Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > rozgrywki młodzieżowe > Wojciech Pudo: Tutaj najważniejsza jest zabawa

Wojciech Pudo: Tutaj najważniejsza jest zabawa

fot. Joanna Skólimowska

– Same rozgrywki bardzo mi się podobają. Tylko niektórzy ludzie mają trochę złe wyobrażenie na ten temat, bo wydaje im się, że wszystko powinno być na tip-top. A zorganizowanie imprezy na 1500 osób nie jest lekką sprawą, bo tutaj wszystko trzeba zaplanować już kilka miesięcy wcześniej – o zmaganiach młodych adeptów i poziomie organizacji finałów Kinder + Sport w Częstochowie mówił Wojciech Pudo, podkreślając, że w przypadku rozgrywek młodzieżowych to nie sam wynik powinien odgrywać kluczową rolę.

Miałeś okazję obserwować tegoroczne finały rozgrywek Kinder + Sport w Częstochowie. Jak oceniłbyś sam projekt, organizację turnieju i jego skalę?

Wojciech Pudo: – Same rozgrywki bardzo mi się podobają. Tylko niektórzy ludzie mają trochę złe wyobrażenie na ten temat, bo wydaje im się, że wszystko powinno być na tip-top. A zorganizowanie imprezy na 1500 osób nie jest lekką sprawą, bo tutaj wszystko trzeba zaplanować już kilka miesięcy wcześniej. Jest to naprawdę duży wysiłek ze strony organizatorów. To, że jest jakieś opóźnienie czasowe, a mecze się przedłużają – trzeba zrozumieć. To nie jest wina organizatorów. Owszem można grać na czas, wtedy wszystko będzie inaczej wyglądało, jednak jaki jest sens takiej gry i jaka to przyjemność dla tych dzieciaków? Trzeba pozwolić im grać, bawić się tą siatkówką i wygrywać na normalnych zasadach.



Na co dzień pracujesz z nieco starszą młodzieżą, mimo to łatwiej przyjdzie ci ocenić, na ile w przypadku młodych adeptów występujących w rozgrywkach minisiatkówki można już zauważyć perspektywicznych zawodników?

– Kilku obiecujących zawodników na pewno się trafi. Chociaż z doświadczenia wiem, że paru siatkarzy wyróżniających się w rozgrywkach Kindera lub w  młodzikach nie kontynuowało później kariery w kadetach czy juniorach z różnych powodów. Ze względu na słabsze warunki fizyczne czy inne zainteresowania. Wiadomo, że im wyżej się gra, im ta młodzież jest starsza, tym większą rolę odgrywają warunki fizyczne. Jest wielu zawodników, którzy zaczynali swoje kariery nieco później. Tak to wygląda, że połowa graczy wychodzi z rozgrywek młodzieżowych, a druga połowa to ci, którzy zaczynali grać później.

Tym, co powinno być najważniejsze w minisiatkówce i rozgrywkach młodzieży, to właśnie czerpanie radości z gry? Dla tych młodych ludzi to powinna być przede wszystkim zabawa?

– Powinniśmy wszyscy o tym pamiętać, że tutaj najważniejsza jest zabawa. Sam byłem świadkiem, jak kiedyś we Włoszech podczas rozgrywek minisiatkówki chłopcy i dziewczęta grali w jednych drużynach, a trybuny były pełne ludzi. System trochę różnił się od naszego, bo zawodnik, który powinien iść na zagrywkę – schodził na ławkę rezerwowych, a ten z ławki wchodził jako następny. Czyli każdy brał udział w grze, tyle samo czasu spędzając na boisku, a poza tym nawet kiedy dany zespół zdobył punkt przy swoim serwisie, to zagrywkę w kolejnej akcji otrzymywała drużyna przeciwna, po to aby uniknąć sytuacji, gdzie jest jeden zawodnik, który kilkanaście razy z rzędu potrafi zagrać asa serwisowego. Wszystko po to, żeby nie zatracało się to piękno sportu i to mi się podobało. U nas bywa różnie, u niektórych trenerów jest spory nacisk na wynik, ale tak to już u nas niestety bywa.

W tym roku Częstochowa jest wyjątkowo otwarta na rozgrywki młodzieżowe, bo poza finałami Kinder + Sport kolejny raz organizowane są Volley Campy. Mimo że nie jest to pierwsza edycja, na brak zainteresowania nie możecie chyba narzekać?

– Zainteresowanie campami jest bardzo duże. Organizujemy je czwarty rok z rzędu, a mimo to już brakuje wolnych miejsc. W tym roku poszczególne turnusy zgromadzą łącznie ok 400 uczestników i są dzieciaki, które przyjeżdżają na campy regularnie od kilku lat. To jest naprawdę wielka liczba i mamy powody do radości. My jako AZS Częstochowa ogólnie otworzyliśmy się na młodzież, mamy program AZS2020, który systematycznie realizujemy. Nie nastawiliśmy się na wyniki w tych młodszych rocznikach, ale myślimy o tym, co będzie w przyszłości – w 2020 roku, w wieku juniora. Bo tak naprawdę dopiero kiedy zawodnik przejdzie cały cykl szkoleniowy, będziemy mogli dokonać oceny. Pracujemy według swojego ustalonego systemu i jak na razie to się sprawdza. Coraz więcej młodzieży się do nas garnie, wiadomo, że ten, który jest obcy, musi być dużo lepszy od lokalnego, bo AZS Częstochowa to klub z Częstochowy i powinien być otwarty przede wszystkim na lokalną młodzież.

Mimo że to nie wynik był najważniejszy, tegoroczne poczynania grup młodzieżowych AZS-u Częstochowa mogą dawać powody do optymizmu?

– Na pewno jesteśmy zadowoleni z wyniku młodzików. Kadeci, mimo że nie są to chłopcy, którzy są u nas od początku, mogli spisać się lepiej, bo czwarte miejsce na Śląsku to wynik, który pozostawił pewien niedosyt. Tak samo było w juniorach, ale tam graliśmy młodszymi zawodnikami. W Młodej Lidze być może też to trochę wyglądało, jakbyśmy byli chłopcami do bicia, ale tam również występowaliśmy składem z rocznikami, które mogą pograć w tych rozgrywkach jeszcze w kolejnym sezonie. Na pewno z minionych rozgrywek wyciągniemy cenne doświadczenie, wykorzystamy tę lekcję w przyszłości.

Młoda Liga docelowo ma być pewnego rodzaju przygotowaniem do gry w rozgrywkach seniorskich. Patrząc na młody skład AZS-u Częstochowa, jest szansa, żeby któryś z tych zawodników w najbliższym czasie wywalczył przepustkę do pierwszego zespołu?

– W tym roku jeszcze nie, bo mamy za młodych chłopaków. Jest Kamil Szymura, brat Rafała, który przyszedł do nas w zeszłym roku i jest włączony do pierwszego składu, ale otrzymał propozycję wyjazdu do Spały i wydaje mi się, że z niej skorzysta. Na pewno jest to chłopak, który dobrze rokuje na przyszłość, tylko trzeba go mądrze poprowadzić. Wśród zawodników, których mamy na kolejny sezon, wiadomo, że trzeba wszystkich wyróżnić, ale jest ośmiu, którzy jeśli dobrze przepracują sezon, mogą zasilić kluby plusligowe. A taki jest cel, żeby w końcu opierać klub na własnych wychowankach. Do tej pory ludzie z Częstochowy odchodzili stąd, znajdowali kluby w innych miastach, a nie na tym to wszystko polega. W klubie gdzie nie ma tak wielkich pieniędzy, jak w innych miastach, my musimy bazować na swoich zawodnikach. Takich, którzy zostali wychowani według naszej filozofii i najważniejsze jest dla nich to, co jest na piersi, a nie na plecach.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, rozgrywki młodzieżowe

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-07-12

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved