Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > rozgrywki młodzieżowe > Wojciech Grzyb: Ważne jest, żeby rodzice tonowali te emocje

Wojciech Grzyb: Ważne jest, żeby rodzice tonowali te emocje

Zakończone w czwartek finały Kinder+Sport potwierdziły, że jest to rodzinny turniej. Wśród młodych zawodników można było zauważyć siatkarzy, siatkarki mających siatkówkę w genach. Swojego syna wspiera m.in. zawodnik Lotosu Trefla Gdańsk – Wojciech Grzyb. W rozmowie ze Strefą Siatkówki zawodnik opowiedział o fenomenie turnieju.

Podczas turnieju finałowego Kinder+Sport wystąpiłeś w podwójnej roli. Poza wsparciem ambasadorów, spotkaniami i autografami dla młodych zawodników w Zabrzu pojawiłeś się głównie jako rodzic. Twój syn po raz kolejny awansował do turnieju finałowego?

Wojciech Grzyb: – Tak, syn gra w trójkach, rok temu występował w kategorii dwójek. Wówczas dotarli do strefy 5-8, gdzie finalnie zajęli szóste miejsce. W tym roku jest bardzo podobnie, po walce o wejście do czwórki niestety nie dało się awansować, jednak konkurencja była naprawdę spora, poziom również był wysoki, więc ten przedział miejsc mnie zadowala. Wiadomo, że chłopcy mogą być trochę rozczarowani, bo liczyli na zwycięstwo, aczkolwiek realnie oceniają to, co się wydarzyło podczas tego turnieju finałowego.

Ze względu na twoją zawodową grę trudno, żeby siatkówka nie była obecna w życiu codziennym twojej rodziny. Możesz zdradzić, na jakim etapie zauważyłeś te pierwsze przejawy zainteresowania grą u syna?



– Praktycznie od razu, jak tylko zaczął cokolwiek rozumieć, to zainteresowanie i pasja do siatkówki się pojawiły. To niesamowita sprawa, bo dość szybko musieliśmy szukać takich rozwiązań jak odbijanie balonem, bo piłka chyba zdemolowałby nam dom. (śmiech) W wieku od trzech do sześciu lat w ten sposób w domu na swoich zasadach rozegrał sporo meczów, później już pojawiły się pierwsze gry piłką z rówieśnikami. W głowie rozgrywał te pierwsze mecze, turnieje, zaczął oglądać siatkówkę mężczyzn, kobiet. Wiedział wszystko mimo młodego wieku, podejrzewam, że wiele nazwisk znał dużo lepiej niż ja. Do tej pory zresztą kiedy potrzebuję jakiejś ciekawostki czy informacji co, kiedy się wydarzyło, to jest spora szansa, że Michał będzie to wiedział. Początki już bardziej zorganizowane były w Rzeszowie, teraz kiedy przenieśliśmy się do Gdańska, poszedł do Młodzieżowej Akademii Siatkówki Lotosu Trefla Gdańsk, gdzie szkolenie jest na bardzo wysokim poziomie, dzieci rozwijają się. I wierzę, że mają przed sobą spore perspektywy, co potwierdza udział w tym turnieju.

Warto zaznaczyć, że o awans do finałów Kinder+Sport w Zabrzu nie było tak łatwo, jak mogłoby się wydawać…

– Naprawdę nie było łatwo, ponieważ w tym roku z każdego województwa awansowały tylko po dwie drużyny. Muszę przyznać, że z racji tego, że jestem czynnym zawodnikiem, byłem na niewielu turniejach, jednak podejrzewam, że chłopcy musieli rozegrać około 20-30 meczów, aby się tutaj znaleźć. Najpierw były turnieje, w których zdobywano punkty, a następnie rozgrywano turniej finałowy na poziomie wojewódzkim, do którego awansowało około 8 najlepszych drużyn. Ten turniej wygrali, przyjechali na finały jako pierwszy zespół województwa pomorskiego.

Patrząc na rozmiar turnieju, już sama obecność na finałach Kinder+Sport powinna być przez uczestników odbierana jako sukces?

– Jak najbardziej. Tak jak wspomniałem, tylko dwa czołowe miejsca z województwa miały awans. I tak jak rozmawiałem z innymi rodzicami podczas finałów wojewódzkich, byli zawiedzeni, bo przykładowo przed rokiem przy awansie trzech zespołów większa liczba dzieci mogła przeżyć tę przygodę. Byłem jednak na finałach rok temu i miało to pewien minus. Pamiętam, jak zmęczeni byli chłopcy. W zeszłorocznej edycji pierwszego dnia rozegrali 9 spotkań, dla porównania w tym roku było to sześć meczów, więc jest to odczuwalne. Dzięki temu, że meczów jest mniej, dzieci są w lepszej dyspozycji i tak jak mówią zgodnie trenerzy, jest też wyższy poziom. Jako rodzic z organizacyjnego punktu widzenia muszę przyznać, że wygląda to dużo lepiej.

W rozgrywkach minisiatkówki w rywalizacji dzieci tematem pojawiającym się dość często są emocje towarzyszące nie tylko najmłodszym, ale również rodzicom. Znając te emocje sportowe z poziomu boiska, jako rodzic jesteś typem raczej uspokajającym nerwy?

– Zdecydowanie tak, mamy też bardzo fajnego trenera, który drużynę prowadzi na spokojnie. Ja z racji tego, że mogłem być na płycie boiska, od czasu do czasu starałem się jakąś radę przemycić, ale to były tylko sugestie motywacyjne. Bo sprawy taktyki, gry pozostawiamy trenerowi. Moim zdaniem ważne jest, żeby rodzice tonowali te emocje u dzieci, bo dzieci mają tendencję, żeby samemu „pompować ten balonik”, a wiemy, że w każdej grupie zwycięzca może być tylko jeden. Rodzic powinien uspokajać, pocieszać, gdy coś nie wyjdzie i zapewniać wodę oraz przekąski.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, rozgrywki młodzieżowe

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-06-29

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved