy liczyli na zdecydowanie więcej.

Komisja Licencyjna PZPS – krótki tekst o tym, jak PLS nie uczy się na błędach. W PlusLidze na początku roku poważne kłopoty miał przede wszystkim Chemik Bydgoszcz oraz MKS Będzin. Oba kluby jakoś poradziły sobie z trudnościami, choć nieoficjalne informacje mówią, że szczególnie w drugim klubie wciąż nie jest kolorowo. Chemik z kolei zmienił właścicieli, którzy opanowują sytuację finansową, ale… sportowo drużyna zajmuje ostatnie miejsce. Przede wszystkim swego rodzaju patologia pojawiła się jednak przy klubie z Warszawy. Ten przez włodarzy ligi był bowiem tak chroniony, iż… otrzymał licencję na grę w lidze kilka dni przed pierwszym meczem. Sprawa Stoczni nikogo chyba jednak nie nauczyła. Co do LSK to w tym sezonie sytuacja wygląda nieco lepiej, choć wciąż należy mieć baczenie, czy nagle jedna z ekip nie ogłosi wielkich kłopotów finansowych.

Upadek AZS-u Częstochowa – legenda upadała już dawno. Spadek z najwyższej klasy rozgrywkowej był tego kolejnym etapem. Pierwszy sezon „na zapleczu” był jeszcze dobry, ale potem rozpoczęła się równia pochyła. W 2019 AZS zajął 12. miejsce w lidze. Jak się okazało, szansy na poprawę drużyna już nie otrzymała. Temat się rozrastał w bardzo negatywny sposób. Szczególne emocje wywierał fakt, że przez zaległości finansowe wobec byłych zawodników i sztabu zajęte zostały klubowe puchary a o klubie było głośno głównie przez zapowiadane licytacje komornicze. AZS Częstochowa to przykład na to, że fatalne prowadzenie może doprowadzić do upadku jednego z najważniejszych ośrodków polskiej siatkówki.

Kryzys w reprezentacji siatkarek – jedno słowo, sześć liter – żenada. Na tak mocne określenie składa się kilka czynników. Pierwszy z nich to fakt, że sprawa uzyskała rozgłos długo po mistrzostwach Europy, choć to od razu po nich znajduje się jej początek, i tuż przed walką o Igrzyska Olimpijskie. Ważnym elementem jest liczba argumentów wystosowanych przez siatkarki z aferą seksualną w tle. Co gorsza, sam temat poniósł prezes Jacek Kasprzyk ze swoim (nie)słynnym „ja za materac nie robiłem”. Mnóstwo wywiadów, przerzucanie odpowiedzialności na drugą stronę, odchodzenie od clou itd. A może wystarczyło jedynie usiąść w zamkniętym pomieszczeniu, porozmawiać i podjąć stosowne kroki? Na razie (podobno) temat jest zażegnany. Pytanie tylko na jak długo.

Coraz częstsze pomyłki sędziów – już kilka lat temu zastanawialiśmy się, jak bardzo system challenge pozytywnie wpłynie na sędziowanie. Nikt jednak nie spodziewał się, że nowinka okaże się tak niezbędna. Obecny sezon PlusLigi i LSK pokazuje jednak, że powtórki wideo są niezbędne. Problem w tym, że trenerzy sprawdzają coraz bardziej absurdalne sytuacje. Ponadto coraz więcej kontrowersji budzą błędy w odbiciach, lecz tu kwestie sporne będą chyba codziennością.

Problemy z halą w Warszawie – odcinając się od kwestii związanych z finansami, klub z Warszawy nie ma też lekko pod względem obiektu. Torwar to główna hala w Warszawie, co sprawia, że odbywa się tam duża liczba imprez różnej maści. I tu pojawia się problem. Co bowiem z siatkarzami? Drużyna o dużych zamiarach, grająca obecnie w Lidze Mistrzów niejednokrotnie musi trenować, a nawet grać mecze w dużo mniejszym obiekcie. Niedobór odpowiednich sal odbija się również na siatkarkach Wisły, które przez brak miejsca do rozegrania spotkania w jednym z ligowych pojedynków w roli gospodyń wystąpią w… Rzeszowie.  W innym wypadku musiałyby zagrać w niewielkiej szkolnej hali lub kilkadziesiąt kilometrów od Warszawy.

Zbyt mało transmisji TV z meczów LSK – niedawno dyrektor Polsatu Sport, Marian Kmita, chwalił w programie „7 Strefa”, iż liczba siatkarskich transmisji wciąż rośne. Niebawem meczów Ligi Siatkówki Kobiet ma być 3 na kolejkę. To zawsze coś, ale nie da się ukryć, że mając tyle kanałów, telewizja mogłaby pokusić się o położenie większego nacisku na LSK. Kluby kobiece regularnie borykają się z różnymi problemami finansowymi. Nie pomaga zatem fakt, iż najpewniej mecz szczególnie słabszych ekip nie pojawi się w telewizji. Pomijając pieniądze za same prawa, to jak przekonać do siebie sponsorów, skoro ich nazwa wyświetli się w telewizji może z dwa razy w ciągu sezonu? Działa to na szkodę wszystkich i choć uczciwie trzeba przyznać, że to nie tylko wina Polsatu, to jednak jego działania względem żeńskiej siatkówki mogłyby być nieco bardziej zakrojone.

źródło: inf. własna

nadesłał: ,

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved